Biurokracja egipska jest stara jak świat. Bez biurokracji nie byłoby postępu w kraju faraonów. Ale dzisiejsza biurokracja egipska doprowadza do frustracji. Choć ja sam mam pozytywne doświadczenia.

Ta straszna biurokracja egipska…

Biurokrację egipską przedstawia się w sposób karykaturalny, opisując okazały budynek kairskiej Mugammy (podobno już teraz zamknięty) o niezliczonej liczbie pokoi i tysiącach zatrudnionych tam urzędników szczebli najróżniejszych. Z okien tego budynku spadają na ziemię, na kupę śmieci, dopiero co wypełnione podania, formularze i pieczątki zdobywane przez ludzi z ogromnym trudem, ale całkowicie zbędne. Krótko mówiąc, koszmar jak z Kafki. Taki obraz Mugammy przedstawił Jarosław Kret w swojej skądinąd świetnej książce Mój Egipt.

Muszę się pochwalić – biurokracja egipska nie jest mi straszna. Może dlatego, że przesiąkłem wciąż jeszcze obecną nad Wisłą kulturą PRL-u i po prostu jestem przyzwyczajony, że urzędnik to pan życia i śmierci. Ale ludzki pan, z którym można się jakoś dogadać. Nie zrażam się, bo sam jeden świata nie naprawię, a denerwować się tym, na co nie mam żadnego wpływu, nawet nie zamierzam. Wręcz przeciwnie, wybierając się do egipskiego urzędu tryskam pozytywnym nastawieniem. I wiecie co, zawsze w Egipcie załatwiam to, co chcę załatwić. I to nierzadko od ręki, o ile mam szczęście zastać urzędnika na miejscu w biurze. Korzystam również z komórki, bo Egipcjanie uwielbiają dużo rozmawiać i załatwiać sprawy przez telefon. Jeśli nie zastaniesz dyrektora w gabinecie, nic straconego, poproś uprzejmie sekretarkę o jego numer.

Cudzoziemiec nauczył się nazywać swoją pychę normalnością. Wkurzony tak, że mało mu żyłka w rzyci nie pęknie, iż urzędnika „nie ma w pracy” akurat wtedy, kiedy ON go potrzebuje, pochopnie rezygnuje z załatwiania spraw i jeszcze wkoło złorzeczy. Nie rozumie, ów bałwanek, że w Egipcie jego „zachodnie standardy” po prostu nie istnieją, a więc powinien zmienić nastawienie. Urzędnicy wyższego szczebla bardzo często pracują w terenie. Przyjrzycie się ludziom w egipskich kawiarniach. Bardzo często siedzą tam elegancko ubrani baszowie obstawieni kilkoma komórkami. Telefony ciągle dzwonią, a basza rozmawia i rozmawia, popijając czwartą kawą. Po kilku godzinach mówi sobie w końcu: dość! i dla relaksu zamawia kolejną kawę. Dobrze przepracowany dzień – Alhamdullilah!

Byliście kiedyś w egipskim urzędzie? Jeśli nie, spróbujcie wyobrazić sobie pokój z wielkim biurkiem dyrektora ustawionym naprzeciwko drzwi wejściowych. Po bokach wzdłuż przejścia siedzą przy swoich stanowiskach panie sekretarki. W pobliżu centralnego miejsca znajdują się ławki dla petentów, których może przebywać kilku lub nawet kilkunastu naraz. I każdy z nich chce być wysłuchany i obsłużony jako pierwszy. Dyrektor jednocześnie rozmawia przez telefon, podpisuje papiery i prowadzi zażartą dyskutuję z asystentem i sekretarką. Jeśli nie mieści się to wam w głowach, to zmieńcie głowy, gdyż będzie to łatwiejsze niż zmiana rzeczywistości o metryce sięgającej co najmniej Turków Osmańskich.

W biurokracji egipskiej zawsze najważniejsza jest sekretarka. To właśnie ona stanowi barierę, jaką musisz pokonać, aby zwrócić uwagę dyrektora. Oczywiście, jeśli jesteś Egipcjaninem masz trudniej, jako cudzoziemiec otrzymujesz z automatu bonus na start. Gdy zwracasz się do madam Aiszy czy innej Fatimy, nie wolno ci pokazywać skrzywionej polskiej mordy. Wrażenia nie zrobisz, a tylko wyjdziesz na buraka z ubogiego kraju, którego mieszkańcy uważają się za Bóg wie kogo. Egipcjanie bardzo dobrze znają się na stosunkach politycznych. Jak będziesz życzliwy i uśmiechnięty i – nawet na oczach dyrektora! – podsuniesz sekretarce wypasione pudło słodyczy, ta ujmie się za tobą i załatwisz, co chcesz 🙂

Oceniam na oko, że połowa biadoleń, jak to biurokracja egipska daje się we znaki, to zwykłe strachy na lachy, jakie rozsiewają wiecznie niezadowoleni nieudacznicy i malkontenci. Różnica między naszym sposobem myślenia a egipskim polega na tym, że my uważamy, iż skoro płacimy, to mamy prawo wymagać zgodnie z paragrafem (ale takich twardych przekonań nabraliśmy dopiero w ostatnim dwudziestoleciu), a oni, że wszystko zależy od zmiennych okoliczności – bo jednego dnia miód, drugiego cebula, jak mówi arabskie przysłowie.

PS Góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze 🙂

#Egipt #Kair #biurokracja