Skok na główkę z Wielkiej Piramidy w Gizie

Kiedy piszą w mediach o Wielkiej Piramidzie w Gizie, zaczyna się sabat wyznawców pseudonauki. Spośród zachowanych do dzisiaj tysięcy wytworów starożytnych cywilizacji tylko piramida Cheopsa przyciąga do siebie znakomitą większość różnych nawiedzonych typków i stanowi niewyczerpane źródło fantastycznych spekulacji z pogranicza nauki i zaburzeń psychicznych.

Skok na główkę z Wielkiej Piramidy w Gizie

Proces odchodzenia od rozumu jest następujący: najpierw słuchasz, co mają do powiedzenia starsi i wtajemniczeni. Wujcio w trakcie męskiego klimakterium (osoby w tym wieku są wyjątkowo podatne na tzw. magiczne myślenie) chętnie podzieli się życiową mądrością przy wódeczce. Szybko przypominasz sobie, że kiedyś czytałeś fajny komiks o kosmitce Ais, więc poszukując dalszych źródeł, odwiedzasz bibliotekę dla dzieci i młodzieży.

Następnie sięgasz do poważnej literatury faktu. To zwykle wydany kanapowo Erich von Däniken względnie Zakazana archeologia. Bo wydawnictwa uniwersyteckie są drogie i poza tym straszliwie nudne, bo nie ma w nich nic o żadnym spisku archeologów. Wkrótce wszystko układa się w logiczną całość: wizyta pozaziemskiej cywilizacji, zapomniana starożytna technologia, spisek (lub naiwność) naukowców…

Właśnie dołączyłeś do wtajemniczonych. Niestety wtajemniczonych inaczej.

Trudno powiedzieć, dlaczego niektórzy ludzie dają wiarę pseudonaukowym opowieściom wyssanym z palca. A patrząc szerzej, jak to możliwe, że niektórzy są podatni na wszelką paranaukową, parapsychologiczną i paranormalną bzdurę i chłoną ją niczym gąbka. A każda próba naprowadzenia ich na racjonalny tor myślenia wywołuje gwałtowny sprzeciw (a nawet fizyczną agresję) zamiast spodziewanej refleksji.

Najprościej można by założyć, że to brak wiedzy wpycha ich w środowisko takich hochsztaplerów jak von Däniken. I w większości przypadków chyba tak jest. Ale co z tymi niby wykształconymi, posiadającymi dyplomy po kierunkach ścisłych, takich jak fizyka, biologia, chemia, matematyka itd.? Czyżby to kwestia subtelnej struktury konkretnego umysłu? Czyżby jakaś poważna trauma w przeszłości poprzestawiała szare komórki? A może to poważniejsze zaburzenie psychiczne? I jak to sprawdzić?

Szpitale psychiatryczne, zajmujące się zaburzoną psychiką, rzeczywiście pełne są agentów z kosmosu i demaskatorów spisków, ale to wcale nie znaczy, że trafia tam każdy, kto mija się z rozumem. Jeśli ktoś wierzy w boga Jahwe, który stworzył świat zaledwie kilka tysięcy lat temu i wysłał swojego długowłosego syna hippisa z misją – projektem duchowym do Palestyny, obdarzając go mocą wskrzeszenia Łazarza, wcale nie musi być chory psychicznie. Może po prostu ulega niezwykle silnej presji kulturowej.

Ale jak wiara ma się do pseudonauki?

Skłonność do myślenia magicznego towarzyszy nam zapewne od początku istnienia naszego gatunku. Metoda naukowa, racjonalność, refleksja poznawcza jest wartością dodaną, rzeczą niezmiernie ważną w rozwiniętej cywilizacji, lecz po prawdzie wymuszoną i wciąż mentalnie nam obcą. Racjonalne myślenie – owo ciało obce, kłopotliwe i nieodgadnione dla ludzkiego umysłu – wymaga nieustannego treningu. Wolimy pozostawać w wygodnym kręgu nieskrępowanych logiką schematów myślenia.

