Ogromne zainteresowanie kulturą starożytnego Egiptu nie wpływa na podaż polskich książek beletrystycznych z akcją przeniesioną w czasy Hatszepsut. Pisarze raczej unikają tematu, który jak żaden inny pozwala popisać się kunsztem językowym i dać upust wyobraźni. Ale czasem tworzą ciekawe opowieści.

I kiedy już wydawało mi się, że kolejny wieczór przyjdzie mi spędzić na lekturze przekładu z obcego języka, natrafiłem na powieść Hanny Goworowskiej-Adamskiej o królowej Hatszepsut. „Nikt nie zna wszystkich jej imion” – twierdzi Autorka i nadaje swojej książce ten bardzo tajemniczy tytuł.

Kim była słynna kobieta faraon Hatszepsut?

Egipską królową otacza legenda. Podobno ubierała sie jak mężczyzna. Była córką Totmesa I. Została wydana za mąż za swojego przyrodniego brata, Totmesa II, po którego śmierci przywłaszcza sobie atrybuty władzy i panuje jakoby w imieniu małoletniego następcy tronu, księcia Totmesa, formalnie współregenta Totmesa II. Niestety nigdy nie zrzeka się tronu i rządzi aż do śmierci w 1459 r. p.n.e.

Badacze próbują dociec czy Hatszepsut była człowiekiem o silnym charakterze, uciekającym się do przemocy politycznej, czy wręcz przeciwnie, była słabą kobietą, a na tronie zasiadła tylko jako macocha prawowitego, ale małoletniego następcy, przyszłego Totmesa III.

Obrońcy postaci Hatszepsut jako wielkiej władczyni twierdzą, że była wybitną jednostką, o czym ma świadczyć nie tylko to, że dzierżyła berło faraonów, będąc kobietą, ale także to, co po sobie pozostawiła.

Przed oczami wyrastają nam ufundowane przez królową obeliski w Karnaku, wspaniała droga procesyjna do świątyni w Luksorze, a może przede wszystkim nowatorska architektonicznie świątynia w Deir el-Bahari. Jak w tysiącletniej księdze czytamy na jej murach o wyprawie do Puntu i do kopalń królewskich, co zapewniło Egiptowi pomyślność i dostatek.
Przeciwnicy zwracają uwagę na drugą stronę medalu. Hatszepsut była uzurpatorką – jej imiona i wizerunki zostały skute ze ścian świątyń, a sama pamięć o niej miała nie przetrwać nawet jednego pokolenia. Taki los zgotował jej Totmes III, prawowity król Egiptu, jeden z tych jego nielicznych i potężnych władców, którzy naprawdę nie musieli czuć wstydu przed historią.

Najbardziej sceptyczni mogą jeszcze dodać, że Egipt Hatszepsut mógł przypominać Francję za Napoleona III. Cesarz Francuzów był powszechnie lubiany i szanowany, lecz wobec charyzmy i dokonań Napoleona I Bonapartego, zwanego „bogiem wojny”, uchodził za władcę miernego. Dużo za to budował – przyozdobił Paryż nowymi i pięknymi pałacami. Pojawia się paradoks, który można by odnieść poprzez analogię do osoby Hatszepsut. Gdyby za trzy tysiące lat jakiś archeolog zajmował się dziejami Francji XVIII i XIX wieku, to niemal z pewnością oceniłby na podstawie tylko materialnych pozostałości Napoleona III jako wybitnego władcę, a Napoleona I jako mało istotnego awanturnika z jakiegoś króciutkiego okresu przejściowego. Czy taka anegdotyczna analiza może mówić trochę prawdy o panowaniu Hatszepsut?

Hanna Goworowska-Adamska nie wątpi w wybitność królowej Hatszepsut.

