Gdy rozum śpi, budzą się demony

Po raz pierwszy doświadczyłem antysemityzmu 25 lat temu. Ktoś chciał mnie pobić, bo źle skojarzyło mu się moje nazwisko. Mimo to długo wypierałem ze świadomości istnienie tego zła. Polski antysemityzm to starszy brat rodzącej się na naszych oczach islamofobii.

Gdy rozum śpi, budzą się demony

Chciałbym zadać pytanie retoryczne. Na jakiej podstawie ludzie z tzw. środowisk narodowych sugerują komuś przynależność etniczną i o czym, ich zdaniem, ma ona świadczyć. Co to w ogóle znaczy być Żydem? Czy to naprawdę coś innego, niż bycie Polakiem, Chińczykiem czy Egipcjaninem? Nie rozumiem, dlaczego wciąż interesują nas rzeczy, które nie mają związku z codziennością, z istotnymi sprawami.

Kiedyś czytałem książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, czując żal do autora. Twierdziłem, że dobrze wiem, jakimi ludźmi są Polacy, bo sam jestem Polakiem. To był mój argument – wiara w wyższą moralność tłumu, dlatego że to polski tłum. Przecież my wszyscy razem byliśmy ofiarami, więc jak Polacy mogliby zabijać swoich żydowskich towarzyszy niedoli.

Popełniłem podstawowy błąd atrybucji. Chyba tak to się nazywa w psychologii, kiedy mierzysz kogoś własną miarą. Gdy starasz się zrozumieć punkt widzenia oprawcy urzynającego ci rękę lub w zwykłym świrze doszukujesz się ukrytego intelektu. Gross napisał prawdę, że Polacy byli winni, ale ja długo nie mogłem tego przyjąć. Szok uniemożliwiał mi zaakceptowanie moralnej współodpowiedzialności za zbrodnię w Jedwabnem.

Z czego wynika islamofobia?

Nie mam zamiaru opisywać zdarzeń w Ełku, bo szczegóły, mimo że tragiczne, nie są istotne. Wolę od razu wniknąć w samo jądro zła.

Nie dzieje się nic nowego, to wszystko już było. Zło przybrało inną formę, ale znów ma na celowniku niewinnego człowieka. Islamofobia to jedynie wariacja na temat polskiego antysemityzmu. I tak jak w przypadku rasizmu wobec Żydów posiłkuje się prymitywnymi mechanizmami psychologicznymi.

Czy to prawda, że za napaściami na cudzoziemców w Polsce kryje się lęk przed terroryzmem skojarzonym z islamem? Nieprawda, bo terroryzm nie ma nic wspólnego z tą religią. W istocie lęk przed zamachami to margines zjawiska islamofobii nieuzasadniający agresywnych zachowań wobec niewinnych ludzi. W Polsce nie ma i nigdy nie było kłopotów z imigrantami, skądkolwiek by oni tutaj nie przybyli. Mamy poważny problem sami z sobą, jeśli wierzymy w takie bzdury, że uchodźcy chcą uczynić nam krzywdę.

Moim zdaniem prawdziwym powodem niechęci do uchodźców z Bliskiego Wschodu jest zwykła zawiść. Bo napaście na spokojnych imigrantów, i to mieszkających w Polsce od lat, to jednak coś innego niż zaniepokojenie i troska o własne bezpieczeństwo. Człowiek, który naprawdę się boi, siedzi w swoim domu zamknięty na cztery spusty, a nie wychodzi na ulicę wraz z grupą szalikowców. Chyba że się mści za urojone upokorzenia.

Za agresją stoi frustracja ekonomiczna, którą młodzież bez życiowych perspektyw stara się wyładować na tych, którzy co prawda w niczym jej nie zaszkodzili (robią przecież smaczne i tanie kebaby), ale na pewno zaszkodzą, jeśli tylko dostaną szansę, by radzić sobie lepiej niż wykluczeni biali Polacy. A nie powinno tak być, bo przyjezdni z Bliskiego Wschodu reprezentują gorszą rasę. Są odpowiednikiem przedwojennych Żydów.

