O wyższości galabii nad garniturem

Na korniszu w Luksorze widziałem cudzoziemca w egipskiej galabii. Był to bardzo wysoki i chudy blondyn w typie albinosa. Zbyt kuse okrycie sięgało mu zaledwie poniżej kolan. Wyglądał jak kompletny idiota. Jeden z wielu.

O wyższości galabii nad garniturem

Turyści bardzo lubią wygłupy i przebieranki. I to nie tylko na Halloween. Zakładają galabije dla żartu lub też naprawdę myślą, że dobrze w nich wyglądają. Zwłaszcza europejskie chudzielce, którzy w powiewających na wietrze galabijach przypominają strachy na wróble. Pewien elegant powiedział mi, że galabija dobrze leży tylko na tęgim mężczyźnie. Warto uszyć ją na miarę z materiału dobrej jakości. Poza tym trzeba nosić ją z godnością.

Dla egipskiego tradycjonalisty galabija jest niczym druga skóra. Ja sam nigdy jej nie przywdziewałem. Czułbym się głupio. Ten strój pasowałby do mnie jak ciupaga do Eskimosa. Nieważne, co na wierzchu, tylko to, co pod spodem. Bardzo szybko zorientowałem się, że moja asymilacja z kulturą arabską, nawet w tak bliskim mi Egipcie, nie jest możliwa z powodów mentalnych i społecznych. A nawet duchowych. Choćbym nauczył się perfekcyjnie języka i przerobił się na śniado, zawsze będę obcy.

Garniak zamiast tarbusza

Kiedy przyjechałem do Egiptu po raz pierwszy, bardzo rozczarowałem się widokiem zachodnich strojów na ulicach Kairu. Oczekiwałem czegoś innego, choć szczerze mówiąc, nie do końca wiedziałem czego. Do Egiptu wybrałem się stosunkowo późno, bo dopiero tuż przed trzydziestką, już po traumatycznych doświadczeniach życiowych. Liczyłem po cichu, że zamienię moją polską rzeczywistość na inny punkt odniesienia. I częściowo się udało.

Ale w pierwszym odruchu chciałem wracać do domu. Tyle wokół mnie europejskich garniturów. Strasznie mnie wtedy irytowały. Za młodu miałem ich aż do przesytu. Dość szybko skojarzyły mi się z wyścigiem szczurów i podległością wobec kogoś, a przede wszystkim wobec konwencji, którą szczerze gardzę. Nie lubię biznesowych uniformów, firmowych znaczków i tym podobnych wizytówek. Taki świat nie ma mi nic do zaoferowania. Niestety jest też w Egipcie.

A jednak konwencja

Oczywiście to, co zraziło mnie w Kairze, również było tylko formą. Teraz wszędzie ludzie noszą się oficjalnie, bo takie są globalne standardy i nic się na to nie poradzi. Prawdziwa egzotyka występuje tylko w powieściach przygodowych. Ale z drugiej strony coś jednak z tych starych czasów zostało. Bo faceci w galabijach wydają mi się jakby mniej spięci. Chyba dlatego, że swobodny ubiór sprzyja naturalnym zachowaniom. Nikomu nie chcą się podlizywać, a już najmniej rozwydrzonym cudzoziemcom.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że asertywność to cecha nie zawsze będąca zaletą. Bo nie ma znaczenia, w co się kto ubiera, jeśli tylko to on nosi ubranie, a nie ubranie niego.

#galabija #halloween #biznes