Nic nie planuję, bo nie żyję. Ani przeszłością, ani tym bardziej przyszłością. Nie jestem z tych, którzy patrzą wstecz lub ciągle wybiegają naprzód. Interesuje mnie to, co jest tutaj i teraz. Bo zawieszanie się na tym, co już było lub na tym, co dopiero będzie, jest tylko grą emocji.

Nic nie planuję, bo nie żyję

Nie mam żadnych noworocznych planów.

Nie pamiętam, żebym w ciągu ostatnich lat zakładał, że zrobię coś nowego (innego, lepszego) z początkiem kolejnego roku.

Zmianę dat zawsze postrzegałem jako pewną naturalną ciągłość, która w ogóle nie koliduje z rytmem mojego życia. Z tego powodu nigdy nie świętuję Nowego Roku, chyba że przyjaciele wciągają mnie do zabawy. Ale wtedy i tak chodzi tylko i wyłącznie o radość przebywania wśród ludzi, a nie o jakiś kalendarz.

Ludzie zwykle coś planują, bo wydaje im się, że tak trzeba. Że Nowy Rok to najlepsza okazja, by zapełnić nowy terminarz, bo w starym nie ma już wolnych kartek. Taka magiczna chwila na ekspiację i refleksję.

Albo ślepo podążają za poradami psychologicznymi z tabloidów czy poradników motywacyjnych. Wiecie o co chodzi: w 2017 zrzucę zbędne kilogramy, pójdę na drugi kierunek studiów, awansuję w pracy, zostanę milionerem itd. Co za bzdury.

Dziwię się, że otaczają mnie ludzie tak niezadowoleni, że ciągle pragną coś zmienić. Nie lepiej pogodzić się z tym, co jest? Zwłaszcza że ta zabawa w kotka i myszkę następuje w każdym roku.

Życie to nie brudnopis

Właściwie dlaczego uważasz, że masz życie do poprawki? Nie urodziłeś się dopiero dzisiaj. Cały czas żyłeś i dożyłeś iluś tam lat. To wielki wyczyn, który mówi o tym, że żyjesz skutecznie i jesteś ekspertem od spraw egzystencjalnych.

Pomyśl, że dla większości naszych przodków ze starożytnego Egiptu biologia nie była aż tak łaskawa, by żyli dłużej niż 30 lat. A ty kilkakrotnie przekraczasz tę granicę i jeszcze kręcisz nosem, że niezgodnie z planem.

Planowanie to zwyczaj pochodzący z zachodniego, mieszczańskiego etosu pracy, gospodarowania, oszczędzania. Nie jest to zatem szczególna mądrość czy porządek wynikający z natury człowieka. Raczej moda, naśladownictwo. Można się bez tego obyć i żyć szczęśliwie w zgodzie z samym sobą.

Poza tym Egipcjanin, tak starożytny, jak współczesny, powiedziałby, że nie ma wpływu na wydarzenia, które kiedyś nastąpią. Choćby nie wiem jak wszystko sobie ułożył, ostatnią instancją i tak pozostanie przypadek, fatum, Allah.

Oszukuję samego siebie, spodziewając się przyszłej gratyfikacji. To oszustwo polega na tym, że planując przyszłe działania, już dziś cieszę się z tego, co powinno nastąpić dopiero jutro, choć przecież wcale nie musi.

Daruj sobie spinanie mięśni!

Noworoczne planowanie to wprawianie się w dobre samopoczucie. I tanie nabywanie świadomości, że się kontroluje własne życie i jest się w pełni produktywnym. Że jest się homo oeconomicus również w prywatnym zakresie.

Jednak emocje, jakie temu stanowi towarzyszą, mogą być odczuwane tylko tu i teraz. W przyszłości pojawią się inne emocje, do których dziś nie mamy jeszcze dostępu. Jakie one będą? Tego przecież nie wiemy, nie znamy przyszłych myśli, stanów, uczuć. Doświadczenie uczy, że będą całkiem inne, bo zawsze los przebiega inaczej, niż człowiek mógłby się spodziewać.

Wiem, że żyję w teraźniejszości, a wszelkie wspomnienia są ułudą. Są tyle moje, ile już nie moje. Ważne w chwili, gdy je przeżywałem, nic nie warte obecnie. Podobnie jest z przyszłością, która jeszcze do mnie nie należy i w ogóle nigdy nie będzie należeć, bo kiedy nadejdzie, będzie już przeszłością.

Kiedy wspominam, moja pamięć działa wybiórczo, ukazując tylko to, co mózg chce widzieć TERAZ. Noworoczne planowanie jest wybiórcze w taki sam sposób, dodatkowo poparte złudzeniem, że jestem kowalem własnego losu. Nie jestem. To największa blaga.

Dunya keda (takie jest życie). To ciągła zmiana i nieprzewidywalność. I to jest fakt.

W nowym roku (pisany małymi literami oznacza cały rok, a nie tylko jeden konkretny dzień świąteczny) życzę wszystkim ogromnego dystansu zarówno do siebie, jak i do zmian. Po prostu bądź kim jesteś i przestań się męczyć.

PS Fot. Sławomir W. Malinowski, 2009; w dalekim tle świątynia Ramesseum, do której często zaglądam, żeby rozmyślać w cieniu starożytnych kolumn.