Refleksje o egipskim świecie konsumpcji

Egipt ma Przemyślenia nt. konsumpcji mogłyby dotyczyć także Polski lub dowolnego miejsca w cywilizowanym świecie, bo problem jest globalny. Chodzi o sytuację, którą można określić charakterystycznym dla kapitalizmu konsumpcyjnego wyborem bez wyboru.

Refleksje o egipskim świecie konsumpcji

Pragniemy żyć oryginalnie. Lubimy myśleć o sobie w taki sposób i szukamy potwierdzenia naszych pragnień u innych ludzi. Niestety okłamujemy samych siebie. W niczym się nie wyróżniamy. Wszyscy tańczymy jak nam zagrają. Nie wierzycie? Spece od reklamy sprzedający nam nasze własne emocje, dziennikarze komentujący rzeczywistość na podstawie wikipedii czy całkiem bezwartościowi politycy, którym sami nadaliśmy pewną ważność itd. Dlatego zamiast myśleć samodzielnie, używamy dla orientacji w prostym acz pogmatwanym świecie innej części naszego ciała – portfela. Po prostu dlatego, że tylko do niego mamy bezpośredni dostęp.

Konsumpcja zwalnia z myślenia, rozgrzesza z niecnych uczynków, oddala wyrzuty sumienia i łagodzi poczucie beznadziei. Jest nagrodą za codzienne ćwiczenie się w marności: dla szemranego biznesmena, dla skorumpowanego urzędnika, dla zestresowanego sprzedawcy, dla przemęczonego robotnika, a w końcu jest zbawieniem dla przysłowiowej blondynki, która konsumując ile wlezie ciuchów, kosmetyków i solarium, święcie wierzy w to, że nie jest hm… (kto jest odpowiednikiem blondynki w krainie czarnowłosych Egipcjan – czyżby wykpiwany przez światowców z Aleks i Kairu prosty Sa’idi: mieszkaniec Egiptu Górnego?). Wystarczy coś kupić, aby poczuć się przez chwilę całkiem dobrze. Nowy ciuch (w wersji egipskiej wystrzałowy hidżab) nadaje sens życiu pozbawionemu lepszych znaków nawigacyjnych.

Egipcjan również dopadło szaleństwo bezmyślnej konsumpcji. Mogę tylko żałować, że nie mam 100 lat i nie dane mi było na bieżąco obserwować zmian w ich mentalności pod wpływem zachodniej kultury masowej. Mogę jedynie odnotować namacalne tego skutki, korzystając z obrazów wyrwanych z tradycyjnego kontekstu. Tak, tak, formy konsumpcji, mimo że inspirowane procesami zewnętrznymi, po pewnym czasie nabierają lokalnego charakteru. Najpierw znika tradycyjne rzemiosło, na bazarach – coraz bardziej kiczowatych – pojawiają się wyroby masowe naśladujące stare arcydzieła (np. metalowe dzbanki podobno z początku XIX w.). W Egipcie jednak króluje najgorsza chińszczyzna. 99 procent pamiątek nabywanych przez turystów jest made in China.

Wiemy, że biznes rządzi się prawami ekonomii – popytu, podaży, i bilansem zysków i strat. Import chińskiego badziewia jest efektem gospodarki zglobalizowanej, tajemniczej sieci powiązań biznesowych, które trudno zrozumieć człowiekowi nieinteresującemu się tymi sprawami. Pewne procesy zachodzą jednak nie tyle w gospodarce, ile w samych Egipcjanach. Mam na myśli nowy system wartości, który przyjął się wśród młodych ludzi, coraz bardziej upodabniających się do europejskich i amerykańskich rówieśników. Jeśli „zachodnie” dążenia dwudziestoletnich Egipcjan nałożyć na tradycyjne wzory patriarchalnej i hierarchicznej kultury muzułmańskiej, powstaje mieszanka wybuchowa.

Taki stres może złagodzić tylko wielki ajfon, kolczyk w pępku, perwersyjna bielizna pod abają (a może nawet zakazany w islamie tatuaż?). Albo w wypadku chłopców – szybki motocykl, przygodny romans z turystką (okazja do zarobienia kilkuset dolarów i zdobycia wizy lub przynajmniej sprawdzenia się jako mężczyzna) i marzenia o własnym biznesie. Jak by nie patrzeć, wyłania się obraz banalny i przewidywalny – podobnie jak w Ameryce, w Europie, w Polsce… Wybór bez wyboru, rzekomo świadome decyzje inspirowane reklamami w TV i podwórkową rywalizacją na zachodnie gadżety, dążenie wszystkich do dokładnie tego samego. Nikt nie zadaje sobie pytania, co zamiast konsumpcji, tylko jak zwiększyć konsumpcję do poziomu przeżarcia.

W egipskich domach, podobnie jak w polskich, bardzo rzadko znajdziecie książki lub płyty z dobrą muzyką. Za to zawsze będzie w nich włączony telewizor nastawiony na jakiś idiotyczny program. Podsłuchując egipskie rozmowy, bardzo rzadko usłyszycie o rzeczach wielkich, dużo częściej będą to rozmowy, podobnie jak w Polsce, błahe i pozbawione głębi, ot takie dylematy konsumentów, ofiar spauperyzowanych idei i skomercjalizowanych marzeń – o pieniądzach, o chorobach, o przyszłości, która nigdy nie nadchodzi.

Od dawna prześladuje mnie myśl, że w świecie płynnej rzeczywistości, mówiąc językiem filozofa i socjologa Zygmunta Baumana, jedyny port, do którego można dopłynąć, to tylko półka w supermarkecie z batonikami Mars i Sneakers.

#kapitalizm #rynek #ideologia

  • Adrianna

    Ludzie żyjąc w świecie chaosu tracą poczucie kontroli – ciągły bieg, rywalizacja, brak uczuć, wrażenie postępującej psychopatii wśród ludzi, obojętność na uczucia innych, to wszystko sprawia, że szukają zamienników, które dadzą im chociaż złudzenie kontroli w życiu. Tą złudną kontrolę uzyskują właśnie poprzez konsumpcjonizm. Dążąc do gromadzenia nawet kiczowatych, mało znaczących rzeczy czują, że mają jakiś cel. Dlatego niestety coraz mniej jest ludzi, którzy szukają w życiu czegoś znaczącego.