Nasze narodowe schizy

W Polsce mają się dobrze narodowe schizy, takie jak rasizm, homofobia, antysemityzm czy teraz islamofobia. Owe haniebne i odrażające postawy odbiegają daleko od standardów najbardziej rozwiniętych krajów zachodniej Europy, nadając tzw. polskości (rozumianej bardzo wąsko w duchu Romana Dmowskiego, co wyklucza z tej sfery sporą część obywateli niepodzielających poglądów narodowców) większą wartość niż demokracji i tolerancji.

Chwilowo Żydzi mają trochę luzu, bo ich miejsce zajęli ludzie o ciemniejszej karnacji skóry. Te ciapate brudasy, które powinny „na kolana i do pana”. Czy dla takiej semantyki znajdzie się inne uzasadnienie niż rasizm oparty na przekonaniu, że jest się kimś lepszym, oraz klimat społeczny, który mu sprzyja? Z całą pewnością pogarda nie jest zaproszeniem do dialogu międzykulturowego.

Głupota niczego nie tłumaczy, bo głupcy bezmyślnie realizują wizje i scenariusze, które ktoś uprzednio wgrał im do głów i na które dał im przyzwolenie. Bo kimże jest ów biały polski pan? Może dzielnym husarzem manifestującym swój patriotyzm reklamówkami z Biedronki w miejscu skrzydeł i jak ktoś już gdzieś napisał: w adidasach zamiast rumaka. Czas przejrzeć na oczy.

Serce mi się kraje, gdy czytam nienawistne wypowiedzi młodych Polaków pod artykułami o uchodźcach. Jedna z gazet zmuszona była wyłączyć komentarze na swojej stronie internetowej. Boję się pomyśleć, co takiego jest w ich głowach, i dlaczego nie wstydzą się pokazywać twarzy i podpisywać pełnymi danymi osobowymi.

Chyba znów popełniam podstawowy błąd atrybucji.

PS Fot. PAP/Tomasz Waszczuk ze strony www.polskieradio.pl.

#rasizm #antysemityzm #islamofobia

(Visited 519 times, 1 visits today)
  • Adrianna

    Mam znajomego w Egipcie, który planuje emigrację do Polski za rok i sama nie wiem czy to dobry pomysł. Również mnie przerażają te ciągłe nienawistne hasła, w mediach, portalach społecznościowych i wśród moich znajomych. Nie wiem czy mógłby tu żyć spokojnie, ponieważ fala nienawiści wobec muzułmanów rozprzestrzenia się tu z szybkością fali na wodzie po rzuceniu kamienia… Jest to bardzo przykre. Generalizacja i brak podmiotowego traktowania ludzi.

  • maniek40

    Czy rasizm w stanach jest przedstawiany jako „amerykański rasizm”? Czy francuski antysemityzm jako „francuski”? Jeśli tego ma być dookoła mniej, przestańcie stygmatyzować. Jeśli ktoś nie wie, jak wyleczyć problem, nie powinien dolewać benzyny, bo to nie pomaga, to tylko pogarsza sprawę. To zawsze pogarsza sprawę. Generalizowanie, przyczepianie etykiet, „spolszczanie” wad, przecież to dokładnie ten sam mechanizm z którym próbuje się walczyć! Ksenofobia i rasizm nie mają się w Polsce dobrze, mają się dobrze na świecie, bo Ci ludzie nie byli sfrustrowani, ale jeśli nie pozwala im się na dyskusję bo mają własne zdanie na temat imigracji, odbiera się możliwość posiadania własnego zdania (bo jest tylko „jeden właściwy” światopogląd, oczywiście), to kończy się to właśnie tak, wybuchem w pierwszym lepszym kierunku. Stąd świat ma Trumpa, stąd mamy brexit i stąd mamy Ełk, przez tak prostacko (niestety) podchodzące do tematu artykuły i narrację. Sebixy, margines, młodzież bez perspektyw, husarz z biedronki – ile takich określeń można przyjąć i pozostać spokojnym? W czym to lepsze od „brudasa” i „ciapatego”? Lżejszy wydźwięk? Mniejsze nagromadzenie ewidentnej pogardy? Wielu się wydawało i, o zgrozo, wciąż wydaje, że zamykając ludziom usta epitetami w stylu rasista, seksista, antysemita (a tak na marginesie Gross jako źródło? Naprawdę?), rozwiązuje się problemy. To jest przecież główny katalizator tych problemów! Problemy rozwiązuje się dialogiem, dyskusją, pragmatyzmem i racjonalizmem, a my tu mamy tylko ideologię, nie po jednej stronie, po obu, i jedna nakręca radykalizację drugiej. I przyjdzie nam kiedyś gorzko podziękować za to. Za to, że zabrakło rozsądku, inteligencji, umiejętności i wyważenia, cech koniecznych do wyhamowania tego idiotycznego wahadła. Ta opinia, i wiele, wiele innych dzisiaj, żadnej z nich nie przejawia.

