Jedyny obraz prawdziwego Egiptu nie istnieje, bo jego rzeczywistość ulega różnym interpretacjom, zależnym od kontekstu i środowiska, w jakim się tam znajdujemy.

Refleksja na ten temat tkwiła w mojej głowie od zawsze. No, może nie od zawsze, ale od czasu, kiedy zacząłem poznawać Egipt głębiej, kiedy zacząłem poświęcać mu większość mojego czasu.

Był taki moment, który na szczęście trwał krótko, kiedy wydawało mi się, że coś tam wiem na temat tego kraju. No, nie da się ukryć, że „coś” wiem. Na pewno trochę więcej niż przeciętny turysta przyjeżdżający do Egiptu na wakacje czy rezydent z Hurghady. Może nawet dość, żeby w pewnym zakresie mojej wiedzy uchodzić za eksperta.

Ale szybko okazało się, że zasób moich dotychczasowych wiadomości jest niewystarczający. Ciągle wyczuwałem istnienie pewnej luki poznawczej. Nie dawało mi to spokoju. I właściwie nie daje mi spokoju aż do dzisiaj. I jak przypuszczam, nigdy nie da mi spokoju.

W poszukiwaniu prawdziwego Egiptu

Rzecz, o której zagadkowo się rozpisuję, jest w istocie dość oczywista. To znaczy staje się taką, kiedy człowiek uświadomi sobie, jak jest trafna i pozornie nie odkrywcza. A nawet, można by powiedzieć, że banalna, bo może dotyczyć społeczności dowolnego kraju.

Wszystko polega na tym, że kiedy już się wyruszy w podróż do Egiptu, to nie da się być jednocześnie w każdym miejscu na terenie tego kraju. Nie da się spenetrować każdego zaułka, porozmawiać z każdą napotkaną po drodze osobą, doświadczyć tam wszystkiego, czego można by doświadczyć.

Co więcej, nawet jeśliby te wszystkie interesujące miejsca i wszystkie ludzkie postacie w jakichś sposób pogrupować, aby ułatwić sobie zadanie, to i tak nie da się ogarnąć tego wszystkiego ani za jednym razem, ani za wtórym. Właściwie to nigdy, ponieważ istnieją okoliczności, pewne luki poznawcze, które zasnują mgłą jednolity z pozoru obraz Egiptu.

Co mam konkretnego na myśli? Otóż fakt, że spora część moich egipskich doświadczeń i zdobytej wiedzy o egipskim społeczeństwie wynika z kontaktów z Egipcjanami o niższym lub rzadziej średnim statusie społecznym i ekonomicznym. Dlatego, że właśnie w takie środowisko trafiłem od początku.

Codziennie pracowałem z egipskimi robotnikami na wykopaliskach. Byłem zapraszany do ich domów, na uroczystości rodzinne. Jadałem z nimi skromne potrawy na podłodze w pomieszczeniach, które w bogatszych domach są salonami, ale w tym wypadku były to nierzadko również przedsionki, pół-obory, główne sypialnie. Piłem z nimi z tego samego kubka wodę z beczki.

Wykopaliska archeologiczne w Egipcie
Na tym zdjęciu znajduję się w otoczeniu egipskich pracowników archeologicznej Misji Skalnej w Deir el-Bahari, w której uczestniczę od 2003 roku. Fot. Archiwum domowe

I bardzo cieszyłem się, że poznaję prawdziwą stronę Egiptu. Bo rzeczywiście nauczyłem się od nich bardzo dużo o Egipcie, ale tylko z jednego, ich organicznego punktu widzenia.

W świecie kilku żon i ludwików

Bywałem również w takich domach w Górnym Egipcie, w których oknach wisiały ciężkie zasłony, a każda ze ścian podparta była meblami w stylu „rokokoko” (nawiązując do kultowej polskiej komedii). Ktokolwiek bywał w mieszkaniach na Bliskim Wschodzie, ten wie o co mi chodzi.

