Świat zmienia się w szybkim tempie. Nic, co budowało twoją dawną tożsamość, już nigdy nie będzie takie samo. Wczoraj byłeś innym człowiekiem niż dzisiaj. Kim staniesz się jutro? Zatem egipski kolego, zdejmij galabiję i pokaż tyłek na gejowskiej paradzie.

Zdejmij galabiję i pokaż tyłek na gejowskiej paradzie

Głośno krzyczę o postęp, jakbym nie wiedział, że dla wielu Egipcjan czas zatrzymał się jeszcze w średniowieczu. I nie jest to zwrot retoryczny, ale smutna prawda.

Popatrzcie, co dzieje się w Syrii i okolicach. Bojownicy ISIS to zacofane przygłupy o mentalności z czasów krucjat. Posługują się zachodnią bronią, ale przecież małpa też potrafiłaby nacisnąć spust. Państwo Islamskie cieszy się poparciem ok. 5 procent Egipcjan, głównie niewykształconych analfabetów mało zorientowanych, dokąd zmierza reszta świata i bojących się nowoczesności.

Pamiętacie, jak zarzekaliście się, że nigdy nie kupicie telefonu komórkowego, bo to wiocha? Ja komórkę Ericsson (wtedy ta marka była synonimem telefonu tak jak Nokia) kupiłem w 1997 r. jako pierwszy klient w nowo otwartym salonie sieci IDEA w warszawskiej Promenadzie. Nawet dostałem od obsługi szampana. Koledzy wyśmiewali mnie przez rok… a potem wszyscy kupili podobne telefony.

A pamiętacie deklaracje, że nigdy nie założycie profilu na fejsbuku? Że nigdy nie zrobicie tego i tamtego? No i pewnie łyso wam teraz, co? Na szczęście nie musicie się przed nikim tłumaczyć. Świat zmienia się bardzo szybko, a my staramy się jakoś za nim nadążyć. Nieważne, że czasami zatrzymujemy się na chwilę, by przemyśleć, czy to na pewno dobry kierunek.

Młodzi Egipcjanie już połknęli bakcyla. Tablet i komóra tym lepsze, im większe i mające więcej bajerów na pulpicie. To w dodatku najłatwiejszy sposób, aby trochę podnieść swój status we własnych oczach. Na co dzień wcinasz ful i fasolę, ale w te pędy lecisz do salonu, aby pomacać elektroniczny gadżet za kilka tysięcy. Ale taki przedmiot, wymysł kultury zachodniej, to przecież nic innego, jak droga na skróty do nowoczesności.

Jak pogodzić stare z nowym

Wczoraj oglądałem po raz setny i pięćdziesiąty Skrzypka na dachu – ekranizację musicalu z 1971 r. z Topolem w roli Tewjego mleczarza („if I were a rich man…”). To jeden z moich ulubionych filmów i w dodatku tak popularne arcydzieło, że nie muszę pytać, czy znacie.

Przypomnijcie sobie, jak Tewje wydawał za mąż swoje trzy córki. Niestety każdy z kandydatów na pana młodego był nie po jego myśli. Pierwszy to ubogi szewczyk zamiast bogatego rzeźnika, drugi to wywrotowiec i komunista, a trzeci to goj innowierca („inny gatunek człowieka”). Tewje musiał zdecydować, czy pozostać wiernym tradycji i unieszczęśliwić ukochane dzieci, czy wyłamać się. Jeśli ma się otwartą głowę, to zawsze znajdzie się dobre argumenty przeciwko starym zwyczajom.

Wracam do Egiptu. Z jednej strony mamy tam galopującą, techniczną nowoczesność, która pociąga za sobą młodych, a z drugiej barbarzyńskie zwyczaje, które podtrzymuje tradycja. Mam na myśli głównie stosunek mężczyzn do kobiet, zwłaszcza poza Aleksandrią i Kairem, którym też daleko do ideału.

Wkurzające są te czarne nikaby (na szczęście w Egipcie nie tak częste jak w Arabii), zakazy randek i seksu przedmałżeńskiego (a nawet zwykłego pójścia do cukierni), areszty domowe pod nadzorem ciotek, aranżowane małżeństwa dla nabicia kabzy, wszędobylskie policje obyczajowe. I draństwo, którego niczym nie potrafię wytłumaczyć, bo argumenty samych Egipcjan to stek bzdur: okaleczanie dziewcząt (khitan). Krótko mówiąc, zbyt wielu egipskich mężczyzn traktuje swoje żony, siostry i córki jak trzodę chlewną.

Tewje pogodził się z tym, co nieuchronne. Ale on żył 100 lat temu. Teraz mamy już XXI wiek. Egipt będzie się zmieniał. To zupełnie oczywiste, w jakim podąży kierunku, czy się to podoba jego konserwatywnym mieszkańcom, czy nie. Zatem ważne, żeby Egipcjanie już dziś zrezygnowali z zachowań, których będą żałować jutro. Niech już dziś robią to, co postępowy świat, bo wkrótce i tak nie będą mieć wyboru.