    • Niestety dopóki głosi się takie hasła jak „Polska dla Polaków”, to antysemityzm, ksenofobia czy rasizm będą nadal polskie. Jeśli wskaże się palcem konkretnego winnego, to nie znajdzie on ratunku w wykręcie, że to trend ogólnoświatowy, więc o co chodzi. Niczym złodziej przyłapany na gorącym uczynku, nie będzie się tłumaczył, że kradnie, bo inni też kradną. Wezwanie do niepogarszania sprawy wydaje się słuszne, ale tylko na papierze. Jaka postawa będzie tą lepszą: przemilczanie jakiejś skazy społecznej w nadziei, że sama się zabliźni, czy odwrotnie – definiowanie jej i nagłaśnianie w celach wychowawczych? I kto w ogóle ma zadecydować o kierunku narracji? Rząd, opozycja, media i organizacje społeczne – które? Ja w tej sytuacji zdaję się na intuicję moralną, na własne rozeznanie między tym co dobre i złe. Moje poglądy są humanistyczne i reprezentują tylko i wyłącznie mnie. Kiedyś wydawało mi się, że nie ma żadnej sprawy, że antysemityzm, o którym tyle czytałem w „Gazecie Wyborczej” to tylko burza w szklance wody. Ale po czasie zrozumiałem, że to poważny problem naszego społeczeństwa. Antysemityzm to ojciec chrzestny islamofobii, która rozwija się w Polsce na naszych oczach. Jak można udawać, że się tego nie widzi?
      Nie nazywam ludzi atakujących imigrantów marginesem, choć zapewne należałoby tak zrobić, gdyż istotnie jest to procentowo niewielka grupa, tylko ludźmi wykluczonymi. To termin z socjologii i nie ma on znaczenia wartościującego, tylko opisujące. W istocie uważam, że za niechęcią wobec imigrantów stoi strach przed dalszym pogarszaniem się sytuacji ekonomicznej. Moim zdaniem uchodźcy budzą nienawiść tylko i wyłącznie z tego powodu, że potencjalnie będą otrzymywać ze strony polskiego rządu (czy unijnych instytucji – wszystko jedno) finansowe wsparcie, które w lokalnych warunkach może być uznane za zbyt wysokie. Tymczasem ten sam rząd skromnie oferuje własnym obywatelom zamiast godnego życia tylko dumę z bycia Polakiem patriotą (dlatego te skrzydła husarskie z Biedronki – to symbol rzeczywistych możliwości przeciętnego młodego Polaka, a nie wyszydzanie go). Ja sam należę do kategorii społecznej, którą nazywa się od pewnego czasu prekariatem i wywodzę się z rodziny, która dużo straciła na przemianach gospodarczych po 1989 r. Daleki jestem od pogardy z powodu czyjejś sytuacji materialnej bądź niemożności realizowania wyższych aspiracji. Ale akurat o tym, czy zwyzywamy kogoś od brudasów, skopiemy go w tramwaju, czy wrzucimy petardę do jego baru, decydujemy sami.
      Na temat wiarygodności Grossa można dyskutować na poziomie akademickim. Chyba muszę wyjaśnić sens powołania się na niego, bo nie wszyscy zrozumieli. Moja niewiara w przekaz Grossa była totalna i z początku zanegowałem WSZYSTKO, o czym napisał. Potem się zreflektowałem. I nie chodzi przecież o wiarygodność wszystkich świadków, jak i ostateczną liczbę ofiar mordu w Jedwabnem, bo to nie ma znaczenia w ogólnym oglądzie sprawy. Ale o niepodważalny fakt, że sprawcami mordu byli Polacy. To było wystarczającym szokiem. Atakowanie w tym kontekście autora za przekłamania jest szukaniem źdźbła w jego oku, a niedostrzeganie belki we własnym.
      Strategia dialogu z pozoru wydaje się słuszna. Ale jak prowadzić dialog ze stroną, która tego nie chce, ponieważ prowadzi narrację wykluczającą głównie za pomocą inwektyw i uproszczeń? Proszę zerknąć do dzieł Waldemara Łysiaka wydawanych po 2000 r. takich jak np. „Rzeczpospolita kłamców”. Czy znajdzie się tam przestrzeń dla dialogu, czy raczej dla ideologii? Odruchowo, kierując się instynktem samozachowawczym, wybieram tę stronę, która głosząc swoją jedyną prawdę, nie jest na bakier z prawem i obyczajami. W dodatku wychodzę z założenia, którego nie musi nikt podzielać, że lepiej być po stronie „zawinionych” ofiar niż „słusznych” oprawców. W trosce o piękną narrację warto by było wprowadzić cenzurę publiczną. Ja nie znam innego sposobu zatrzymania tego wahadła. A co można lepszego zaproponować, skoro nawet mój powściągliwy artykuł można odebrać jako niewyważony? Całkowicie myli się Pan co do meritum. Kompromis światopoglądów jest możliwy, jeśli siły są równe. Niestety szala wyraźnie przechylona jest w złą stronę, a mechanizmy demokracji w naszym kraju są zawodne. Kiedy milczymy wobec zła, nie rozbrajamy go, lecz wzmacniamy.