Często takimi meblami à la Ludwik XV dekoruje się w Egipcie pokoje i loże hotelowe. Ten styl nawet mi się podoba, choć z początku było mi trudno się do niego przyzwyczaić. Zawsze intrygowała mnie armatura łazienkowa, zwłaszcza klimatyczne różowe lub zielone sedesy. W ostatnich latach chyba znikły z rynku.

Kamil Zachert w egipskim mieszkaniu
Siedzę na typowej egipskiej sofie w stylu Ludwik nie-wiadomo-który. Fot. Archiwum domowe

Ale tu już mowa o bogatszych domach, w których ludziom żyje się całkiem wygodnie, bo nie muszą troszczyć się aż tak bardzo, jak znacznie gorzej sytuowani, o chleb nasz powszedni. Więcej pieniędzy przeznaczają na rozbudowę i wystrój domów. Nie są to beneficjenci dodatków żywieniowych w naturze, tak popularnej w Egipcie formie rządowej zapomogi.

Niektórzy z tak bądź lepiej mieszkających moich egipskich przyjaciół z Górnego Egiptu mają po dwie lub nawet i trzy żony. Regularnie opłacają korepetycje i wysyłają swoje dzieci na dobre kierunki studiów w Kairze. Niektórzy chcą nawet za granicę. A nawet jeśli nie dadzą rady, to przynajmniej mają o czymś takim śmiałość pomyśleć.

Przed ich domami stoją wcale niezłe auta koreańskie lub japońskie. Nie jakieś stare trupy, tylko nowe lub przynajmniej kilkuletnie. W wielu wypadkach kupione dzięki menedżerowaniu przy obsłudze turystów, wysokiemu stanowisku w urzędzie, prowadzeniu sklepu czy innego biznesu. W Egipcie dużo się zmieniło w ciągu ostatnich 20 lat.

I to również jest Egipt prawdziwy, ale jakże inny od Egiptu pucybutów, dozorców, obsługi hotelowej czy robotników niewykwalifikowanych.

Klasa ludzi odjechanych w drugą stronę

Natomiast jeszcze nie znam nikogo w Egipcie, kto miałby tych anegdotycznych żon ze cztery, własny jacht lub samolot. Albo posiadałby choć własną willę w jakimś kurortowym ośrodku względnie w zaciszu nad morzem. Traktuję ten wątek jak czerwoną linię oddzielającą znany mi Egipt od zupełnie niewiadomego.

Krótko mówiąc, nie znam egipskiej wyższej klasy średniej, zarządzającej dużymi biznesami, a już zwłaszcza ludzi wyjątkowo zamożnych. Takich, których działalność w sektorach przemysłowych i finansowych wpływa istotnie na gospodarkę Egiptu.

Natomiast oni również żyją tak, jakby byli na moim miejscu, tyle że w drugą stronę. Bo około 10-procentowy wierzchołek egipskiego społeczeństwa nie wie praktycznie nic o życiu warstw niższych, których w Egipcie jest większość.

To oddzielne światy, które łączy tylko język, pochodzenie i wspólna przestrzeń egzystencjalna, nazywana szeroko Egiptem. Poza tym zupełnie nic. Ani ekonomicznie, ani mentalnie, ani obyczajowo.

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia w egipskiej restauracji

Pamiętam, jak pewnego razu, przy okazji jednej z wypraw do Egiptu, wszedłem do wystylizowanej restauracji w Kairze. Ale nie takiej, gdzie można spotkać zagranicznych turystów, bo to byłby kicz nad kicze. Chodzi o restaurację naprawdę wyjątkową, gdzie już od progu czuło się „lepszy gust”.

Rzuca mi się w oczy stół w głębi pomieszczenia, trochę na uboczu. Siedziały przy nim dwie tęgie pary: dwóch mężczyzn w garniturach i dwie kobiety ze złotymi ozdobami. Zapewne małżeństwa w starszym wieku. Wszyscy eleganccy, dyskretni i całkowicie, jak mi się zdało, eteryczni, jakby z innego świata.