Dlatego ufamy własnym emocjom, a nie jakimś podejrzanym naukowcom. Teraźniejsze emocje dyktują nam, co jest prawdą, a co jest fałszem, nie potrzebujemy cynicznych i skorumpowanych pośredników. Dzięki emocjom i magicznemu myśleniu ufamy naszym przesądom (obawa przed czarnym kotem, feralną trzynastką, witaniem się przez próg itd.), po swojemu radzimy sobie z prozą życia, czując się bezpiecznie i przede wszystkim koherentnie we własnej skórze.

Lubimy odwoływać się do uczuć i odczuć dużo bardziej niż do rozumu (o ile naprawdę jest to „czysty rozum”, a nie zakamuflowany emocjonalizm). Bo nasze stany emocjonalne to zwykle jedyne dostępne nam bez wysiłku kryterium oceny prawdziwości rzeczy. Nikt nam nie będzie wmawiał, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż chcemy (i marzymy w snach), by wyglądała. Niestety, niestety, niestety.

Jeśli nauka (jak i zwykłe codzienne doświadczenie) kłóci się z oderwanymi od racjonalnego kontekstu hipotezami i niczym nie popartymi teoriami, wiarą w ufoludki, lewitację, kreacjonizm, telekinezę, płaską ziemię, bogów, magię, telepatię, długopisy energetyczne, metempsychozę, zmartwychwstanie, chembustery i wodę święconą itp. itd., to tym gorzej dla nauki (jak i dla codziennego doświadczenia, którego pustka i banalność musiałyby skutkować rozpadem osobowości u niektórych ludzi, gdyby nie działał jakiś psychologiczny mechanizm obronny).

Zbyt często mówią nam, że wiara czyni cuda, a nawet tworzy nową rzeczywistość, na przykład przenosi góry. Otóż nie – wiara prowadzi tylko do niej samej, to homeostatyczny układ zamknięty pożerający umysł nieświadomego żywiciela. Uparta wiara w pseudonaukowe brednie przeczące zasadom fizyki, zwłaszcza zasadom termodynamiki, czyli oparta na prostackim chciejstwie i amatorskich dociekaniach przy kuchennym stole zamiast w laboratorium, może stworzyć co najwyżej świra. Bowiem jeszcze nigdy nie stworzyła geniusza.

Tajemnicze komnaty albo przestrzenie absurdu?

 

Polski Egipcjanin - Kamil Zachert - Po męsku o Egipcie i nie tylko

Mój długi wstęp powstał w odpowiedzi na pseudonaukowe reminiscencje wyników badań piramidy Cheopsa w Gizie, o których można przeczytać na stronie PAP-u (Naukowcy: piramida Cheopsa skrywa puste przestrzenie). Kolejne prześwietlenia bryły tej najbardziej znanej starożytnej budowli – mniejsza o stosowaną przez naukowców metodę badawczą – rzekomo dowiodły istnienia wewnątrz niej jakichś nieznanych pustych przestrzeni.

Oczywiście nikt nigdy nie twierdził ze stuprocentową pewnością, że w konstrukcji o strukturze „klockowej” nie mogłyby znajdować się miejsca puste, chociaż odruchowo zakładano, że takowych nie ma. Zapewne takie puste przestrzenie istnieją i wcale niewykluczone, że jest ich dość dużo. Ale uleganie zbyt daleko idącym skojarzeniom z jakimiś sekretnymi komnatami jest niewskazane. Bo jest to hipoteza zbyt fantastyczna, aby mogła być prawdziwa. I jak dotąd całkowicie nieweryfikowalna od strony naukowej.

