Wycena klienta i podwójne standardy. O ciemnych stronach egipskiej turystyki

Pytanie o narodowość w Egipcie to rzadko uprzejmość – to szybka wycena klienta. O kulisach naciągania, podwójnych cennikach i patologiach masowej turystyki.
Jeśli nie są pewni, jak potraktować klienta, egipscy sprzedawcy zadają pytania kontrolne. Zawsze o kraj pochodzenia lub narodowość. W przypadku naszych słowiańskich twarzy wątpliwości może budzić to, czy jesteśmy z Polski, czy z Rosji. Najczęściej taka „ciekawość” nie wynika z sympatii. Jest po prostu wyceną rynkową.
Nie mam im za złe, że chcą skorzystać z okazji. Ich zadaniem, jak zresztą każdego handlarza na świecie, jest mnie naciągnąć na kasę, a moim nie dać się zrobić w konia. Od tego przecież mam rozum, doświadczenie i siłę przebicia. Natomiast mam wiele pretensji do systemowego, podpartego egipskim prawem szowinizmu ekonomicznego wymierzonego w cudzoziemców. Moim ulubionym przykładem są podwójne cenniki w kolejach. To jest moim zdaniem hańba dla Egiptu, który dopóki nie zaprzestanie zbójeckich praktyk, będzie w moich oczach krajem trzeciego świata.
Niestety dziwne sytuacje zdarzają się często, co wynika z rozwoju turystyki masowej w Egipcie i funkcjonowania wielu sezonowych, źle przygotowanych biur podróży z niedoświadczoną kadrą. Standardem bywa wymuszanie napiwków i oferowanie za tę samą lub zbliżoną cenę niższej jakości obsługi niż w Europie. Jednakże ci, którzy zarabiają w tym biznesie najwięcej, wcale nie zajmują się naciąganiem turystów. To robią ludzie z niższych szczebli tej drabiny, które są poza jakąkolwiek kontrolą.
Na różnych portalach pojawiają się, zwłaszcza w sezonie, liczne komentarze negatywnie relacjonujące egipskie doświadczenia polskich turystów. Praktycznie wszystkie wymieniają sytuacje skrajnie patologiczne, które ja również uważam za niedopuszczalne: niewypuszczanie pasażerów z taksówki, wymuszanie dodatkowych sum ponad już umówione kwoty, zaniżanie standardu już opłaconej usługi, podszywanie się pod inne biura podróży, a nawet molestowanie.
Należy jednak pamiętać, że uprzejma prośba o bakszysz, z którą typowy turysta spotyka się zdecydowanie najczęściej, nie ma nic wspólnego ze wspomnianymi wyżej sytuacjami. Ciekawość poza miejscami, gdzie odbywa się handel, również nie musi być podszyta interesownością. Podobnie jak uśmiech przypadkowo napotkanych ludzi.
Warto zatem oddzielić cwaniactwo z egipskich bazarów i podwójne standardy państwowych monopoli od zwykłych, ludzkich odruchów. Egipt potrafi bezwzględnie drenować portfele nieuważnych przybyszów, ale nie każdy wyciągnięty gest czy serdeczne spojrzenie mają na celu wyłącznie zysk. Zachowanie zdrowego rozsądku pozwala nie dać się oszukać, a jednocześnie nie zatracić wrażliwości na autentyczną gościnność.







