„Welcome to Alaska!” – opowieść z serca Luksoru

„Welcome to Alaska!” – to chyba pierwsze żartobliwe słowa, które usłyszysz z ust miejscowych Egipcjan od razu po twoim przyjeździe do Luksoru w Górnym Egipcie.
Jeśli akurat jest pełnia lata i z bezchmurnego nieba, niczym z bezkresnego pieca, bucha żar czterdziestu kilku stopni, to na własnej, oblanej gorącymi promieniami słońca skórze odczujesz poczucie humoru mieszkańców tego miasta. A to dopiero początek.
Pierwsze starcie z Orientem
Nagabywany przez niezliczone rzesze agentów hotelowych, właścicieli prywatnych łodzi żaglowych i nachalnych sprzedawców wszystkiego, umęczony podróżnik dociera w końcu do pokoju hotelowego.
Z balkonu na piętrze spogląda na miasto, na przechodzących w dole mężczyzn w powłóczystych galabijach, których ruchliwość i spontaniczny sposób bycia w niczym nie przypomina powściągliwego zachowania przechodniów w Europie. Jest zmęczony, senny… ale przede wszystkim owładnięty tajemniczym czarem Orientu. To przecież zapowiedź doświadczeń, których nie da się przeżyć, siedząc w domu.
Labirynt ulic i codzienne życie Luksoru
Architektura Luksoru to w przeważającej części sieć wąskich i krótkich ulic, które zapełniają miasto niczym cienkie naczynia krwionośne w ciele wielkiego organizmu. Nad nimi wyrastają piętrowe, klockowate domy, wznoszone we współczesnym, co prawda mało estetycznym, ale za to oszczędnym stylu arabskim, na których parterach zachęcają klientów gościnne witryny sklepów.
Obok tych nierzadko wspaniałych salonów istnieją w Luksorze setki skromnych kramików pod gołym niebem, zasilających miejskie gospodarstwa domowe w podstawowe produkty spożywcze pochodzące ze wsi: chleb, owoce i warzywa.
Robienie zakupów w takich miejscach, często ulokowanych w pozornie opuszczonych zaułkach, jest prawdziwą przygodą. Oczywiście każdy kupiec na wschodni sposób stara się zachęcić klienta do zakupu właśnie jego towaru.
Niekiedy jednak trafiają się w bogatszych dzielnicach gustowne salony mody i stylowe wille, które pamiętają czasy, gdy nad Nilem przechadzali się ze swymi żonami elegancko odziani angielscy dżentelmeni. W zadbanych pawilonach handlowych dostać można produkty importowane z zagranicy. Niestety, dla większości Egipcjan są one zbyt drogie.
Korniche el-Nil – salon miejski nad Nilem
Jak każde miasto egipskie, zarówno w czasach kolonialnych, jak i obecnie, również Luksor ma swą główną arterię, która przyciąga tłumy spacerowiczów – Korniche el-Nil.
Ta nowoczesna promenada ciągnie się wzdłuż Nilu z południa na północ. Przy brzegu cumują niezliczone statki pasażerskie, nieraz po pięć w jednym rzędzie. Deptak ożywa po południu i wieczorem, gdy znad rzeki powiewa rześki wiatr, a słońce kryje się za majaczącymi po drugiej stronie skalnymi masywami Teb Zachodnich.
W starożytności góry te uważane były za miejsce magiczne, bramę prowadzącą do krainy zmarłych, a obecnie ich klasyczne, surowe piękno pobudza wyobraźnię także ludzi współczesnych. Liczne ławeczki, ocienione rozłożystymi palmami i krzewami akacji, pozwalają wygodnie kontemplować niezapomniany pejzaż drugiego brzegu rzeki.
Gdzie przeszłość spotyka teraźniejszość
Starożytność wydaje się o wiele bliższa, jeśli tylko wyobrazimy sobie, że być może ktoś w zamierzchłej przeszłości odpoczywał w tym samym miejscu, rozmyślając o podobnych sprawach – o bezbronności człowieka wobec bezmiaru czasu i kruchości jego życia.
Przeszłość tworzy szczególny związek z teraźniejszością, żyją w symbiozie i wzajemnie się wzbogacają. Czym byłby dzisiejszy Luksor bez zabytków z dawnych czasów? Jak żyliby mieszkający tutaj ludzie, gdyby nie obecność zagranicznych podróżnych spragnionych kontaktu z czymś mistycznym i nieznanym?
Z turystycznego autobusu wysiada kilkuosobowa grupa Amerykanów. Turyści podchodzą do ogrodzenia otaczającego pozostałości majestatycznej świątyni boga Amona. Za chwilę przekroczą bramę wejściową i spojrzą w oblicze ogromnego, kamiennego posągu króla Ramzesa, najsłynniejszego z faraonów, strzegącego pylonów świątyni. Na ich twarzach maluje się podniecenie, kilkoro unosi ręce, zapewne modląc się lub dziękując losowi za to, że przywiódł ich w to miejsce.
Na ścianach starożytnych egipskich grobowców znajdują się przedstawienia, w których jacyś nieznani nam artyści sprzed tysiącleci utrwalili podobne sceny: grupy pielgrzymów idące złożyć hołd bóstwu, ręce wzniesione w geście uwielbienia.
Świetność dawnego Egiptu zatarły piaski, ale jego duch wciąż pozostaje między nami.







