Nie podawaj ręki biedakowi!

Świat trzeba zaakceptować lub próbować coś zmienić. Z tym drugim czasem lepiej dać sobie spokój. Nie dosyć, że nie zawrócisz kijem Nilu, to jeszcze utoniesz przy tej robocie. Po prostu obserwuj i staraj się zrozumieć. W Egipcie spotkasz się z dziwnymi sytuacjami.

Nie podawaj ręki biedakowi!

Mamy szczęście mieszkać w tej części kuli ziemskiej, gdzie dba się o równo przystrzyżone trawniki i czystość tapicerki w nowym aucie na kredyt. Celebrujemy demokrację i prawa człowieka. Echa konfliktów dochodzą do nas z bezpiecznej oddali.

Im bardziej odsuwamy się z fotelem od telewizora, tym nasz dystans do świata się zwiększa. Nic nie zakłóca nam dobrego samopoczucia. Ale skutkiem ubocznym życia w europejskim raju jest nadwrażliwość. Źle się czujemy z tym, czego nie znamy. Boimy się, że ktoś zadepcze trawnik, nasika na tapicerkę, odbierze nam spokój.

Jeśli myślisz, że będę nudził o uchodźcach, to się mylisz. To nie ten dzień. Mówię teraz o pewnym obrazie świata, który uważasz za oczywisty, ale który wcale nie jest oczywisty parę tysięcy kilometrów na południowy-wschód od Warszawy. Mówię o równości między ludźmi.

Wszyscy jesteśmy tacy sami w majestacie prawa i we własnym poczuciu sprawiedliwości. Każdego tytułujemy panem lub panią i raczej nie ośmielamy się okazywać sobie braku szacunku, zwłaszcza publicznie. Tak zostaliśmy wychowani, tego nauczyliśmy się w procesie socjalizacji. To jest dla nas oczywiste.

Ale nie dla Egipcjan.

System społeczny w Egipcie

Egipski system społeczny jest mieszaniną kastowości i dyskryminacji. To nie jakiś hardcor w stylu hinduskim, gdzie twoją pozycję społeczną na zawsze określa pochodzenie z danej kasty, ale coś pośredniego.

W Egipcie możesz się wybić dzięki szczęściu, pracy i talentowi, ale jest to niezwykle rzadkie i z reguły ograniczone do niewielkiego środowiska. Bo wyższe kręgi społeczne dzieli od niżej pozycjonowanych przepaść ekonomiczna i mentalna uwarunkowana tradycją i prawem.

Ludzie dzielą się na lepszych i gorszych według zawodów, jakie wykonują. A zawody wykonują takie, na jakie mogą sobie pozwolić z racji uwarunkowań społecznych. Dla większości Egipcjanin nie ma szans na high life.

Nikt tego głośno nie powie, ale my też nie jesteśmy święci. Dzielimy ludzi wedle podobnego klucza, tyle że nie okazujemy tego, bo w naszej kulturze to nie wypada. Uspokajamy sumienia, mając gęby pełne frazesów, że żadna praca nie hańbi itd. Praktyka pokazuje co innego.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś biednym egipskim pucybutem i od rana do wieczora, a właściwie od rana do późnej nocy, obrabiasz lakierki po jednym funcie (ok. 50 gr.) za parę. Taki gość, któremu właśnie wyczyściłeś buty, nigdy nie poda ci ręki, bo on pan, a ty prostak.

Możemy zapałać oburzeniem w takiej sytuacji, ale nawet jeśli sami nie jesteśmy hipokrytami, i tak nic nie możemy z tym zrobić. Trzeba się przyzwyczaić, że gdzieś na świecie ludzie zachowują się całkiem inaczej niż my. Że mają trochę inną wrażliwość i odmienne potrzeby. Że status społeczny jest tam rzeczą absolutnie najważniejszą.

Krytykowanie nierówności w Egipcie nie ma żadnego sensu. To znaczy może ma, ale jest to walka z wiatrakami. Jak chcemy pokrzyczeć o sprawiedliwość, możemy iść z tym na plac Tahrir, dopóki jest okazja. Bo potem wszystko wróci do normy. Zobaczycie.

