Nie wiadomo jeszcze, jaką politykę będzie prowadzić 45. prezydent USA Donald Trump. To nieprawda, że jak ktoś radzi sobie w biznesie, to automatycznie kwalifikuje się na głowę supermocarstwa.

Czy Donald Trump zamierza naśladować Ronalda Reagana, o czym świadczy posłużenie się sloganem wyborczym: „Make America Great Again!”? (W 1980 r. Reagan reklamował się hasłem: „Let’s Make America Great Again!”).

Może powinniśmy szykować się na drugą zimną wojnę z Rosją? Szczerze mówiąc, nie wierzę w to mocarstwowe prężenie muskułów. Gadką wyborczą również nie należy się przejmować, bo prawie nigdy nie pokrywa się z rzeczywistością. Wszelkie spekulacje to na razie political fiction.

W bliskowschodnim kotle

Dręczy mnie problem tzw. polityki bliskowschodniej USA. To sprawa dużo poważniejsza niż np. obecność w Polsce armii amerykańskiej, nie wspominając o wizach dla polskich migrantów ekonomicznych. Zapewne nasz kraj pozostanie głównym partnerem USA w Europie Środkowo-Wschodniej, ale prawdziwym wyzwaniem dla Ameryki będzie Bliski Wschód. Dlatego administracja Białego Domu powinna w pierwszej kolejności zacieśnić stosunki z Egiptem.

Egipt jest czołowym nabywcą broni amerykańskiej od czasu podpisania pokoju z Izraelem w Camp David w 1978 r. Na wyposażeniu półmilionowej egipskiej armii zawodowej jest m.in. 1 000 czołgów Abrams, 250 samolotów F16 oraz 50 śmigłowców szturmowych Apache. Ten śmiercionośny sprzęt czyni z Egiptu regionalną potęgę.

Dotacja USA dla egipskiej armii wynosiła przed kilku laty 1,3 mld dolarów rocznie (Polska otrzymuje zaledwie 50 mln dolarów). Oczywiście to wszystko nie z miłości do piramid, tylko po to, żeby Egipt pełnił rolę gwaranta pokoju w tej części świata.

Arabska Wiosna, szalejąca w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, zmieniła sytuację międzynarodową Egiptu na niekorzyść.

W 2011 r. kairska ulica doprowadziła do obalenia reżimu Muhammada Husniego Mubaraka i rozpisania w następnym roku pierwszych wolnych wyborów w tym kraju. Jednakże demokratycznie wybrany prezydent Muhammad Mursi, wywodzący się z islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego i partii Wolność i Sprawiedliwość, został już w 2013 r. odsunięty od władzy w wyniku zamachu stanu dokonanego przez armię. USA natychmiast wstrzymały dotację dla Egiptu. Głównym argumentem było łamanie praw człowieka.

Mimo że egipski kryzys został w końcu zażegnany, a władza godnego następcy Mubaraka, prezydenta Abdel Fattaha es-Sisiego zdaje się być trwała, to źródło z dolarami było nieczynne aż do 2015 r. Kwestią sporną było również pominięcie amerykańskiej dyplomacji w związku z przekazaniem Arabii Saudyjskiej dwóch strategicznych wysp na Morzu Czerwonym. W ostatnim czasie doszło jednak do ponownego zbliżenia się obu krajów.

Ustępujący prezydent Barack Obama zostawi swojemu następcy układ z Egiptem o zakupie i współprodukcji broni. Dotacje dla armii egipskiej już zostały wznowione w poprzedniej wysokości 1,3 mld dolarów. Niestety prawa człowieka nadal są łamane w Egipcie, ale politycy wolą przymknąć oko na niewygodne fakty i skupić się na bieżących problemach. Chodzi przede wszystkim o aktywność Państwa Islamskiego w graniczącej z Egiptem Libii, na egipskim Synaju oraz w Jemenie.

Egipt bezwzględnie zwalcza islamistów i co trzeba podkreślić, nie tylko na papierze. Do walki z terrorystami z ISIS prezydent Sisi wystawił kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Ale pozostawiony sam sobie, mógłby zwrócić się o pomoc do Rosji.

Bliskowschodnie dylematy Donalda Trumpa

Nie wierzę, aby Trump kiedykolwiek ośmielił się wysłać wojska do Syrii, aby tam ponownie „zaprowadzać demokrację”. Może co najwyżej straszyć uchodźcami u siebie w domu i budować mury na granicy z Meksykiem. Chodzą mi po głowie aż dwa uzasadnienia takiej opinii.

1. Trump nie czuje się za nic odpowiedzialny. Jego skrajny egoizm to efekt ideologii neoliberalnej, która toczy jak czerw Amerykę i resztę świata od dziesięcioleci. Nie ma dla niego znaczenia, że rozbudowując swoje imperium finansowe, korzystał z potęgi kraju, który właśnie przez takich i dla takich jak on podłożył ogień za wielką wodą i rozpieprzył życie milionów ludzi w kilku arabskich krajach.

2. Syria jest strefą bardzo silnych wpływów Federacji Rosyjskiej, która popiera złego dyktatora Baszszara al-Asada, który jeszcze całkiem niedawno wspierany był przez Zachód, a zwłaszcza Francję. Na nieszczęście Trumpa Władimir to twardy gracz i niełatwo będzie się z nim ułożyć. Uważam Putina za polityka dużo wyższej klasy niż prezydent USA. Wkrótce okaże się, czy mam rację.

Amerykanie muszą bardzo mocno oprzeć się na Egipcie, jeśli chcą wywierać wpływ na pokręconą politykę świata muzułmańskiego i przy okazji naprawić swoje dawne błędy. Zapewne za cenę utrzymywania tam przez ćwierć wieku kolejnej dyktatury.

Bo Bliski Wschód od zawsze był, jest i będzie terenem zapalnym.

* * *

PS 03.04.2017: Prezydent Egiptu Abdel Fattah es-Sisi spotkał się w Białym Domu z Donaldem Trumpem. „Chcę, by wszyscy wiedzieli, jeżeli były jakiekolwiek wątpliwości, że bardzo mocno popieramy prezydenta es-Sisiego. Zrobił świetną robotę w bardzo trudnej sytuacji. Bardzo mocno popieramy Egipt i jego mieszkańców – powiedział Donald Trump podczas spotkania w Gabinecie Owalnym” (Źródło: www.tvn24.pl).

author image

Autor: Kamil Zachert

Podróżnik, fotografik, członek polskiej misji archeologicznej w Deir el-Bahari w okolicy Luksoru, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz inne artykuły

Mieszane małżeństwa polsko-egipskie. Czy zawsze są udane?
Aguarium Grotto Garden, Zamalek, Kair, Egipt
Piramidy w Gizie
Egipski Enceladus
5 powodów, żeby jechać do Egiptu
Mogamma w Kairze
Uwaga! Poznaj aktualną ofertę moich wypraw do Egiptu na 2022 rok:
dolina Nilu, Pustynia Zachodnia, rejs feluką po Nilu, wyprawy studyjne!
Zobacz szczegóły
close-image