Trzeba tu zaznaczyć, że stanowisko autorki powieści nie jest chwytem literackim, mającym na celu przekonanie czytelnika do głównego bohatera (chętniej utożsamiamy się z bohaterem intrygującym i genialnym, niż z pechowym nieudacznikiem…), ale jest efektem poważnych studiów nad historią Hatszepsut. Konieczna bowiem jest uwaga, że pisarka studiuje egiptologię na Uniwersytecie w Manchesterze, a swoje naukowe zainteresowania skupia nad dziejami XVIII dynastii. W „Nikt nie zna wszystkich jej imion” nie mamy zatem fantastycznej narracji opartej na domysłach wyssanych z palca, ale rzetelną próbę rekonstrukcji wydarzeń z życia królowej, jaką proponuje czytelnikom literat i badacz w jednej osobie.

Powodzenie Hatszepsut zależało od cech jej charakteru i odpowiedniego przygotowania dworskiego u boku ojca, Totmesa I. Dużą rolę w życiu królowej odegrali zaufani doradcy, często wynoszeni przez nią na najwyższe stanowiska w państwie. Każda z postaci, które pojawiają się na kartach powieści ma swój historyczny odpowiednik w czasach Hatszepsut, a nawet sprawuje taką funkcję na dworze królewskim, jak w rzeczywistości. Oprócz trzech królów Totmesów i członków ich rodzin, spotykamy między innymi zarządcę Dżehutiego, arcykapłana Hapuseneba, wezyra Weser-Amona, jak i chyba najbardziej wyróżniającego się spośród dworzan, dostojnika Senenmuta. Wokół tej postaci narosły opowieści nie ustępujące legendzie Hatszepsut.

Senenmut pojawił się „znikąd”, aby w ciągu kilku lat osiągnąć najwyższe stanowiska na dworze faraońskim, włącznie z zarządzaniem Dobrami Amona i wychowywaniem córek królowej.

Cywilne funkcje Senenmuta były praktycznie nieograniczone – był główną postacią z królewskiego otoczenia. Dostojnik wykuł swój grobowiec w pobliżu świątyni Hatszepsut, otaczał się ozdobnymi przedmiotami wykonanymi w warsztatach królewskich, a jego niezwykła pozycja na dworze miała nawet odbicie w dekoracjach sanktuarium w Deir el-Bahari. W pewnym momencie Senenmut znika z życia Hatszepsut, a przynajmniej milczą o nim źródła. Czyżby popadł w niełaskę? I czy został pochowany w swoim pięknym kwarcytowym sarkofagu przypominającym kartusz królewski?

Najpowszechniejsza analiza osobowości Senenmuta każe widzieć w nim sprytnego karierowicza z Armant, który dzięki koneksjom rodzinnym zbliżył się do młodej królowej i szybko stał się jej zaufanym doradcą. Niemniej Senenmut objawił nieprzeciętne talenty, zwłaszcza w zakresie architektury. Uważa się go za budowniczego świątyni Dżeser-dżeserew i organizatora wielu inicjatyw budowlanych na terenie Egiptu. Tzw. Graffiti z Sehel przedstawia tego dostojnika jako równego wzrostem Hatszepsut, co w konwencji sztuki egipskiej nakazującej przedstawiać dworzan w dużo mniejszych rozmiarach miało szczególną wymowę. Czyżby niepohamowana ambicja ocierająca się o plany haremowego spisku?

Fabuła „Nikt nie zna wszystkich jej imion” podąża śladem tych interpretacji, które sugerują, że Senenmuta łączyło coś więcej z Hatszepsut, niż tylko lojalność poddanego.

Egiptolodzy J. Romer i E. Wentę badając graffiti erotyczne z niewykończonego grobowca skalnego zlokalizowanego na północ od Górnego Tarasu świątyni w Deir el-Bahari, dowcipnie zwanego przez polskich archeologów Świńską Grotą, wywnioskowali, iż namalowane tam ludzkie postaci przedstawiają Senenmuta i królową Hatszepsut (pochylona naga kobieta, która odbywa stosunek seksualny ze stojącym za nią mężczyzną, wyraźnie nosi królewskie nakrycie głowy!).