Uważaj na to, o co prosisz

Pewnego dnia egipski inspektor, przydzielony do naszej misji, poprosił mnie o maseczkę na twarz chroniącą przed kurzem. Nie miałem już tych maseczek, bo przed chwilą wysłałem robotnika, aby rozdał je pracującym na górze kolegom. Ale inspektor nalegał.

Zawróciłem więc Ahmeda i poprosiłem, by podał jedną maseczkę panu inspektorowi. Inspektor się zdenerwował. Powiedział, że nigdy nie weźmie niczego z ręki zwykłego robotnika i prosi mnie, żebym to ja mu ją podał. Byłem zaskoczony, bo z taką sytuacją spotkałem się dopiero pierwszy raz w życiu, ale szybko pojąłem, że nie czas na prawienie inspektorowi wykładów o zachodniej etyce.

Zagrałem egipski teatr. Wziąłem maseczkę z ręki Ahmeda i swoją szlachetną ręką wcisnąłem ją do równie szlachetnej ręki inspektora. Każdy był zadowolony: ja – że w końcu inspektor pójdzie sobie w diabły, inspektor – że dostał maseczkę z właściwych rąk, Ahmed – że wszystko odbyło się z poszanowaniem zasad, które polegają na kopaniu go w tyłek.

Zastanawiam się, jak mógł czuć się Ahmed. Czy przejął się pogardą, czy to po nim spłynęło. Egipt to wciąż całkiem inny świat. Właśnie wtedy zrozumiałem jak bardzo inny.

#wyzyskwegipcie #systemkastowy

  • Adrianna

    Może nie inny świat… tylko prostszy. W Europie jest dokładnie tak samo, tyle, że u nas wszystko jest podszyte kłamstwem i pozorami, w Egipcie po prostu nie ma ograniczeń – Inspektor pokazał to co myśli, w Europie jest gorzej, ponieważ europejski odpowiednik tamtego Inspektora pomyślałby to samo, ale wziąłby tą rzecz patrząc tylko z pogardą na robotnika 😉 Obie sytuacje są straszne – uderzają w naturę równości człowieka, ale w pierwszej przynajmniej jest szczerość i prostota – sytuacja jasna dla każdego, w drugiej trzeba już głębszej analizy i obserwacji 🙂

    • Oczywiście do tego dochodzi jeszcze archetyp kulturowy inny niż w Europie. Trzeba wziąć to pod uwagę, bo oceniając takie zachowania jako złe w którąkolwiek stronę, możemy nieświadomie popełnić błąd europocentryzmu. Mam podobne jak Ty zdanie na temat hipokryzji zachodnich społeczeństw, ujawnionej zwłaszcza w kontekście kryzysu uchodźczego, ale w tym wypadku obawiałbym się postawić znaku równości. Staram się być bardzo ostrożny, pisząc o zachowaniach, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się analogiczne. Szkopuł w tym, że jak twierdzi Piotr Ibrahim Kalwas w zbiorze reportaży „Egipt: haram halal”, którą to książkę swoją drogą każdemu polecam, tak paskudnie potraktowany robotnik mógłby poczuć się bardzo źle w roli „pana”. Stoi za tym specyficzna mentalność jakby żywcem z czasów feudalnych. Do ludzi, którzy nie zajmują określonej pozycji społecznej nikt w Egipcie nie zwraca się per proszę pana, ale po prostu „ty” względnie „ty, człowieku prosty”, jak p. Piotr tłumaczy arabski zwrot „ya sta”. W taki sposób określa się ludzi utrzymujących się dosłownie z pracy własnych rąk, bynajmniej nie z pracy umysłowej.

      • Adrianna

        Ja to całkowicie rozumiem – różnice kulturowe zawsze mają ogromny wpływ na poprawny odbiór rzeczywistości danego kraju, miałam bardziej na myśli to, że obie sytuacje, nas europejczyków (tych bardziej uczuciowych) oburzają, jednak patrząc na nie obie i oceniając je ogólnie, pierwsza jest lepsza, ponieważ nie występuje w niej gra pozorów i nikt tam się nie czuje źle – bo powiedzmy wie jaką rolę życiową odgrywa. U nas ludzie na wyższych stanowiskach udają uprzejmych dla biedniejszych, jednakże w oczach widać czystą pogardę, co człowiek nieświadomie i tak wyczuwa, a taka niezgodność przekazu werbalnego z mimiką twarzy, budzi ogromny i nieprzyjemny dysonans.