Brudne życie w Egipcie

Egipskie śmieci cuchną w kanałach, obok meczetów, a nawet w obiektach zabytkowych najczęściej odwiedzanych przez turystów. Są po prostu wszędzie. Estetyka w pojęciu europejskim to w Egipcie oksymoron. Do tego dochodzą aspekty higieniczne.

Brudne życie w Egipcie

No proszę, chciałem pisać pozytywnie o Egipcie, a zaczyna się niewesoło. Może za bardzo lubię wściubiać nos w nie swoje sprawy. Ale z drugiej strony wszyscy żyjemy, chrześcijanie i muzułmanie, Polacy i Egipcjanie, na jednej planecie. Nie wolno zamykać oczu na rzeczy niewygodne i mówić: nie istnieje coś takiego, bo przecież ja nic nie widzę. Miejsce siedzenia bywa kiepskim punktem obserwacyjnym.

W Egipcie po prostu jest brudno. Setki tysięcy ton – a może miliony? – rozkładających się resztek jedzenia, plastikowych butelek i kubków, starych szmat i łachów, puszek po napojach, zniszczonego sprzętu RTV, tekturowych pudeł oraz innych śmieci, które walają się na ulicach w każdym egipskim mieście i zalegają na chodnikach naprzeciwko domów. Na hałdach odpadków żerują półdzikie koty i psy (niemal wszystkie czworonogi w Egipcie są bezpańskie, wyjąwszy z listy cenne konie i wielbłądy oraz zwykłe osły i kozy). W tym syfie grzebią dorośli i bawią się dzieci.

Egipt to koszmar czyściocha

Wydelikacony picuś glancuś w bielutkich botkach z krokodylkiem postradałby tu zmysły. Już go widzę biegającego po zakurzonych ulicach z workiem śmieci i szukającego pustego kontenera, do którego mógłby proekologicznie wysypać zawartość. Najgorzej jest chyba w największych miastach, gdzie nikt nad niczym nie panuje.

Na przykład Kair. Stolica Egiptu liczy, według różnych szacunków, od ok. 10 do aż 20 milionów mieszkańców. Jak jest naprawdę, nie wiadomo, a oficjalne statystyki mogą wprowadzić w błąd. Codziennie do pracy w tej największej metropolii Afryki dojeżdżają miliony ludzi, tyle samo wybiera się w przeciwnym kierunku. Oczywiście każdy z nich zostawia tam swoje śmieci.

Kair to żywy organizm. Codziennie przetrawia żywność, chemię i elektronikę w ilościach gargantuicznych. Ale jak każdy organizm po obfitym posiłku, wydala z siebie to, co zbędne. Problemem jest tylko to, właściwie kto i przede wszystkim JAK to wszystko posprząta. Brudnym „przemysłem śmieciowym” zajmują się Koptowie – egipscy chrześcijanie. Ale nawet ich moce przerobowe są za małe, mimo że na śmieciach wyrosła niejedna rodzinna fortuna.

Wszędzie śmierdzi tak samo

Brudne życie w Egipcie - Aleksandria - Polski Egipcjanin

Kiedy ostatnio wybrałem się do Asuanu na południowym końcu Egiptu, zobaczyłem reprezentacyjny deptak wzdłuż Nilu, który zmienił się w zwyczajne śmietnisko. Restauracje i kawiarnie pozamykano. Na chodniku kłębił się kurz, w te i we wte przewalały się z wiatrem jakieś brudne torby foliowe i obsrane papiery, przycumowane na stałe do nadbrzeża feluki sprawiały wrażenie śniętych bezrobotnych. Ogólny syf, kiła i mogiła. To oczywiście skutek ostatniej rewolucji, po której ruch turystyczny w Egipcie drastycznie zmalał. Teraz do Asuanu mało kto zagląda. I pomyśleć, że Agata Christie w 1937 r. uczyniła to piękne miasto, a szczególnie wspaniały hotel „Old Cataract”, scenerią swojej najsłynniejszej powieści Śmierć na Nilu.

Ale najbardziej przygnębiające wrażenie sprawia wybrzeże morskie łukowato wklęśnięte do lądu w samym centrum Aleksandrii. O ile w innych miastach Egiptu jestem raczej nieczuły na uroki śmieciowego krajobrazu, tutaj pierwszy i chyba ostatni raz doznałem estetycznego wstrząsu z pogranicza padaczki. Morze kojarzy mi się od dzieciństwa z czyściutką plażą. Tutaj dochodzą jeszcze górnolotne skojarzenia: Aleksander Wielki, Biblioteka, Serapeum, Marek Antoniusz i Kleopatra, św. Marek i pierwsi chrześcijanie, kultura późnego antyku itd. To, co dziś można zobaczyć w miejscu dawnej stolicy Lagidów… No nie! (Ale może zawsze właśnie tak było?).

Znalazłem, co prawda, skraweczek w miarę czystej plaży, ale po zdjęciu butów i wejściu do wody o mały włos nie nastąpiłem bosą stopą na pustą strzykawkę z igłą, którą wyrzucił do morza jakiś ćpun. Jeśli już koniecznie plażować w Aleksandrii, to zdecydowanie gdzie indziej. Za to knajpki i kawiarnie pierwsza klasa.

Na koniec mała porada. Egipski savoir-vivre. Jeśli masz zamiar rzucić na ulicę butelkę po koli, skórkę banana, ogryzek czy cokolwiek, to ciepnij tego śmiecia na już istniejącą hałdę syfu zamiast budować nową. Na niewiele się to zda, ale przynajmniej będzie cool.

  • Egypt Weekly – Martina Angel

    To TA MENTALNOŚĆ. Sharm el sheikh było pięknym, czystym miastem. Przyjechali w sezonie Egipcjanie i nasyfili jak to u siebie w Kairze. Chociażby im posprzątać, pod nos podstawić czyste to i tak upier*olą po kilku dniach. Oni są flejami z lenistwa. Zużyte pampersy wszędzie walające się. Jak kupiłam mieszkanie od Egipcjan, to tłuszcz z kafelek trzeba było szpachlą zrywać płatami. I TO KOBIETY TUTAJ MIESZKAŁY!!! Teraz hotele liczą straty po „egipskim sezonie” i czekają na Europejczyków z utęsknieniem. Pozdrowienia 😉 !

  • Leszek Zinkow

    Kiedyś przechodziłem obok wiejskiego kanału w którym leżała martwa, wzdęta, rozkładająca się krowa (gamuza) a obok beztrosko pluskały się dzieciaki.

    Kocham Egipt, dlatego też kiedyś nadzwyczaj przygnębiającym (a niestety w tym przypadku symbolicznym) widokiem było ujrzenie bilbordu z napisem „Egypt – the cradle of civilization” tonącego w górze śmieci…