Prom, feluka, motorówka?

Przemieszczanie się na drugi brzeg Nilu nie powinno być trudne teoretycznie. Problem może dotyczyć tylko wyboru środka transportu. Istnieje kilka wariantów dostania się spod Świątyni Luksorskiej do Teb Zachodnich.

Prom, feluka, motorówka?

Wariant romantyczny, choć trochę ryzykowny, to przelot balonem (ze względów czysto praktycznych odradzam ten sposób podróżowania – formalności papierkowe będą ciągnąć się tygodniami). Ja sam nie skorzystałem z drogi powietrznej ani razu.

Wariant sportowy, ale jeszcze bardziej ryzykowny, to przepłynięcie Nilu wpław. Nie chodzi nawet o to, że można zostać potrąconym przez jedną z wielu dziesiątek kursujących po rzece feluk i motorówek, a nawet od czasu do czasu przez duży statek pasażerski. Raczej bardziej o jakiegoś syfa, którego można złapać w niemożebnie brudnej wodzie pełnej śniętych ryb i trucheł krów i osłów. O prądach i wirach nawet nie wspomnę, choć lustro Nilu zazwyczaj jest bardzo spokojne, a woda płynie dosyć leniwie.

Wariant lamerski to klimatyzowany autobus z wycieczką fakultatywną, który nadrabia paręnaście kilometrów przez zwykły most oddalony od Luksoru kawał drogi w kierunku południowym. Potem pojazd skręca w prawo po przebyciu rzeki i bez postoju leci dalej do Kolosów Memnona itd. Adekwatny komentarz do masowego zwiedzania zawarłem już w innym wpisie. Krótko mówiąc, w zamian za pozorną wygodę traci się dużo wrażeń.

Wariant bogaty uwzględnia wynajęcie feluki lub motorówki. Od razu zaznaczę, że żagiel jest droższy od napędu spalinowego i w dodatku przygotowania do podróży trwają dłużej. Jeśli mamy pecha i trafimy na dzień bezwietrzny, utkniemy pośrodku Nilu na dobrą godzinę, zaśmiewając się do rozpuku z rozpaczliwych manewrów żeglarzy. W ostatecznych wypadkach kapitan feluki doczepi się do przepływającej obok motorówki i da się przyholować do brzegu.

Ostrzegam, że całkowity brak wiatru i egipska ciemność nie powstrzymają Sindbada przed zaoferowaniem ci żeglugi po Nilu. Dlatego zachowaj rozsądek i nie daj się naciągnąć.

Motorówka na wyłączność (na pokładzie tylko ty i/lub twoja grupa) cieszy się popularnością wśród cudzoziemców ze względu na jej szybkość i duży komfort podróży. Często taki „motorboat” nadaje z głośnika zamontowanego pod daszkiem jazgotliwą egipską muzykę techno (sha’aba). Wokół burt migają zielono-biało-niebieskie światełka i w ogóle jest na wiejskiej dyskotece.

Cena kursu w jedną stronę wynosi od 5 funtów egipskich (ok. 2,5 zł) do… właściwie górnego pułapu nie ma. Każdy boss od motorówki najpierw rzuci tę wyższą kwotę, którą należy ostentacyjnie wyśmiać. Przyjęty standard to ten piątak. Zauważyłem jednak, że większość Polaków wolałaby zabić ojca i matkę, niż wysupłać z portmonetki owe grosze i popłynąć za nie jak basza.

Wariant ekonomiczny, czyli prom państwowy (National Ferry Boat). Zaletą promu jest bardzo niska cena – tylko 1 funt egipski, czyli ok. 50 gr. (dla cudzoziemców). Natomiast jego wadą częstotliwość kursów w ciągu dnia (średnio co pół godziny) i postój w nocy, a wtedy jest się zmuszonym do wynajęcia motorówki po cenie już monopolowej.

Nie ukrywam, że najczęściej przedostaję się na drugi brzeg promem. Po prostu nigdzie mi się nie spieszy, bo w Tebach Zachodnich jestem u siebie w domu, a nie na jakiejś wycieczce w biegu na czas. Siadam sobie na górnym pokładzie, otwieram książkę i spokojnie czekam, aż prom zapełni się gawiedzią.

Jak już wyruszymy, to cała podróż trwa… ok. 10 minut.