      • maniek40

        Dyskutowanie o tym co jest dobre i złe to poziom przedszkolny, są rzeczy korzystne i niekorzystne a reszta jest relatywna. Ja z kolei odeśle do „Przemysłu pogardy” jako krótką historię o tym dlaczego to zjawisko narasta w ostatnim czasie. Dziś mówi się, że „zło nabiera sił” i trzeba z tym walczyć. Całkowite nieporozumienie! W czasie społecznego prosperity gdy podział społeczny nie był tak wyraźny, strona która dominowała przez wiele, wiele lat (szala była po jej stronie, jak to Pan ujął), a z którą się Pan utożsamia, robiła wszystko aby ogromną większość społeczeństwa wykluczyć, sącząc lekko rozcieńczoną pogardę na każdym kroku. To jest bat który ta strona na siebie ukręciła, a dziś są „zdruzgotani”, że Ci, których przez tyle czasu lżono i wyśmiewano uodpornili się na wszelkie inwektywy i, o tempora, o mores – nie chcą rozmawiać! To nie siły przestały być równe, one nigdy równe nie były, przestały działać uwłaczające mechanizmy które trzymały „peryferia” z daleka od możliwości i prawa posiadania własnego zdania. To historia która zatacza koło, rewolucja francuska nowej ery, tylko przywileje inne. I tak samo jak wtedy mamy „stan trzeci” który chce zostać czymś, po latach gdy mówiono mu, że jest niczym. Islamofobia? To tylko objaw, punkt zapalny, łatwy i nośny cel. Mamy kolejny etap krótkowzroczności i braku chęci rozwiązania problemu. Nie wiedząc jak rozwiązać problem tego, że ktoś zaczął odrzucać nam nasze własne produkty kloaczne, rzucamy ich jeszcze więcej. Tylko nikt nie zauważa, że nieważne czy rzucający gównem chodzi w garniturze czy w dresie – to zawsze śmierdzi. Artykuł nie jest wyważony, bo nie próbuje problemu rozwiązać, opowiada się po stronie, popycha ten wózek dalej i szybciej. Czy to ma naprawić cokolwiek? Trzeba wykazać się dojrzałością i przebiegłością, podnieść głowę, przyznać do błędu, zidentyfikować problem i dostrzec lata zaniedbań i zamykania oczu. Ale jeśli nawet tak podane gotowe rozwiązanie nie dociera do ludzi którzy chcą/lubią określać się jako elita intelektualna, to mamy do czynienia z przeciętnością aspirującą co najwyżej, i zostaniemy w tej spirali dopóki nie dojdzie to jakiegoś mało przyjemnego rozbicia na dnie. Intelekt rodzi się tam gdzie ścierają się idee, a nie na czubku wyłącznie jednej z nich.

