Dzisiaj mija 100 lat od odkrycia przez Howarda Cartera miejsca pochówku faraona Tutanchamona i jedynego niewyrabowanego grobowca królewskiego w Dolinie Królów.

Odkryciem w Dolinie Królów od początku interesowała się prasa. Świat szybko obiegła informacja o bajecznych skarbach faraona Tutanchamona. Imię „wskrzeszonego” młodego władcy z XVIII dynastii stało się odtąd na równi z Cheopsem, Ramzesem II, Hatszepsut czy Kleopatrą synonimem kultury starożytnego Egiptu.

Ale nawet renomowane tytuły, goniąc za sensacją, schodziły też do poziomu brukowców. Wtedy wymyślono tzw. klątwę Tutanchamona. Na baczność stanęli również egiptolodzy niezbyt przychylni Carterowi, który długo uchodził w tym środowisku za szczwanego dyletanta, człowieka upartego i konfliktowego.

Powód niechęci do odkrywcy był banalny i oklepany – ludzka zawiść. A także trochę wstydu, bo Carter udowodnił, że dyplomowani koledzy po fachu mylili się w sprawie Doliny Królów. Rzekomo miała być do cna wyczerpana pod względem archeologicznym.

Niektóre zarzuty przeciwników Cartera były dość poważne. Sugerowano, że wykradł część wyposażenia grobowca Tutanchamona. Czy rzeczywiście to zrobił?…

Powinności archeologa dżentelmena

Zachowanie naukowca sprzed 100 lat może budzić kontrowersje. Bo Carter naprawdę wszedł do grobowca przed jego oficjalnym otwarciem. Nietrudno dziwić się jego emocjom. To było jego odkrycie, nie chciał czekać, aż mu pozwolą.

Ale trzeba też wiedzieć, że ówczesne standardy prowadzenia badań archeologicznych były ogólnie dalekie od zasad obowiązujących współcześnie. Mogły zdarzyć się gorsze rzeczy niż koncert przed premierą.

Teren wykopalisk był miejscem prawie publicznym. Carter był angielskim dżentelmenem i nie mógł wykręcić się od powinności towarzyskich. Toteż oprowadzał po stanowisku różnych utytułowanych gości i zaspokajał ich ciekawość. Niezliczone grupy turystów skutecznie dezorganizowały pracę archeologów.

Do szczególnych natrętów zaliczała się królowa Belgów, Elżbieta, która wkrótce po oficjalnym otwarciu komory grobowej w dniu 17 lutego 1923 roku zjawiała się na stanowisku aż czterokrotnie! Za każdym razem przerywano pracę i zajmowano się ważnym gościem i jego świtą.

Do tego dochodziły trudności ze strony egipskiej służby starożytności oraz wszechobecna biurokracja i niekompetencja we władzach wszystkich szczebli. Poniekąd znamy ten arabski bałagan do dzisiaj. Wszyscy czują się ważni i kompetentni, ale jak przychodzi podjąć decyzję, to kładą uszy po sobie i czekają na wytyczne z Kairu.

Sponsor na wagę złota

Każdy archeolog zadaje sobie pytanie: „kto może płacić za moje wykopaliska?”. W czasach Howarda Cartera wcale nie było lepiej. Pasje naukowe łączono z działalnością marketingową, która polegała na przekonywaniu do swoich idei bogatego sponsora.

Niestety nie istniała jeszcze oferta crowdfundingowa. Dlatego pożądanym mecenasem stawała się instytucja typu akademia bądź muzeum. Ale ta wysyłała do Egiptu swoich własnych ludzi i rzadko brała kogoś z zewnątrz.

Nadzieją dla licznych pionierów egiptologii stawał się zamożny amator marzący o tym, aby część zabytków trafiła do jego prywatnych zbiorów. Właśnie taki początek miały słynne dziewiętnastowieczne kolekcje Salta, Drovettiego czy polskiego hrabiego Tyszkiewicza.

Wróćmy do Cartera.

Wyleciał z pracy w służbie starożytności, bo naraził się przełożonym jakąś awanturą w Sakkarze i za nic nie chciał przeprosić. Sprawa otarła się o międzynarodową dyplomację. Ale jeden z jego ustosunkowanych kolegów, Gaston Maspero, mimo to komuś ważnemu go polecił.

Szefem Howarda Cartera został od tej pory sir George Edward Stanhope Molyneux Herbert, piąty lord Carnarvon, przebywający w Egipcie w celach zdrowotnych. Był to człowiek bardzo zamożny, posiadał też koncesję na wykopaliska w Egipcie. Nie miał jednak doświadczenia w archeologii. Interesował się głównie wyścigami samochodowymi.

Począwszy od 1909 r. Carter i jego nowy sponsor pracowali już razem. Lord firmował swoim nazwiskiem wszystkie odkrycia. Taka sytuacja, dowodząca odwiecznej przewagi materii nad duchem, z pewnością nie była przyjemna dla Cartera. Ale nie ulega wątpliwości, że obaj panowie utworzyli zgrany duet.

Odkrycie grobowca Tutanchamona

Dzięki determinacji Cartera i hojności lorda Carnarvona, który zgodził się zapłacić po raz ostatni za kilkuletnie wykopaliska, w dniu 4 listopada 1922 r. nastąpiło odsłonięcie w Dolinie Królów schodów prowadzących pod ziemię…

26 listopada 1922 r. archeolodzy stanęli przed opieczętowanym wejściem do jak dotąd jedynego nietkniętego przez starożytnych złodziei grobowca królewskiego z XVIII dynastii.

Właśnie w kontekście tak spektakularnego odkrycia przeszedł do historii słynny dialog, w rzeczywistości nigdy nieistniejący, który C. W. Ceram w swojej powieści o archeologii pt. Bogowie, groby i uczeni oddał następująco:

W pierwszej chwili Carter nic nie może rozpoznać. Potem jednak jego oczy przyzwyczajają się do chybotliwego światła. Dostrzega zrazu niewidoczne kontury, potem cienie pojedynczych przedmiotów, odróżnia kolory, widzi coraz wyraźniej, co zawiera komora za tymi drugimi, opieczętowanymi drzwiami. Nie wydaje z siebie żadnego okrzyku zachwytu. Milczy… Dla czekających przy nim osób chwile te wydają się wiecznością. W końcu Carnarvon nie mogąc dłużej znieść tej niepewności pyta: „Czy widzi pan coś?”.
Howard Carter odwraca się powoli. Wzruszony do głębi duszy odpowiada jakby urzeczony: „Tak jest. Widzę cudowne rzeczy”.

Na stronie The Griffith Institute można zobaczyć wystawę o odkryciu grobowca Tutanchamona składającą się z archiwalnych cyfrowo pokolorowanych zdjęć Harry’ego Burtona, współpracownika Howarda Cartera.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
author image

Autor: Kamil Zachert

Podróżnik, fotografik, uczestnik polskiej misji archeologicznej w Deir el-Bahari w okolicy Luksoru, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz inne artykuły

Inshallah. Jak to rozumieją Egipcjanie?
Samotny wędkarz na aleksandryjskim wybrzeżu
Lampa egipska
Jezioro w egipskiej oazie Baharija
Jak poderwać Egipcjankę?
Egipska feluka na Nilu w Luksorze

Zadecyduj, jakie treści będą się ukazywać na blogu o Egipcie!

Pomóż mi dostosować treści na moim blogu do Twoich potrzeb i zainteresowań i odpowiedz na 16 pytań w anonimowej ankiecie.
 
Chcę wypełnić ankietę
close-link
Pokaż link do ankiety