Zapach Gór Tebańskich i lekcja przemijania

Teby Zachodnie to najpiękniejsze miejsce w Egipcie. Fot. Kamil Zachert

Góry Tebańskie to więcej niż krajobraz. To żywy zapach przeszłości i poczucie obecności. Ciekawe, jak starożytni Egipcjanie próbowali tu oszukać śmierć i czas.

Góry Tebańskie – może nie są ogromne, ale zawsze robią na mnie silne wrażenie, kiedy zbliżam się do Luksoru. Ukazują się na horyzoncie jako zapowiedź kolejnej, ekscytującej przygody. Niosą w sobie obietnicę obcowania z tajemniczą przeszłością i doznawania wrażeń wynikających z obecności w świecie jakże odmiennym od tego, w którym dorastałem. Bo te góry, nazywane z arabska „dżeblem”, oznaczają dla mnie nie tylko piękny widok, ale przede wszystkim kojarzą się ze wszystkimi dobrymi chwilami, jakie przeżyłem u ich stóp w ciągu ostatnich 20 lat. Może zaskoczę cię, wyznając, że czuję nawet ich zapach. Naprawdę. To zapach skał wapiennych wymieszanych z piaskiem, który, niesiony wiatrem po całych Tebach Zachodnich, zbiera woń gotowanych potraw, wysuszonego nawozu, ceglanego mułu i mocnych przypraw – kminu, pieprzu, czosnku.

Góry Tebańskie w ostatnich promieniach zachodzącego słońca w Luksorze. Fot. Kamil Zachert

Góry Tebańskie w ostatnich promieniach zachodzącego słońca w Luksorze. Fot. Kamil Zachert

Powietrze bogate jest w aromaty. Krajobraz przywołuje wspomnienia. Dźwięki wiatru przemieszczającego się między szczelinami bloków w starożytnych grobowcach opowiadają prastare historie. Większość z nich trzeba sobie samemu dopowiedzieć, uruchomić wyobraźnię plastyczną – dostrzec to, czego pozornie nie widać, a co stanowi ukryte piękno tebańskich okolic. Nazywam ten skarb poczuciem obecności. Może to dziwne, ale nigdy nie czuję się sam u podnóża dżebla. Zawsze ktoś lub coś jest tam ze mną. Kiedyś, bardzo dawno temu, znalazłem w dalekich dolinach podpis romantycznego wędrowca ze starożytnych czasów, który podobnie jak ja, przyszedł w ustronne miejsca, aby kontemplować majestat czasu. Po cóż innego poszedłby aż tak daleko? Hori, bo tak miał na imię ów człowiek, jest stale ze mną, kiedy tylko pojawiam się na zachodnim brzegu i stawiam stopę na uświęconej historią i tradycją tebańskiej ziemi.

A czym jest to „coś”, o którym wspomniałem? To przeświadczenie, że jest się tylko cząstką większego planu. Możesz nazwać to religią, choć ja wolę określać ten stan jako pogodzenie się z losem – z przemijalnością, ze śmiertelnością. Zaskakujące, jak dalece różne jest to spojrzenie na góry od tego, które mieli starożytni Egipcjanie. Oni wcale nie godzili się na przemijanie. Robili wszystko, absolutnie wszystko, aby przedłużyć swoje życie w nieskończoność. Tebańskie góry stanowiły gwarancję ich trwania po śmierci. Oddawano im przecież boską cześć, uznając za wcielenie najpiękniejszej bogini Hathor. Nie wiadomo, czy patrząc na dżebel, widzieli tam czystą boskość, czy po prostu zwykłe góry, które stawały się dopiero za sprawą magii formą transcendentną.

Czy prosty fellach miał dostęp do aparatu pojęciowego tak rozbudowanego, żeby dostrzegać we wszystkich kontekstach swojego codziennego życia przejawy czegoś większego od niego samego, od lokalnego zarządcy, od dostojnika… Tego też nie wiadomo. Może po prostu żył prosto, tak jak większość ludzi żyła dawniej i tak jak żyją oni obecnie we wszystkich krainach świata, nie głowiąc się zbytnio nad sprawami niematerialnymi.

A kapłani? To oni ustawili pośrodku doliny Deir el-Bahari kaplicę z przedstawieniem Świętej Krowy, będącej tym samym, co Hathor, będącej tym samym, co góry tebańskie… Co oni widzieli, kiedy zadzierali głowę, aby popatrzeć, jak tebański masyw ozłaca się porannym światłem słonecznym? Czy odczuwali przemijalność, którą postanowili oszukać, drążąc w ziemi głębokie grobowce, ozdabiając je fantazyjnymi dekoracjami i składając w nich bogate wyposażenie „na tamten świat”? A może to, co dostrzegali, jest dla dzisiejszego człowieka nie do pojęcia… Czasem mam takie wrażenie.

Postawisz mi kawę?

Stawiając mi kawę, doceniasz moją wiedzę i doświadczenie, którymi dzielę się z Tobą gratis za pośrednictwem mojej strony internetowej i mediów społecznościowych oraz wspierasz rozwój moich przedsięwzięć w Egipcie.

Postaw mi kawę na buycoffee.to