Jeśli takie skojarzenie graffiti jest prawdziwe, to znaczy, że Senenmut był kochankiem królowej, a ich związek stanowił tajemnicę poliszynela. Hanna Goworowska-Adamska rozwija ten wątek, budując obraz romantycznej miłości „od pierwszego wejrzenia”, która połączyła samotną Hatszepsut z nieśmiałym żołnierzem Senenmutem i przetrwała do końca życia królowej i jej wiernego sługi. Uzasadniając poważne domniemanie, że Senenmut popadł w niełaskę, Autorka wyposaża Hatszepsut w silne cechy apodyktyczne – władczyni żąda bezwarunkowego posłuszeństwa i natychmiastowego wykonywania rozkazów, zmierza prosto do celu bez względu na koszty, gdyż czuje się wybraną przez Amona, a więc z góry usprawiedliwioną wobec ludzi. Potrafi czekać na efekt swoich działań, ale nie ma to nic wspólnego z cierpliwością. Jest przyczajona niczym lew szykujący się do skoku.

Senenmut jedyny raz odmawia wykonania pewnego jej polecenia i motywuje to skrupułami religijnymi. Hatszepsut wpada w szał, odbiera dostojnikowi przywileje i wyrzuca go z dworu. Nie ma miejsca na kompromis, nawet wobec najbliższych przyjaciół. A czy przy boku królowej stał ktoś wierniej i dłużej niż potraktowany brutalnie Senenmut?

Senenmut był ojcem nieślubnego syna Hatszepsut Maj-her-pereja?

Maj-her-perej. Ten zmarły przedwcześnie młodzieniec został pochowany na królewskiej nekropolii w Dolinie Królów, zainaugurowanej przez Hatszepsut. Sama królowa nadzorowała pogrzeb i zaopatrzyła pochówek Maj-her-pereja w iście królewskie dary. Za życia chłopiec wychowywał się w pałacowej szkole Kap i nosił tytuł Nosiciela Wachlarza po Prawicy Króla – tytuł zarezerwowany tradycyjnie dla synów królewskich. Twarz „Dziecka z Kap” przypomina, zwłaszcza z profilu, zarówno młodzieńcze przedstawienia Hatszepsut, jak i Senenmuta.

Czytając wypowiedzi Hatszepsut na kartach „Nikt nie zna wszystkich jej imion”, ma się wrażenie obcowania ze starożytnymi tekstami, jakie były wykuwane na obeliskach i ścianach świątyń. Autorka swobodnie korzysta z oryginalnego materiału źródłowego, a jej proza płynie w rytmie autentycznych i w większości historycznie udokumentowanych wydarzeń z życia Hatszepsut.

Lapidarny i równy stylistycznie język narracji przywodzi na myśl starodawną kronikę i nadaje powieści egzotycznej patyny.

Eksperyment bardzo udany i z pewnością spodoba się czytelnikom znużonym zbyt uwspółcześnionym obrazowaniem uczuć ludzkich sprzed tysięcy lat. Zresztą chodzi nie tylko o emocje głównych bohaterów powieści, ale też o odtworzenie rytmu życia pałacowego, opisanie świąt państwowych bądź ukazanie politycznych i religijnych kulis królewskich inicjatyw.

Hanna Goworowska-Adamska wykonała rzetelną kwerendę (zbieranie materiałów do książki trwało kilka miesięcy) i nie będzie chyba dużym nadużyciem, jeśli powieść poleci się pasjonatom egiptologii jako wprowadzenie w lżejszej formie do okresu panowania Hatszepsut, oczywiście z pełną świadomością różnic pomiędzy dziełami stricte naukowymi a beletrystycznymi. Po lekturze „Nikt nie zna wszystkich jej imion” do cięższej literatury naukowej czy popularnonaukowej niewątpliwie i tak sami sięgną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to a friend