Arabska Wiosna w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie miała przynieść dobre zmiany w ustrojach kilku państw. Wielu liczyło na wprowadzenie w Libii, Egipcie czy Syrii demokracji w stylu zachodnim. Skończyło się wojną i totalnym bałaganem.

Dlaczego w Egipcie nie ma demokracji?

Tam, gdzie Arabska Wiosna przyniosła konstruktywne zmiany, mam na myśli głównie Egipt, po prostu nastąpiła względnie spokojna wymiana dyktatorów. Starego i schorowanego faraona Mubaraka wysłano do więzienia, a nowego władcę posadzono na tronie, na którym prawdopodobnie przesiedzi kolejnych 20 lat.

To są bliskowschodnie realia. Całkiem dalekie od naszych wyobrażeń, jak powinien wyglądać idealny ustrój nowoczesnego państwa. Moim zdaniem każda próba demokratyzowania Egiptu na wzór zachodni musi spalić na panewce. A szansa, którą dawała Arabska Wiosna, już się nie powtórzy. Drugi raz świat nie popełni błędu.

Historia nie lubi demokracji

Od XVI w. Egipt rządzony był przez Turków, następnie znalazł się pod upokarzającą okupacją europejską. Kedywowie Egiptu, nominalnie pełniący rolę tureckich wicekrólów, od początku byli marionetkami aliantów. Nawet kiedy Egipt stał się pełnoprawną monarchią w 1922 r., faktyczną władzę nadal sprawowali tam znienawidzeni Brytyjczycy. Tracili ją stopniowo do wybuchu II wojny światowej.

Zachodnia supremacja utrzymała się w Egipcie także po wojnie i trwała w pewnym zakresie aż do egipskiej rewolucji Wolnych Oficerów w 1952 r., która obaliła monarchię i przegnała cudzoziemców. Nastąpił okres brutalnych dyktatur wojskowych, który trwa nieprzerwanie do dzisiaj z małą przerwą na tragiczną zabawę w Arabską Wiosnę, która dobitnie ukazała zagrożenia, jakie niesie demokracja.

Rządy prezydenta Mursiego (Bractwo Muzułmańskie) wybranego demokratycznie w 2012 r., w pierwszych wolnych wyborach w Egipcie, okazały się pułapką zastawioną przez cynicznych fundamentalistów, okresem wzmożonych represji przeciwko Koptom i paranoicznej ucieczki od nowoczesności. Nic dziwnego, że wojsko skorzystało z okazji, by przy poparciu ulicy przeprowadzić zamach stanu.

Mamy kolejnego faraona

Wcale nie przesadzam z nawiązaniem do faraonów, nie bardziej niż sami Egipcjanie. Bodajże sam słynny egiptolog Zahi Hawass czołobitnie określił nowego prezydenta Egiptu, Abdel Fattaha es-Sisiego, współczesnym Mentuhotepem II, który w u schyłku XXI w. pn.e. był założycielem Średniego Państwa, i nie zapomnijmy dodać – własnej dynastii.

Na Bliskim Wschodzie żenujące publiczne akty poddaństwa nikogo nie dziwią. Praktykują je wszyscy i wobec każdej władzy począwszy od głębokiej starożytności. Proskineza jest bardzo opłacalna i nie kosztuje wiele wstydu. Przynosi natomiast więcej korzyści, niż mozolne dochodzenie do zaszczytów w społeczności kastowej, dla której ciężka praca nie jest cnotą.

Egipt nigdy nie liznął demokracji. Nie wdając się w szczegóły, od kilkuset lat zwykli Egipcjanie nie mogli nawet marzyć, by mieć uczciwą reprezentację w rządzie własnego kraju, czyli taką, która by objęła wszystkie grupy społeczne. I to nawet wtedy, kiedy powstał egipski parlament.

W Egipcie przez pokolenia władzę sprawowały tureckie marionetki bądź polityczni zakładnicy Zachodu albo jakiś człowiek na tyle w końcu zdeterminowany, by posłużyć się przemocą, zostawał dyktatorem. Ale interes ludzi z niższych warstw społecznych i prowincji, których jest zdecydowana większość, nigdy nie liczył się.

Kiedyś w starym polskim reportażu o Egipcie przeczytałem zdanie, że nie ma na świecie człowieka bardziej łagodnego, cierpliwego i pogodzonego z losem niż egipski fellach. Ta prawda wciąż jest aktualna, bo nawet ostatnia rewolucja w Egipcie nic a nic nie zmieniła jego życia na lepsze. A mimo to uśmiecha się…

Dlaczego w Egipcie nie ma demokracji? - Polski Egipcjanin
Mieszkaniec wsi Gurna na swoim skromnym poletku

Jakie mam prognozy dla Egiptu na przyszłość? Tylko nadzieję na otwartą prezydenturę Abdel Fattaha es-Sisiego, walkę z fundamentalizmem i kontynuowanie reform.