Czekałem spokojnie na zielone światło, a gdy już błysnęło, dziarsko wkroczyłem na zebrę. Naprzeciw mnie ruszył tłum wściekłych zombies po pracy.

Walili całą szerokością przejścia prosto na mnie i nie zamierzali usunąć się z drogi. Bo to Polska właśnie. Jak tu ich wyminąć, by nie doszło do kolizji?

Moi rodacy, chcąc przejść na drugą stronę ulicy, zawsze rozłażą się na wszystkie strony i wpadają na idących z naprzeciwka niczym jacyś tępi zombies. Nie rozumiem tego. Przecież byłoby lepiej, gdyby od razu ustawili się na pasach w taki sposób, żeby się ciągle nie zderzać lub nie zmuszać się do robienia slalomu.

Polak na przejściu dla pieszych

Najbardziej wkurza mnie, że za każdym razem trafiam na świętą krowę, której to ja muszę schodzić z drogi. Dlatego kiedyś zrobiłem niewinny eksperyment. Wybrałem na pasach idealnego ochotnika do moich badań. Gość z zaciętą miną i korpo-szaleństwem w oczach, któremu najwyraźniej „gdzieś się spieszyło”.

No więc pędzą do siebie dwie fortece wypełnione ładunkiem bomb. Która pierwsza wymięknie i usunie się z drogi?

Typek niemal wszedł mi na głowę, wydając z siebie charakterystyczne, wściekłe ni to cmoknięcie, ni to syknięcie. Znasz to dobrze, to jest bardzo polskie. Chyba do ostatniej chwili uważał, że to ja powinienem go wyminąć, a nie on mnie. I zapewne jakoś bym wyminął, lecz nie tym razem.

Dla mnie to była prowokacja, stołeczny dupek o tym nie wiedział. Jego zachowanie wynikało z samolubnego stylu życia. To świat miał się do niego dostosować, a nie on do świata.

Polskim przechodniom brak ogłady i egipskiego wdzięku.

Zręczny egipski chaos

W Egipcie również jest samowolka, choć trochę innego rodzaju. Tam też nie zważa się na porządek na przejściach dla pieszych, ale już sygnalizacja świetlna służy tylko i wyłącznie do dekoracji.

Egipcjanin przechodzi przez jezdnię, gdzie chce i kiedy chce, ryzykując zdrowiem i życiem.

W niektórych miejscach, choć bardzo nielicznych, obowiązują z pozoru cywilizowane zasady. Lecz jak tylko błyśnie zielone światło, to zaczyna się epoka kamienia łupanego. Wtedy mogę poczuć się trochę jak u siebie w domu, lecz z taką różnicą, że Egipcjanie nie zderzają się ze sobą.

W Kairze też chciałem doświadczyć stratowania mnie na przejściu dla pieszych. Ale nie udało mi się. Uczestnik tajnego eksperymentu zręcznie mnie wyminął, posyłając szeroki uśmiech i ciepłe słowa: „Welcome to Egypt”.

author image

Autor: Kamil Zachert

Podróżnik, fotografik, uczestnik polskiej misji archeologicznej w Deir el-Bahari w okolicy Luksoru, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz inne artykuły

Park archeologiczny na Kom el-Dikka w Aleksandrii. Przechadzka po greckiej stolicy Egiptu
Brama do parku Maryland na Heliopolis w Kairze
Kiedy starożytny Egipt upadł i jak to się stało?
Halloween w Egipcie, czyli przebieranie się za mumię
Wyprawa do Tell el-Amarna w Środkowym Egipcie
Uczestnik wycieczki do Egiptu z Polskim Egipcjaninem

Zadecyduj, jakie treści będą się ukazywać na blogu o Egipcie!

Pomóż mi dostosować treści na moim blogu do Twoich potrzeb i zainteresowań i odpowiedz na 16 pytań w anonimowej ankiecie.
 
Chcę wypełnić ankietę
close-link
Pokaż link do ankiety