Panie zajęte były rozmową, podczas której używały zaskakująco dyskretnej gestykulacji. Panowie sennymi, faraońskimi oczami wodzili wokół, nie bardzo przejmując się otoczeniem. Spojrzeli na mnie przez chwilę… I ja na nich spojrzałem. I nawet nie musieli nic mówić, bo to się wyczuwało od razu.

Jednego z owych egipskich baszów nazwałem w myślach „Panem Bawełną”, a drugiego „Panem Ropą Naftową”. A może to byli ważni dostojnicy państwowi lub też wojskowi? Niestety nie mam dostępu do świata egipskiej władzy. Podobnie jak do środowiska generałów w egipskiej armii.

A to przecież również jest Egipt. Jak najbardziej prawdziwy.

Czy da się ogarnąć prawdziwy Egipt?

Podsumowując, dokonałem pewnego uproszczenia, sygnalizując istnienie zaledwie trzech warstw czy klas społecznych w Egipcie i trochę puszczając oko w sprawie liczby żon jako miernika bogactwa. Nie chodzi mi teraz o bardziej szczegółowe analizy.

Wystarczy wiedzieć, że w rzeczywistości linii społecznych podziałów w Egipcie jest więcej i nie zawsze przebiegają one tylko wedle kryteriów zamożności, choć to najważniejszy wyznacznik. Znaczenie ma też to, o którą część Egiptu rozmawiamy, jak gdzieś wygląda lokalna tradycja, dostęp do rynku pracy, a nawet czy istnieje zjawisko migracji zarobkowej itd. Będę rozwijał temat przy innych okazjach.

Chcę zwrócić uwagę na ważną rzecz, która praktycznie wymyka się świadomości typowego turysty, który raz czy dwa razy odwiedził Egipt, nie wychylając nosa poza hotel w Hurghadzie czy w innym kurorcie. Nie istnieje i nigdy nie istniał nad Nilem twór społeczny i kulturowy, który można by określić mianem prawdziwego Egiptu.

Choćbym nie wiem, jak bardzo starał się być dociekliwy i uważny, nie mam szans poznać Egiptu jako całości i z radością ogłosić osiągnięcie celu, bo nie ma tam czegoś takiego, jak dająca się tam ogarnąć całość. Poddają się tym faktom nawet sami Egipcjanie.

To, w jaki sposób postrzegamy Egipt, zależy od okoliczności naszego pobytu i od środowiska, w jakim się znajdujemy. Dla każdego z nas prawda o Egipcie będzie wyglądała trochę inaczej.

Czy zatem znam ów naprawdę prawdziwy Egipt? Spróbuję odpowiedzieć na tak zadane pytanie trzema krótkimi zdaniami:

Janse, że tak.

Oczywiście, że nie.

A właściwie to zależy… 🙂

Postawisz mi kawę?

Stawiając mi kawę, doceniasz moją wiedzę i doświadczenie, którymi dzielę się z Tobą gratis za pośrednictwem mojej strony internetowej i mediów społecznościowych oraz wspierasz rozwój moich przedsięwzięć w Egipcie. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Postawisz mi kawę?

Stawiając mi kawę, doceniasz moją wiedzę i doświadczenie, którymi dzielę się z Tobą gratis za pośrednictwem mojej strony internetowej i mediów społecznościowych oraz wspierasz rozwój moich przedsięwzięć w Egipcie. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

author image

Autor: Kamil Zachert

Przewodnik po Egipcie i promotor kultury egipskiej, uczestnik wykopalisk archeologicznych w Egipcie i innych badań naukowych związanych z Egiptem, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz inne artykuły

Na Gebel Ragab nie wszystko idzie zgodnie z planem
Grafika przedstawiająca egipskie zombie
Uboga Egipcjanka
Bazar w Kairze
Polski Egipcjanin na YouTube
Starożytny pylon na tle zachodzącego słońca w Tebach zachodnich koło Luksoru

Zadecyduj, jakie treści będą się ukazywać na blogu o Egipcie!

Pomóż mi dostosować treści na moim blogu do Twoich potrzeb i zainteresowań i odpowiedz na 16 pytań w anonimowej ankiecie.
 
Chcę wypełnić ankietę
close-link
Pokaż link do ankiety