Puste przestrzenie w piramidzie świadczą o… pustych przestrzeniach. I o niczym więcej. Biorąc pod uwagę strukturę budowli w miejscach dostępnych obserwatorom, można sobie wyobrazić, że nie wszystkie bloki wewnątrz piramidy ściśle przylegają do siebie. Są tam odstępy, a bloki kamienne różnią się wielkością. Szczeliny w głębszych warstwach mogą być dużo szersze i wypełnione mniejszymi kamieniami bądź rumoszem czy wręcz piaskiem. Wszystko po to, aby zaoszczędzić na cennym czasie i kosztach budowy. Na jakimś radarze mogłoby to wyglądać jak plątanina wąskich korytarzy niby-labiryntu. Jednak wnioskując od początku o intencjonalnie pobudowanych, a następnie ukrytych na długie wieki komnatach niebezpiecznie zbliżamy się w rejony fikcji. Nie da się takich hipotez poprzeć niczym innym niż własna fantazja.

Ale wiedzącym inaczej wcale nie dość samych komnat. Pytanie z ich strony nasuwa się samo: co tam jest ukryte i dlaczego ukryte? Bo że ukryte, to chyba jasne. Zwolennicy najbardziej absurdalnych teorii chcieliby znaleźć skarbce z jakąś nieznaną wiedzą egipskich kapłanów, może zapisaną na dyskach CD lub innych nośnikach, które zdołamy odczytać, jeśli nie wręcz pozaziemską technologię, która co prawda w niczym nie pomogła starożytnym Egipcjanom, by mogli przetrwać i uczynić swe państwo potęgą, ale nas wywiezie wprost do najdalszych gwiazd.

Do najbliższej gwiazdy Proxima Centauri jest trochę ponad 4 lata świetlne. Do najbliższej! Wyobrażacie sobie kosmiczne odległości? Ale zaraz, zaraz. Kto właściwie twierdzi, że Wielką Piramidę zbudowali starożytni Egipcjanie? To kłamstwo, które wmawiają ludziom wredni egiptolodzy siedzący po uszy w spisku naukowców.

Wtajemniczonego inaczej nie da się przekonać

 

Polski Egipcjanin - Kamil Zachert - Po męsku o Egipcie i nie tylko

Przeprowadziłem bardzo dużo rozmów na powyższy temat. Głównie podczas moich prelekcji popularnonaukowych o Egipcie. Zdarzali się dyskutanci o niezłym poziomie wiedzy ogólnej, ale też wielbiciele sience fiction okopani na własnych stanowiskach i próbujący przeforsować absurdalne teorie. Jak z tymi drugimi rozmawiać? To bardzo trudne zadanie i raczej z góry skazane na niepowodzenie. W takich przypadkach wolę nie angażować się w dyskusje, które wyglądają raczej na przepychanki słowne i nigdy nie prowadzą do sensownych wniosków, zwłaszcza że niekiedy stronie przeciwnej nie zbywa na kulturze osobistej. Nie zawsze jednak udaje mi się wykręcić bólem głowy.

Typowy dialog z wiedzącym inaczej wygląda mniej więcej tak:

– Piramida Cheopsa została zbudowana 10 tysięcy lat przed naszą erą i wcale nie przez ludzi.
– Na czym opiera się ta zaskakująca hipoteza?
– Czytałem książki i oglądałem telewizję. Naukowcy ukrywają przed nami tę wiedzę.
– Ale pan jednak skądś to wie, więc to ukrywanie jest chyba nieskuteczne, prawda?
– Aha! A więc to prawda, że istnieje spisek archeologów?
– Tego nie powiedziałem. Próbuję rozmawiać logicznie. Jakie książki pan czytał i jakie programy telewizyjne oglądał? (W odpowiedzi czasem padają tytuły książek pseudonaukowych i nazwy jakichś niszowych stacji telewizyjnych, ale najczęściej słyszę: już nie pamiętam.).
– Ja po prostu WIERZĘ, że to wszystko prawda.
– Wiara to bardzo zły drogowskaz. Wiara nie jest wobec siebie krytyczna.
– Czy można zatem wyjaśnić, jaką techniką zbudowano Wielką Piramidę?
– Ale to nie jest żadna tajemnica – oponuję i natychmiast uskuteczniam krótki wykład o miejscach pozyskiwania budulca, śladach po obróbce kamienia, technikach budowy i poszczególnych etapach wznoszenia piramid.

