Wielka Piramida w Gizie to ulubiony temat dla wyznawców pseudonauki. Spośród zachowanych do dzisiaj tysięcy zabytków starożytnego Egiptu to właśnie piramida Cheopsa stanowi główne źródło fantastycznych spekulacji z pogranicza fikcji i zaburzeń psychicznych.

Trudno powiedzieć, dlaczego niektórzy ludzie dają wiarę pseudonaukowym opowieściom wyssanym z palca. Jak to możliwe, że niektórzy są podatni na wszelką pseudonaukową i paranormalną bzdurę i chłoną ją niczym gąbka. A każda próba naprowadzenia ich na racjonalny tor myślenia wywołuje gwałtowny sprzeciw (a nawet fizyczną agresję) zamiast spodziewanej refleksji.

Czy w objęcia takich hochsztaplerów jak von Däniken wpycha brak wiedzy?

W większości przypadków chyba tak jest. Ale co z tymi niby wykształconymi, posiadającymi dyplomy po kierunkach ścisłych, takich jak fizyka, biologia, chemia, matematyka itd.? Czyżby to kwestia subtelnej struktury konkretnego umysłu? Czyżby jakaś poważna trauma w przeszłości poprzestawiała szare komórki? A może to poważniejsze zaburzenie psychiczne?

Szpitale psychiatryczne pełne są agentów z kosmosu i demaskatorów spisków, ale to wcale nie znaczy, że trafia tam każdy, kto mija się z rozumem. Jeśli ktoś wierzy w boga Jahwe, który stworzył świat zaledwie kilka tysięcy lat temu i wysłał swojego długowłosego syna hippisa z misją – projektem duchowym do Palestyny, obdarzając go mocą wskrzeszania zmarłych, wcale nie musi być chory psychicznie. Może po prostu ulega niezwykle silnej presji kulturowej.

Skłonność do myślenia magicznego towarzyszy nam zapewne od początku istnienia naszego gatunku.

Metoda naukowa, racjonalność, refleksja poznawcza jest wartością dodaną, rzeczą niezmiernie ważną w rozwiniętej cywilizacji, lecz po prawdzie wymuszoną i wciąż mentalnie nam obcą. Racjonalne myślenie: ciało obce, kłopotliwe i nieodgadnione dla ludzkiego umysłu wymaga nieustannego treningu. Wolimy pozostawać w wygodnym kręgu nieskrępowanych logiką schematów myślenia.

Dlatego ufamy własnym emocjom, a nie jakimś podejrzanym naukom. Emocje dyktują nam, co jest prawdą, a co jest fałszem, nie potrzebujemy cynicznych i skorumpowanych pośredników. Dzięki emocjom ufamy naszym przesądom, po swojemu radzimy sobie z prozą życia, czując się bezpiecznie we własnej skórze.

Lubimy odwoływać się do uczuć i odczuć dużo bardziej niż do rozumu.

Bo nasze stany emocjonalne to zwykle jedyne dostępne nam bez wysiłku kryterium oceny „prawdziwości” rzeczy. Nikt nam nie będzie wmawiał, że rzeczywistość wygląda inaczej… niż chcemy, żeby wyglądała.

Jeśli nauka i zwykłe codzienne doświadczenie kłócą się z niczym nie popartymi hipotezami, wiarą w ufoludki, lewitację, kreacjonizm, telekinezę, płaską ziemię, bogów, magię, telepatię, długopisy energetyczne, metempsychozę, zmartwychwstanie, chembustery i wodę święconą itp. itd., to tym gorzej dla nauki. Jak i dla codziennego doświadczenia, którego pustka i banalność musiałyby skutkować rozpadem osobowości u niektórych ludzi, gdyby nie działał jakiś magiczny system obronny.

Zbyt często mówią nam, że wiara czyni cuda, a nawet tworzy rzeczywistość, na przykład przenosi góry. Otóż nie, wiara prowadzi tylko do niej samej.

To homeostatyczny układ zamknięty pożerający umysł nieświadomego żywiciela. Uparta wiara w pseudonaukowe brednie przeczące zasadom fizyki, zwłaszcza zasadom termodynamiki, czyli oparta na prostackim chciejstwie i amatorskich dociekaniach przy kuchennym stole zamiast w laboratorium, może stworzyć co najwyżej świra. Bowiem jeszcze nigdy nie stworzyła geniusza.

Mój artykuł powstał w odpowiedzi na pseudonaukowe reminiscencje wyników badań piramidy Cheopsa w Gizie, o których można przeczytać na stronie PAP-u (Naukowcy: piramida Cheopsa skrywa puste przestrzenie). Kolejne prześwietlenia bryły tej najbardziej znanej starożytnej budowli, mniejsza o stosowaną przez naukowców metodę badawczą, rzekomo dowiodły istnienia wewnątrz niej jakichś nieznanych pustych przestrzeni.

Oczywiście nikt nigdy nie twierdził ze stuprocentową pewnością, że w konstrukcji o strukturze klockowej nie mogłyby znajdować się miejsca puste, chociaż odruchowo zakładano, że takowych nie ma. Zapewne takie puste przestrzenie istnieją i wcale niewykluczone, że jest ich dość dużo. Ale uleganie zbyt daleko idącym skojarzeniom z jakimiś sekretnymi komnatami jest niewskazane. Bo jest to hipoteza zbyt fantastyczna, aby mogła być prawdziwa. I jak dotąd całkowicie nieweryfikowalna od strony naukowej.

