Cwany jak Polak w hotelu

Śmiać mi się chce, gdy słyszę o estetach, którzy kręcą nosem na brzydki widok z okna w hotelu. Albo o cwaniakach, którzy jadą na wakacje z miarką, żeby obliczyć, czy pokój nie jest o pół centymetra mniejszy, niż biuro podróży napisało w katalogu.

Cwany jak Polak w hotelu

Kilka lat temu robiłem kurs na pilota wycieczek. Nasłuchałem się wtedy bardzo dziwnych historii świadczących, że niektórzy polscy turyści mają pod kopułą nie całkiem w porządku. Dość często chytrość i pazerność przesłania im poczucie przyzwoitości i podważa osobistą klasę. A przede wszystkim całkowicie zmienia postrzeganie rzeczywistości, o czym będzie za chwilę.

Nie powołuję się na własne doświadczenia, bo nigdy nie miałem do czynienia z takimi ludźmi. Nie organizuję przecież wycieczek masowych, tylko elitarne wyprawy dla koneserów przygód, którym nie przyszłoby do głowy wykłócać się o centymetry przestrzeni na kwaterze, kraść ręcznika z łazienki czy rzucać się na każde jedzenie z takim apetytem, jakby przez rok nic nie jedli.

Piszę tylko o tym, co słyszałem od rezydentów, dla których zachowanie się niektórych turystów było źródłem zażenowania. Nie potrafię wymienić wszystkich przewin i śmieszności gości hotelowych, bo nie śledziłem uważnie tego tematu. W pamięci utkwiły mi tylko opowieści o mierzeniu pokoju, by w razie czego pozwać biuro podróży do sądu za niespełnienie warunków umowy. Zastanawiam się, co trzeba mieć w głowie, żeby robić takie rzeczy.

Może ci ludzie naprawdę uważają się za oszukanych? Nie wiem, bo taki sposób myślenia i postępowania jest mi całkowicie obcy. Dla mnie centymetry w te czy we wte to mało ważne detale. Oglądając katalog, dobrze rozumiem, że to, co w nim widzę, to mocno podkolorowana wersja rzeczywistości. Photoshop i publicity jak wszędzie. Zdaję sobie sprawę, że w Egipcie też mogę trafić na zaśmieconą plażę, cieknący kran czy brzydki widok za oknem.

Ale skoro już przyjechałem…

Mam zamiar fajnie spędzić wakacje i niczym się nie stresować. I tutaj dochodzę do problemu z postrzeganiem rzeczywistości. Większość wycieczek wykupywanych przez Polaków to raczej opcja bardzo po kosztach i to nawet po uwzględnieniu all inclusive. Tymczasem niektórzy płacący swoimi biedazłotówkami za last minute oczekują dolarowych luksusów jakby byli VIP-ami. Bo jak zapłaciłem, to mi się należy. A właśnie, że nie.

Można tyle oczekiwać, za ile realnie się zapłaciło. Ambicje trzeba mocno powściągnąć, bo standardy w krajach arabskich często odbiegają od standardów, jakie znamy z Europy. Nawet pięciogwiazdkowy hotel w Egipcie może bardzo różnić się od podobnego w Szwajcarii pod względem obsługi i czystości. I nie wszystkie okna wychodzą na morze i na piękny zachód słońca. To jest zupełnie normalne i nie wolno obwiniać biura podróży.

Szkoda czasu na kłótnie

Nawet jeśli mój pokój naprawdę byłby mniejszy o cały metr czy dwa od oferty katalogowej, szczerze mam to gdzieś. I tak pewnie nic bym nie zauważył. Nie lubię siedzieć przez cały dzień w czterech ścianach. Jak płacę za wakacje w Egipcie mniej niż nad Bałtykiem, to w zamian za możliwość popluskania się w Morzu Czerwonym nie będę grymasić, że warunki do końca nie spełniają moich oczekiwań. Zresztą nigdy nie są aż tak złe, by naprawdę był powód do reklamacji.

Poza tym kto normalny kłóci się o pokój, gdy w perspektywie ma pogodne niebo i ciepłą plażę? Chyba tylko typowy cwaniaczek, który do Egiptu przyjeżdża z miarką specjalnie po to, by po tanio i przyjemnie spędzonych egzotycznych wczasach próbować nieelegancko wyłudzić od biura podróży zwrot pieniędzy. Nie wiem, czy takie rzeczy dotyczą również innych narodowości. Mam cichą nadzieję, że to nie jest polski patent.

Na zakończenie dodam, że bez względu na to, gdzie i w jakich warunkach przyjdzie wam spędzić wakacje w Egipcie, zawsze dawajcie bakszysze (napiwki). Zły humor to jest wyłącznie wasza gorzka sprawa, więc wcale nie robicie łaski obsłudze, płacąc jej za to, że cierpliwie was znosi.

#wakacjewegipcie #polskiturysta #hurghada