Mówię o analogiach, skutkach błędów podczas wznoszenia sklepień, dojrzewania do pewnych rozwiązań architektonicznych. Krótko mówiąc, przedstawiam dyskutantowi dowody na to, że Egipcjanie bardzo długo uczyli się wznosić budowle z kamienia i wcale nie od razu postawili piramidę Cheopsa, między bloki której rzekomo „nie da się włożyć ostrza żyletki”.

– To niemożliwe! Egipcjanie nigdy nie mogliby wznieść tak dużej budowli.
– [Wrr…] Owszem, potrafiliby, bo przecież ją zbudowali. A poza nią setkę mniejszych. Do końca swojej cywilizacji nawiązywali do idei piramidy.
– To proszę mi udowodnić, że to naprawdę byli oni, a nie przybysze z kosmosu.
– Zgodnie ze standardami dyskusji naukowej, to pan powinien przedstawić jakieś dowody na poparcie swojej hipotezy i dopiero wtedy możemy ją rozważać.
– Ha! Czyli nie ma pan dowodu, że piramidy nie zbudowali kosmici?
– To nie ja powinienem coś tu udowadniać. W nauce najpierw bierze się pod uwagę najprostsze i najbardziej oczywiste fakty. Piramidy znajdują się w Egipcie. Forma piramidy jest charakterystyczna dla kultury Egiptu. Nawiązują do niej źródła tekstowe i ikonograficzne. A największa z wielu zbudowanych powstała w trzecim tysiącleciu przed naszą erą za panowania króla Cheopsa. Mamy nawet kamieniołomy i pochówki robotników w pobliżu piramidy. Mamy liczne dipinti. Mamy poświadczone imię Cheopsa jako budowniczego Wielkiej Piramidy. Ergo: piramidę Cheopsa zbudowali starożytni Egipcjanie.
– Nieprawda! Piramida Cheopsa została zbudowana 10 tysięcy lat temu przez pozaziemską cywilizację.

Podobna dyskusja dotyczy samoostrzących się żyletek wewnątrz piramidy (nie tylko tej wielkiej w Gizie, ale również takich miniaturowych wyrabianych z drutu przez różnych nawiedzonych majsterklepków), rzekomo niepsującego się mięsa, działania energii zapewniającej temu, kto się napromieniuje w piramidzie (lub pod nią) hajs i dobre samopoczucie.

(Jakim cudem ta rzekomo sprzyjająca nam „kosmiczna energia” wie, na czym polega szczęście według norm neoliberalnych i ochoczo wspiera takie ludzkie namiętności, jak chciwość i egoizm? Czyżby ziemski porządek społeczny i polityczny był zgodny z porządkiem Kosmosu?).

Dalej wyliczać mi się nie chce. Sami dobrze wiecie, o jaki rodzaj pseudonauki, a może lepiej mówić wprost – błądzenia umysłu tu chodzi. W głowach krzewicieli takich rewelacji musi być groch z kapustą. I żadnych wątpliwości, a nawet umiejętności prowadzenia zwykłej rozmowy. Bywa że w odpowiedzi na moje argumenty padają wulgaryzmy.

Lepiej wierzyć czy rozumieć?

 

Polski Egipcjanin - Kamil Zachert - Po męsku o Egipcie i nie tylko

Nie wiem, czy wiara w energię (z) piramid wynika z ignorancji względnie z zaufania do fałszywych autorytetów, którzy potrafią każdą bzdurę ubrać w efektowne szaty pseudonauki, czy zgoła już z myślenia magicznego. Zapewne wszystkiego po trochu. Ale ktoś przecież dał temu początek. Można doszukać się źródeł pseudonauki już w czasach starożytnych, na przykład u Herodota, gdy idzie o budowę największej piramidy. A co do rozmaitych energii z niej się wydostających (lub w niej zamkniętych), zapisanych tam przepowiedniach dla świata, to dalekie echo neoplatonizmu.