Puste przestrzenie w piramidzie świadczą… o pustych przestrzeniach i o niczym więcej.

Nie wszystkie bloki wewnątrz piramidy ściśle przylegają do siebie. Są tam odstępy, a bloki kamienne różnią się wielkością. Szczeliny w głębszych warstwach mogą być dużo szersze i wypełnione mniejszymi kamieniami bądź rumoszem czy wręcz piaskiem. Wszystko po to, aby zaoszczędzić na cennym czasie i kosztach budowy. Na jakimś radarze może to wyglądać jak plątanina wąskich korytarzy niby-labiryntu. Jednak wnioskując od początku o intencjonalnie pobudowanych, a następnie ukrytych na długie wieki komnatach niebezpiecznie zbliżamy się w rejony fikcji. Nie da się takich hipotez poprzeć niczym innym niż fantazja.

Ale wiedzącym inaczej wcale nie dość samych komnat. Pytanie z ich strony nasuwa się samo: co tam jest ukryte i dlaczego ukryte? Bo że ukryte, to chyba jasne. Zwolennicy najbardziej absurdalnych teorii chcieliby znaleźć skarbce z jakąś nieznaną wiedzą egipskich kapłanów, może zapisaną na dyskach CD lub innych nośnikach, które zdołamy odczytać, jeśli nie wręcz pozaziemską technologię, która co prawda w niczym nie pomogła starożytnym Egipcjanom, by mogli przetrwać i uczynić swe państwo potęgą, ale nas wywiezie wprost do najdalszych gwiazd.

Pośród piramid towarzyszących Wielkiej Piramidzie w Gizie. Fot. Kamil Zachert

Przeprowadziłem bardzo dużo rozmów na powyższy temat. Głównie podczas moich prelekcji popularnonaukowych o Egipcie. Zdarzali się dyskutanci o niezłym poziomie wiedzy ogólnej, ale też wielbiciele sience fiction okopani na własnych stanowiskach i próbujący przeforsować absurdalne teorie. Jak z tymi drugimi rozmawiać? To bardzo trudne zadanie i raczej z góry skazane na niepowodzenie. No bo jak poradzić sobie na przykład z bzdurą o samoostrzących się żyletkach wewnątrz piramidy? Nie tylko tej wielkiej w Gizie, ale również takich miniaturowych, wyrabianych z drutu przez różnych nawiedzonych majsterklepków.

Albo zagadkę rzekomo niepsującego się mięsa, działania energii zapewniającej temu, kto się napromieniuje w piramidzie, lub pod nią, hajs i dobre samopoczucie. Jakim cudem ta rzekomo sprzyjająca nam „kosmiczna energia” wie, na czym polega szczęście według norm neoliberalnych i ochoczo wspiera takie ludzkie namiętności, jak chciwość i egoizm, zamiast raczej je zwalczać? Czyżby ziemski porządek społeczny i polityczny był zgodny z porządkiem Kosmosu?

Nie wiem, czy wiara w energię piramid wynika z ignorancji względnie z zaufania do fałszywych autorytetów, którzy potrafią każdą bzdurę ubrać w efektowne szaty pseudonauki, czy z myślenia magicznego.

Zapewne wszystko po trochu. Ale ktoś przecież dał temu początek. Można doszukać się źródeł pseudonauki już w czasach starożytnych, na przykład u Herodota, gdy idzie o budowę największej piramidy. A co do rozmaitych energii z niej się wydostających lub w niej zamkniętych, zapisanych tam przepowiedniach dla świata, to dalekie echo neoplatonizmu. Jest to po prostu ordynarny plagiat z naiwnej antycznej „wiedzy”. Kto sięga do źródeł, ten po prostu zdaje sobie z tego sprawę i nie powtarza głupot. A już w żadnym razie nie uważa się za wtajemniczonego depozytariusza prawdy niedostępnej dla tępaków z Yale czy z Harvardu.

Na wolnym rynku da się opublikować każą bzdurę, która może się dobrze sprzedać.

Instytucje naukowe nie monitorują prywatnych wydawnictw, ani nie posiadają narzędzi prawnych, by zapobiec ukazywaniu się książek dla idiotów. Ale ludzie, niestety, stają się takimi z własnej woli. Niemożność dotarcia do publikacji naukowych dostępnych zwykle tylko na uniwersytetach niczego nie tłumaczy. Bo elementarną wiedzę na jakiś temat można znaleźć również w publikacjach popularnych. Adeptów pseudonauki napędza lenistwo intelektualne i opór przed przyznaniem się (choćby tylko przed sobą) do własnej piramidalnej ignorancji.

Tajemnicze komory w Wielkiej Piramidzie to taka sama sensacja jak ukryta komnata z pochówkiem Nefertiti (Echnatona, Wielkiej Stopy, Misia Gogo?) w grobowcu Tutanchamona w Dolinie Królów. Media przekazują wiadomość, po czym dowolnie spekulują, podgrzewając atmosferę, bo taka ich rola. Nawiedzeni tropiciele tajemnic mają swoje pięć minut. Ale co z tego wynika dla nauki? No cóż, ta jest cierpliwa.

Zobacz inne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to a friend