Halloween w Egipcie, czyli o przebieraniu się za mumię

Halloween w Egipcie? Tak się składa, że ostatnie lata wigilię Wszystkich Świętych spędzałem w Luksorze. Tym razem siedzę sobie w domu, patrzę przez okno na chłodną polską jesień i trochę zazdroszczę, że wieczorem w amerykańskim Chicago House nad Nilem odbędzie się gorąca impreza.

Halloween w Egipcie, czyli o przebieraniu się za mumię

W wigilię Wszystkich Świętych (tzw. święta zmarłych) w kilku krajach anglosaskich szczególnie celebruje się Halloween – zwyczaj wyśmiewania się ze śmierci czy raczej obśmiewania jej.

Wszystko, z czym dzisiaj kojarzymy Halloween, zaczęło się w Ameryce w 1920 roku i wkrótce ogarnęło cały zachodni świat. W Polsce Halloween pojawił się już na początku l. 90. XX w. wraz z innym zapożyczeniem kulturowym – tzw. Walentynkami i ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Mnie tam Halloween w niczym nie przeszkadza.

Podczas Halloween obowiązuje specyficzny dress code. Ubieramy się w czaszki i piszczele, w paszczę wciskamy długie zęby wampira, na plecy skrzydła nietoperza itp. Możemy wystroić się w różne straszne gadżety, choć po prawdzie one wszystkie są bardziej do śmiechu niż do strachu. Choćby te słynne świecące wielkie dynie z wykrawanymi ślepiami i zębiskami. Kto by się naprawdę czegoś takiego przestraszył?

W Egipcie obowiązkowo bandaże mumiowe, skrzypiące sarkofagi i sfinksy z gorejącymi oczyma. I cokolwiek innego się przyśni, byle kojarzyło się z jakimiś mrocznymi opowieściami i najgorszym filmowym kiczem trzeciej klasy. Bo chodzi głównie o to, żeby śmierć nie była brana na poważnie, tylko ciągle w wersji light.

W Halloween nie chodzi o grozę, ale o pretekst do zabawy

Można przebrać się na przykład za Indianę Jonesa i wciąż taki strój będzie trzymać się konwencji Halloween. Bo najważniejsze, aby postać była dobrze rozpoznawalna, czyli mówiąc językiem mediów: globalna. Jak bym przebrał się za ponurego mazowieckiego chłopa z kosą, mógłbym zostać wyproszony z imprezy za robienie wiochy. Więc zamiast tego wymaluję sobie czachę na plecach, a do głowy przymocuję urnę kanopską.

Mogę przeistoczyć się w każde dziwadło, tylko nie w żywą mumię. Raz, że o gustach się nie dyskutuje. A dwa, że podczas Halloween w Egipcie na parkiecie wywija tuzin podobnych. A ja nie mam ochoty znikać w tłumie. Tak już mam.

Oczywiście Halloween w Egipcie to sprawka zdemoralizowanych cudzoziemców. I ta oferta kulturowa zarezerwowana jest właściwie tylko dla nich. W rzeczywistości muzułmańskiej nie ma bowiem nic do śmiechu. Pełna powaga co do spraw ostatecznych, bo Allah zabrania kpin i maskarad. Biednym fundamentalistom zakazał nawet słuchania muzyki. A co to za Halloween bez ryczących głośników ze szlagierem z „Ghostbusters”?

Na żartach nie znają się również ortodoksyjni Koptowie, więc także stronią od „diabelskich” zabaw.

Halloween jest z konieczności czysto świeckim zwyczajem, bo jak wiemy, nie w każdym kraju (zwłaszcza w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzi) można tak swobodnie oddzielać sferę sacrum od profanum.

Kościół jak zwykle po swojemu

Źródło Halloween sięga dawnych czasów i któż wie, jak dalece dawnych. Mowa bowiem o archetypach z długą brodą. O kontaktowaniu się z przodkami, by nakłonić ich do współpracy z żywymi potomkami i czynieniu magii pozytywnej, by plony lepiej dojrzewały i rodziły się tłustsze dzieci. Podobne rytuały-zabawy mieli starożytni Rzymianie i celtyccy druidzi, jak również chyba i antyczni Grecy.

