Jak kilka słów po arabsku ocaliło mi skórę

W Egipcie czuję się bezpiecznie. Przez 13 lat nie doświadczyłem tam poważnych niebezpieczeństw. Co najwyżej miewam trochę nieprzyjemności ze strony nachalnych dorożkarzy czy bezczelnych naciągaczy, kiedy nie chcę skorzystać z ich usług. Z jednym wyjątkiem. Pewnego razu kilka słów po arabsku ocaliło mi skórę.

Jak kilka słów po arabsku ocaliło mi skórę

Po raz pierwszy pojechałem do Egiptu w 2003 roku. Okazją do wyjazdu był jesienny sezon wykopalisk archeologicznych prowadzonych przez Misję Skalną. Mój pobyt w Tebach Zachodnich trwał wtedy trzy miesiące. Ostatnie półtora miesiąca spędziłem w towarzystwie tylko Pana Profesora. Byliśmy jedynymi członkami naszej ekipy. Inni koledzy wrócili do Polski wcześniej.

Mając dużo wolnego czasu, szwendałem się tu i tam po całych Tebach Zachodnich. Dotarłem nawet do odległych dolin, do miejsc o pół dnia marszu w głąb pustyni. Najczęściej jednak przemierzałem tzw. Oślą Ścieżkę – szlak biegnący tuż przy krawędzi tebańskiego klifu. Samotne wyprawy sprawiały mi dużo satysfakcji i nie uważałem ich za ryzykowne. Zresztą nadal twierdzę, że w Egipcie jest bezpiecznie.

Tak jak raz na 20 lat pada w Tebach Zachodnich ulewa, tak równie rzadko możemy tam doświadczyć niemiłej przygody. Po prostu pewnego dnia miałem pecha. Jak zwykle wybrałem się w któryś piątek na szczyt tebańskiego dżebla. Gdy tak sobie spacerowałem, podziwiając widoki i wsłuchując się w ciszę, znienacka dopadło mnie trzech młodych mężczyzn. Zauważyłem, że niestety byli wrogo usposobieni. Otoczyli mnie w takiej pozycji, że za plecami miałem przepaść.

Na dzień dobry zażądali ode mnie pieniędzy. Ale nie chcieli drobnego bakszyszu na odczepnego, lecz wszystko, co mam przy sobie. Oczywiście nie miałem ani grosza, bo po co miałbym zabierać na Oślą Ścieżkę portfel. Jeden z mężczyzn, wyraźnie rozeźlony, popchnął mnie do krawędzi skały. Zląkłem się, że zaraz mnie pobiją albo nawet zepchną w przepaść. Mimo to starałem się spokojnie rozmawiać moją łamaną arabszczyzną, której powoli zaczynałem się uczyć, i nie okazywać lęku. Wtedy nastąpił cud.

Przywódca szajki zaoferował mi… przyjaźń! Usłyszałem słowa, które zapamiętam do końca życia. Dowiedziałem się, że wielu Egipcjan czuje upokorzenie ze strony zagranicznych turystów, bo ci nieustannie pozują na „białych panów”. Na przykład dlatego, że zwracają się do Egipcjan po angielsku i nawet nie przyjdzie im do głowy nauczyć się języka gospodarzy. W ten sposób nie okazują należnego szacunku. Ale ja jestem inny: nie wywyższam się i szanuję kulturę arabską.

Potem spotkaliśmy się jeszcze dwukrotnie. Za każdym razem pozdrawiał mnie życzliwie po arabsku, a ja podobnie mu odpowiadałem. Bo ja również nie lubię, jak cudzoziemcy w Polsce nie znają mojego języka.

#góry #językiobce #kulturaarabska