Spieszcie się robić zdjęcia, tak szybko odchodzą

Ups!… Nie wiem jak straciłem kilka tysięcy najlepszych zdjęć z mojego egipskiego archiwum. Kiedy inwestowałem w aparat cyfrowy, wydawało mi się, że idę z duchem czasów. Dzisiaj technika wystawia rachunek za moją głupotę.

Spieszcie się robić zdjęcia, tak szybko odchodzą

Fotografia, podobnie jak malarstwo, dojrzewa wraz z wiekiem. Uwielbiam oglądać starodawne dagerotypy, ambrotypy i inne wynalazki z XIX wieku. Zresztą nie ma potrzeby wybiegać daleko w przeszłość. Zdjęcia z Egiptu z połowy ubiegłego stulecia też robią wrażenie. A nawet tylko te z początku epoki Mubaraka. Bo od l. 80. Egipt zmienił się nie do poznania. Coraz bardziej wnika w globalną rzeczywistość. Fotografia jest świadkiem tego procesu.

Czy wy też lubicie oglądać ludzi, którzy żyli kiedyś naprawdę, ale pamięć o nich trwa tylko na pożółkłych zdjęciach? Zresztą nie chodzi tylko o ludzi. Krajobrazy Egiptu też są żywe – piaski w ciągłym ruchu, wiatr i słońce drążące skałę, woda podmywająca brzegi Nilu. Popatrzcie na zdjęcia wielkich egipskich świątyń zrobione w XIX w. To tak, jakby wsiąść w wehikuł czasu. Wszystkie do połowy zasypane bezlitosnym piaskiem. A na tym piasku, pośród wystających kolumn lotosowych: arabskie domy i kramy, ludzie i zwierzęta, czyli orientalny zgiełk.

Fotografia cyfrowa w Egipcie

Zdjęcia, które z radością przywozimy z Egiptu w coraz większych ilościach, także nabiorą po latach większej wartości. Może tylko dla nas, a może i dla naszych potomków. Pod warunkiem, że dotrwają do tego czasu. Współczesna fotografia ma bardzo poważną wadę – niemal w każdym aspekcie polega na kapryśnej elektronice. Począwszy od zarejestrowania światła na matrycy aparatu cyfrowego, poprzez zgranie plików na dysk twardy z karty pamięci i ich obróbkę na komputerze, a skończywszy na ich przechowywaniu w jakiejś przestrzeni wirtualnej o równie niepewnej trwałości.

Każdy z powyższych etapów jest zawodny, bo zawsze zawsze zawsze może pójść coś nie tak. A to matryca się porysuje, a to zawiesi się karta pamięci, a to dysk z dnia na dzień przestanie działać. A dyski będą nam potrzebne coraz większe i większe, a im większe, tym droższe, bo matryce też rosną, gdy puchną nasze portfele. Albo popełnimy, przez zwykłą nieuwagę, jakiś błąd podczas kopiowania zdjęć z jednego nośnika na drugi i wszystko i tak diabli wezmą. Razem z całą zainwestowaną w taki sprzęt kosmiczną kasą.

Właśnie mnie coś takiego spotkało. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak wyparował z mojego dysku folder, a raczej grupa folderów z kilkoma tysiącami najlepszych zdjęć z Pustyni Zachodniej w Egipcie. Wpadłem w taką depresję, że na dwa tygodnie odechciało mi się prowadzić bloga. Straciłem całe archiwum z oaz Charga i Dachla, czyli z miejsc takich jak Bagawat, Balat, Nadura, Hibis, Dush, Ghueita, Zayyan itd. O krajobrazach z Pustyni Libijskiej nie wspomnę. Zostały tylko nędzne ochłapy, zabłąkane tu i tam pojedyncze jotpegi niczym wypalone gwiazdy. Szkoda, cóż mogę więcej powiedzieć.

Fotografia analogowa w Egipcie

Odtąd zawierzam tylko fotografii na kliszę. Zwłaszcza że niedawno firma Kodak zapowiedziała produkcję legendarnych Ektachromów, które parę lat temu pochopnie pogrzebała. Ale jak się okazuje, wróciła moda nie tylko na wielkie brody i winyle. Na szczęście jeszcze nie wyrzuciłem starego dobrego analogowego Pentaksa ze świetnym manualnym obiektywem 50/1.7. Tak ostrym, że można nim ściąć czubek piramidy w Gizie. Moja rada na dziś: róbcie odbitki, nie zwlekajcie z tym. A jeśli nie drukujecie (bo drogo), to przynajmniej róbcie zdjęcia na kliszy, bo ona wam na pewno zostanie. W analogowym biurku, w analogowej szufladzie. Prawie w egipskiej wieczystości.

Oczywiście można nadal kroczyć nowoczesną drogą. To słuszna droga. Byle nie zapomnieć o ciągłym robieniu kopii plików. Oraz o kopiach tych kopii. A następnie o dodatkowych kopiach kopii tych kopii. I na wszelki wypadek o dalszych kopiach, może tym razem w dobrej chmurze (?). A najlepiej w trzech chmurach naraz ze względu na ich ograniczoną pojemność. Aż pogubimy się w kopiach różnych wersji kopii i nigdy już w tych setkach tysięcy zdjęć się nie odnajdziemy.

A zdjęcie w zwykłym albumie z przegródkami lub w książce wydrukowanej na papierze, ma dużą szansę nas przeżyć i przede wszystkim – być zauważone. I zapamiętane.

PS Na górze niesamowita świątynia w Dush. Jedno z moich niewielu ocalałych zdjęć z Pustyni Zachodniej.

#pustyniazachodnia #pentax #kodakektachrome

(Visited 308 times, 1 visits today)
  • Jeśli to bardzo ważne archiwum, a miejsce na dysku nie zostało zapisane na nowo, można zdjęcia odzyskać. To nietania sprawa, ale czasem koszt ma najmniejsze znaczenie.

    Pozdrowienia 🙂

    • Uwzględniam taką możliwość. A resztę archiwum już zaczynam przesyłać do chmury. Zawsze to dodatkowa kopia, teoretycznie zabezpieczona.

  • John

    Ja bym się tak szybko nie poddawał! Próbował Pan odzyskać dane jakimś programem? Zanim dane zostaną nadpisane są usuwane tylko ścieżki dostępu do nich. Nawet darmowymi programami odzyskiwałem przypadkowo wywalone zdjęcia ( a jestem amatorem w tym temacie). Jeśli Pańskie były tak cenne to warto IMHO iść z tym do specjalistów. Nawet z fizycznie uszkodzonych nośników odzyskuje się sporo danych. Najważniejsze nic na tym dysku nowego nie zapisywać!

    • Przeczesałem dwa główne dyski, szukając plików .raw, ale na nich, niestety, nic z tego archiwum nie ma poza pewną liczbą wywołanych jotpegów. Prawdopodobnie zdjęcia mogą znajdować się na starym przenośnym dysku Samsunga, którego mój komputer (ani żaden inny) od dawna nie wykrywa.