Osobiście zaryzykowałbym hipotezę, że rdzeń idei Halloween może sięgać jeszcze głębszej starożytności. Może wręcz prehistorii. Bo jeśli coś nawiązuje do śmierci, to znaczy, że istnieje od zawsze. Skądinąd świetny temat na magisterkę dla antropologa kultury.

Kościół katolicki u swojego zarania wypowiedział wojnę starodawnym pogańskim świętom i obyczajom. W dniu dzisiejszych Wszystkich Świętych Słowianie, Bałtowie i inni tacy obchodzili przecież tajemnicze Dziady. Zapewne u wszystkich ludów odbywało się to w podobny sposób.

Reguła wypierania starych świąt przez całkiem nowe i powołane w ich zastępstwie przez chrześcijan, jest całkiem oczywista. Wszystkich Świętych jest wtórne wobec pogańskiego święta zmarłych i nikt tego nie podważa. Świadczą o tym choćby nasze wizyty na cmentarzach i zapalanie zniczy, aby duch zmarłego mógł trafić do swojego grobu, a nie błąkał się w ciemności.

Halloween jest jednak czymś trochę innym. To echo pogańskiego komunikowania się z przodkami wskutek przenikania się światów realnego i duchowego, albo chcąc być bardziej precyzyjnym – przejaskrawionym negatywem owej praktyki. Bo w przypadku np. Dziadów zmarli przychodzili do świata żywych, a w Halloween jest na odwrót – to żywi udają świat zmarłych i przy okazji nabijają się z niego.

Starożytni Egipcjanie świętowali dni zmarłych

Egipcjanie w okresie Nowego Państwa celebrowali tzw. Piękne Święto Doliny, które było czymś w rodzaju naszych zaduszek i odbywało się na tebańskiej nekropolii.

Oficjalna procesja składająca się z kapłanów i podążających za nimi tłumów wiernych niosła posąg boga Amona, zatrzymując się po drodze w licznych sanktuariach na zachodnim brzegu. W końcu posąg docierał do świątyni królowej Hatszepsut, gdzie zostawał na noc.

W tym czasie ludzie przychodzili do kapliczek nad grobami swoich bliskich, mając ze sobą coś na ząb i mocniejsze napoje. Świętowano hucznie i wesoło aż do rana, nie zapominając przy tym o spełnianiu rytualnych obowiązków. Bliscy zmarłego polewali kamienne lub gliniane ołtarze wodą, wymieniając przy tym jego imię i szepcząc magiczne formułki.

Starożytni Egipcjanie prawdopodobnie dekorowali groby, tak jak i my robimy to dzisiaj. Ale impreza przy grobach to nie była zabawa w stylu Halloween, lecz bardzo poważna sprawa. Duch zmarłego zostawał nakarmiony, nie musiał błąkać się po świecie w poszukiwaniu jedzenia, a przede wszystkim w poszukiwaniu zemsty na winnych zaniedbania. Ślepe wrota znów się zamykały.

Jeśli Halloween, to tylko w Chicago House

Jak napisałem we wstępie, zwykle Halloween celebruję w Egipcie na zaproszenie amerykańskiej misji archeologicznej kwaterującej w tzw. Chicago House. W ten jeden wieczór w roku schodzą się tam wszystkie zagraniczne misje, by wspólnie bawić się i rozmawiać o duperelach i nie tylko. To również świetna okazja, żeby dowiedzieć się, co się dzieje w nauce światowej od 200 lat obecnej po obu stronach Nilu.

W Chicago House bywają wszystkie pokolenia egiptologów. Rzecz jasna nie brakuje przedstawicieli różnych polskich ekspedycji. Ale najbardziej utkwiła mi w pamięci gromada starożytnych Egipcjanek, a raczej Hiszpanek poubieranych jak damy z egipskich malowideł grobowych. Prezentowały się pięknie…

Ale nie aż tak powabnie jak panie oryginałki z krypty starożytnego dostojnika Nachta.

PS Źródło zdjęcia nagłówkowego: Halloween Experts.

(Visited 229 times, 1 visits today)