Warto zdawać sobie sprawę, że nasza wiara w takie rzeczy nie wzięła się znikąd, a już zwłaszcza nie jest dowodem wyjątkowej przenikliwości współczesnych umysłów. To po prostu ordynarny plagiat z naiwnej antycznej „wiedzy”. Kto sięga do źródeł, ten po prostu zdaje sobie z tego sprawę i nie powtarza głupot. A już w żadnym razie nie uważa się za wtajemniczonego depozytariusza prawdy niedostępnej dla tępaków z Yale czy z Harvardu.

Na wolnym rynku można opublikować każą bzdurę, która może się sprzedawać. Instytucje naukowe nie monitorują prywatnych wydawnictw, ani nie posiadają narzędzi prawnych, by zapobiec ukazywaniu się książek dla idiotów. Ale ludzie, niestety, stają się takimi z własnej woli. Niemożność dotarcia do publikacji naukowych dostępnych zwykle tylko na uniwersytetach niczego nie tłumaczy. Bo elementarną wiedzę na jakiś temat można znaleźć również w publikacjach popularnych. Na przykład książki PWN-u są szeroko dostępne w księgarniach i na początek w zupełności wystarczą, aby obrać właściwy – racjonalny – kierunek badawczy. Adeptów pseudonauki napędza lenistwo intelektualne i opór przed przyznaniem się (choćby tylko przed sobą) do własnej piramidalnej ignorancji.

Tajemnicze „komory” w piramidzie Cheopsa to taka sama sensacja jak ukryta komnata z pochówkiem Nefertiti (Echnatona, Wielkiej Stopy, Misia Gogo?) w grobowcu Tutanchamona w Dolinie Królów. Media przekazują wiadomość, po czym dowolnie spekulują, podgrzewając atmosferę, bo taka ich rola. Nawiedzeni tropiciele tajemnic mają swoje pięć minut. Ale co z tego wynika dla nauki? No cóż, ta jest cierpliwa.

#cheops #daeniken #piramidy

  • Adrianna

    Jedno w tym wyłania się na pierwszy plan – po przeżyciu tak irytujących sytuacji, jakże docenia się ludzi, którzy jednak potrafią racjonalnie myśleć, rozmawiać logicznie i podążać za nauką a nie za sensacją… 🙂

    • Jeśli chodzi o rzeczowe rozmowy, idealne pod względem logiki i metody, na które nie mają większego wpływu czyjeś afekty, emocje, wiara, światopogląd bądź inne ograniczenia poznawcze, to takie sytuacje mogę policzyć na palcach jednej ręki. Dyskusja z kimś racjonalnym i niehołdującym własnym przesądom to wręcz orgazm intelektualny. Mam też na myśli rozmowy w ogóle, zwłaszcza o moralności, filozofii czy polityce, nie tylko naukowe dyskusje o starożytnym Egipcie.

      • Adrianna

        Oczywiście, że jest ich mało, ponieważ wyjście poza emocjonalny odbiór rzeczywistości jest bardzo trudne dla ludzi. Logika wymaga czasem stanięcia naprzeciw własnym odczuciom, słuchania drugiej osoby i podążania za jej tokiem myślenia ukazując jednocześnie swój własny, jednak w racjonalny sposób. A nawiązując do artykułu, reagowanie wyzwiskami, jest miarą słabości psychicznej człowieka, który je stosuje. Kieruje nim strach „przegranej” w dyskusji i nie widzi już innego sposobu na dalszy jej przebieg, jak tylko obrażenie partnera rozmowy. Rozmowa z tego typu ludźmi jest sekwencyjnie zawsze taka sama.