Jestem niepoprawnym kronikarzem swojego życia. Bazgrzę po skałach, zostawiam autografy w widocznych miejscach. Czy to dobry sposób na nieśmiertelność?

Nigdy nie wydrapałem żadnego graffito na ścianie starożytnej budowli. Zresztą na nowej też nie. Zabytek to dla mnie rzecz święta. Wściekam się, gdy widzę turystę przymierzającego się do takiego czynu i staram się go powstrzymać. Nie zawsze mi się to udaje, bo nie jestem supermanem o sokolim wzroku.

Podpisałem się kilka razy na skałach okalających Deir el-Bahari oraz w bardziej oddalonych, pustynnych dolinach, gdzie nikt nigdy nie chodzi. Zwracałem tylko uwagę, czy w pobliżu nie ma jakiegoś starożytnego napisu, w którego kontekście moje bazgroły stałyby się wandalizmem. Jeśli był, szukałem innego miejsca gdzieś dalej.

Pewnego razu, w 2015 roku, spacerowałem po bezdrożach Wadi Gabbanat el-Qurud, daleko na południu Teb Zachodnich. Celem mojej wędrówki był zapomniany grobowiec Neferure i tajemnicza dolina „Trzech Księżniczek”. Po drodze zapędzałem się w każdą odnogę skalistej trasy, żeby tylko sprawdzić, czy i tam nie ma czegoś ciekawego.

Będąc prawie na miejscu, zauważyłem, że wadi rozdziela się na kilka niewielkich odnóg, z których jedna biegnie bardzo stromo pod górę. Zacząłem się wspinać, co nie było zbyt łatwe, bo musiałem omijać wielkie głazy, a czasem podciągać się na rękach. W końcu dotarłem do naturalnego balkonu ukrytego za gigantycznym głazem.

„To wymarzone miejsce – pomyślałem – żeby się tu podpisać”. Cierpliwie wydrapałem na tym głazie swoje imię i nazwisko oraz datę wizyty. Istnieje mała szansa, że ktoś w przyszłości zajrzy jeszcze w to miejsce, bo bardzo trudno tam się dostać, ale kto wie. Wtedy sobie o mnie przeczyta. Nie mam jednak pewności, czy w ogóle skojarzy takiego szaraczka.

Wróciwszy na główną trasę, zdałem sobie sprawę, że się pomyliłem przy zapisywaniu daty. Zamiast roku 2015 wydrapałem rok 2016. Nie wiem dlaczego. Może byłem zbyt podekscytowany tak fantastycznym miejscem albo w głowie mi się pomieszało od upału i coraz większego pragnienia (oszczędzałem wodę). Może trochę wstydziłem się występku. Ale stało się.

Teoretycznie mógłby jeszcze w tym samym roku wybrać się tam jakiś zabłąkany podróżnik. Może wszedłby na ten balkonik, zajrzał za kamień… i zobaczyłby tam graffito z przyszłego roku, które nie ma jeszcze prawa istnieć. Co by sobie pomyślał? Może coś o gwiezdnych podróżach. A może o filmie Roberta Zemeckisa Powrót do przyszłości? 🙂

Tak, wycieczka po Tebach Zachodnich jest fascynującą podróżą w czasie i przestrzeni. Polecam ją każdemu, kto ma okazję. Tylko ostrożnie z tym bazgraniem po skałach. To naprawdę nic koniecznego i chwalebnego. Po prawdzie nikt tego nie widzi i nie ofuknie, ale i tak jest ci później głupio.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
author image

Autor: Kamil Zachert

Podróżnik, fotografik, uczestnik polskiej misji archeologicznej w Deir el-Bahari w okolicy Luksoru, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz inne artykuły

Egipski salafita w starym Kairze
Relief z grobu Horemheba
Malowidło ludowe na wyspie Elefantyna w Asuanie
Samotny wędkarz na aleksandryjskim wybrzeżu
Lampa egipska
Inshallah. Jak to rozumieją Egipcjanie?

Zadecyduj, jakie treści będą się ukazywać na blogu o Egipcie!

Pomóż mi dostosować treści na moim blogu do Twoich potrzeb i zainteresowań i odpowiedz na 16 pytań w anonimowej ankiecie.
 
Chcę wypełnić ankietę
close-link
Pokaż link do ankiety