Nic nie planuję, bo nie żyję

Nic nie planuję, bo nie żyję. Ani przeszłością, ani tym bardziej przyszłością. Nie jestem z tych, którzy patrzą wstecz lub ciągle wybiegają naprzód. Interesuje mnie to, co jest tutaj i teraz. Bo to, co było lub to, co będzie, jest tylko grą moich teraźniejszych emocji.

Nic nie planuję, bo nie żyję

Nie mam żadnych noworocznych planów. W znaczeniu jakichś zmian. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek zakładał, że zrobię coś innego bądź lepiej wraz z początkiem kolejnego roku. Zmianę dat zawsze postrzegałem jako pewną naturalną ciągłość, która w ogóle nie koliduje z rytmem mojego życia. Z tego powodu nigdy nie świętuję Nowego Roku, chyba że przyjaciele wciągają mnie do zabawy. Ale wtedy i tak chodzi tylko i wyłącznie o radość przebywania wśród ludzi, a nie o jakiś kalendarz. Oczywiście również o towarzyskiego shake’a z zagrychą.

Ludzie zwykle coś planują, bo wydaje im się, że tak trzeba. Że to najlepsza okazja, by zapełnić nowy terminarz, bo w starym nie ma już wolnych kartek. Taka magiczna chwila na ekspiację i refleksję. Albo ślepo podążają za poradami psychologicznymi z tabloidów czy poradników motywacyjnych. Wiecie o co chodzi: w 2017 zrzucę zbędne kilogramy, pójdę na drugi kierunek studiów, awansuję w pracy, zostanę milionerem itd. A ja dziwię się, że otaczają mnie ludzie tak niezadowoleni z siebie, że pragną coś zmienić.

Bo ja to całe noworoczne planowanie uważam za słabość charakteru. Zwłaszcza jeśli to samo następuje każdego roku. Bo co dotąd robiłeś, że masz życie ciągle do poprawki? A może planowanie przyszłości w ogóle jest absurdem z założenia? Przecież nie mam wpływu na wydarzenia, które kiedyś nastąpią. Choćbym nie wiem jak wszystko sobie ułożył, ostatnią instancją pozostanie przypadek. Oszukuję samego siebie, spodziewając się przyszłej gratyfikacji. To oszustwo polega na tym, że planując działania, już dziś cieszę się z tego, co ma nastąpić dopiero jutro.

Noworoczne plany to w istocie wprawianie się w dobre samopoczucie. I tanie nabywanie świadomości, że się kontroluje własne życie i jest się w pełni produktywnym. Niestety emocje, jakie temu stanowi towarzyszą, mogą być odczuwane tylko tu i teraz. W przyszłości pojawią się inne emocje, do których dziś nie mam jeszcze dostępu. Ale czy będą po mojej myśli? Tego przecież nie wiem, nie znam przyszłych myśli. Doświadczenie uczy, że będą całkiem inne, bo zawsze mój los przebiega inaczej, niż mógłbym się spodziewać.

Żyję w teraźniejszości, a wszelkie wspomnienia są ułudą. Są tyle moje, ile już nie moje. Ważne w chwili, gdy je przeżywałem, nic nie warte obecnie. Podobnie jest z przyszłością, która jeszcze do mnie nie należy. Przeszły ból nie może skrzywdzić, a przyszła radość ucieszyć. Kiedy wspominam, moja pamięć działa wybiórczo, ukazując tylko to, co mózg chce widzieć teraz. Noworoczne plany są wybiórcze w taki sam sposób. Zawsze chcę, by działo się tylko dobrze. Ale tylko dobrze nigdy nie jest. Po cóż więc planować?

W nowym roku (podobno pisany małymi literami oznacza cały rok, a nie tylko jeden konkretny dzień świąteczny) życzę wszystkim ogromnego dystansu zarówno do siebie, jak i do własnych planów.

PS Fotkę pstryknął mi parę lat temu Sławomir W. Malinowski; w dalekim tle świątynia Ramesseum, do której często zaglądam, żeby rozmyślać w cieniu starożytnych kolumn.

#2017 #nowyrok #sylwester

(Visited 223 times, 1 visits today)
  • Adrianna

    Podoba mi się to podejście do życia, jestem podobnego zdania 🙂 Uważam też, że wszystko na co mamy szansę w danej chwili warto dokonać w teraźniejszości, nie odkładając tego na bliżej nieokreśloną przyszłość 😉