        Zostawiłem mam nadzieję materiału do przemyśleń, umysł otwarty (na wszystkie strony, a nie wąsko na „obowiązujący standard”), znajdzie bez problemu inspirację aby odejść od łatwej i wygodnej, podanej na tacy ideologii którą łatwo przedstawić jako tą „dobrą” idee, na rzecz trudnej, ale racjonalnej, za to niekoniecznie „dobrej”, która może jeszcze ten problem załagodzić i rozwiązać. Tylko do tego trzeba spalić sporo tłuszczu intelektualnego narosłego w całej klasie tych którzy lubią o sobie myśleć jako o wyżynach, podczas gdy znajdują się co najwyżej w wielkościach średnich.

        Pozdrawiam

        • Etykę cenię znacznie wyżej niż prakseologię. Paradoksalnie wyżej ceni ją również środowisko prawicowe, np. odnosząc się do bardzo abstrakcyjnego pojęcia pogardy. To z tego środowiska wywodzą się typowo metafizyczne hasła o dumie narodowej, wartościach katolickich, dobrej zmianie, a w skrajnej formie nawet własności prywatnej (!). To właśnie lewica, zwłaszcza ta postępowa, stawia na to, co korzystne, i wdraża to za pomocą inżynierii społecznej, relatywności moralnej i transkulturowości, inaczej mówiąc w oparciu o dychotomię zysku i straty w dłuższej perspektywie i w oderwaniu od dyscypliny budżetu rocznego i paradygmatu wartości. Proszę najpierw skupić się na okiełznaniu sieczki pojęciowej funkcjonującej w prawicowym dyskursie uparcie określanym jako racjonalny, i który chyba uznaje Pan za własny, a dopiero wtedy przekonamy się, kto z nas do której klasy chodzi.
          Ostatnim akapitem wkurzył mnie Pan. To pocieszne, że ktoś, kto wyraźnie nie zrozumiał nic z tego, co napisałem w odpowiedzi na komentarz, lub całkowicie to zignorował, ma czelność przybierać postawę mentora. Jak lubię rzeczowe dyskusje, tak nie lubię bezpodstawnie zadufanych w sobie zarozumialców. Opinie, które Pan wygłasza, to nie żadna prawda objawiona niedostępna dla mojego zamkniętego umysłu, tylko prywatne opinie co najwyżej równoważne z moimi prywatnymi opiniami, z tą istotną różnicą, że przesiąknięte pustosłowiem. Bo ja podałem jakąś hipotezę pod dyskusję i zasugerowałem rozwiązanie, robocze i doraźne, ale jednak będące konkretnym argumentem. I wyprostowując Pańską optykę, to nie ja od Pana, lecz Pan otrzymał ode mnie aż nadto materiału do samodzielnych przemyśleń.
          Przeprowadziłem dziesiątki rozmów w tym stylu, a może już setki. I wiem z doświadczenia, że ich kontynuowanie zazwyczaj do niczego konstruktywnego nie prowadzi, a nader często zmienia się w festiwal pustych złośliwości i popisów oratorskich. Zupełnie niepotrzebnych, zwłaszcza że ma się do czynienia z osobą anonimową. Mnie szkoda czasu na taką zabawę. Kto z nas obu wniósł więcej, pozostawiam ocenie czytelników i zamykam wątek. Pozdrawiam.

  • marcin

    To jest bardzo głupi pomysł by teraz emigrowal do Polski bo zostanie uznany za uchodzce .A my ich tu nie chcemy . Skoro Polacy to atycostam to jak nazwać Irakijczykow mieszkających w Polsce od lat 80siatych proszacych w tv by nie wpuszczać do nas uchodźców?

    • W żadnym kraju dobrze zadomowiona mniejszość nie życzy sobie kolejnej migracji swoich rodaków. Można to zrozumieć na płaszczyźnie ekonomicznej. Na pewno nie stoją za tym żadne względy bezpieczeństwa itp.

    • Adrianna

      Głupi pomysł, ponieważ jest muzułmaninem, gdyby był chrześcijaninem przykładowo z Wielkiej Brytanii to nikt by tego nawet nie zauważył. I o tym właśnie mówię… Nie patrzymy na ludzi jako jednostki, tylko przez pryzmat wiary i pochodzenia.