Spróbowałem tej usługi parę razy w Kairze i szybko wróciłem do tradycyjnych czarno-białych taksówek. Wszystko byłoby OK, gdybym nie chciał zamówić Ubera w godzinach szczytu. Niestety popełniłem ten błąd.

Egipscy taksówkarze mają poważny kłopot. W 2018 roku egipski sąd odrzucił ich pozew zbiorowy przeciwko firmie Uber, w którym oskarżyli Amerykanów o łamanie prawa i nieuczciwą konkurencję. Chodzi o to, że Uber wykorzystuje jako taksówki prywatne samochody kierowców niemających licencji na przewóz osób. Sprawę miał znów podjąć egipski sąd administracyjny. Sytuacja na dzisiaj jest taka, że Uber nadal jest w Egipcie.

Od 2014 roku, czyli od początku swojej działalności w Egipcie, firma Uber codziennie zdobywa tysiące nowych klientów. Już w 2017 roku było ich w Egipcie aż cztery miliony. Samych kierowców Ubera jest już zapewne kilkaset tysięcy. Jeżeli chodzi o prywatne przewozy osób, 100-milionowy Egipt to dla Ubera największy rynek na Bliskim Wschodzie.

Uber kusi ceną, ale czy jakością?

Konkurencyjna cena to jedyny powód, dla którego Uber ma się tak dobrze. Każdy chce płacić jak najmniej za przejazd i mieć przy tym świadomość niewielkiego ryzyka. Uber na razie zaspokaja obie te potrzeby.

Białe taksówki na placu Tahrir w Kairze. Fot. Kamil Zachert

Białe taksówki na tle Muzeum Egipskiego w Kairze

W sieci można znaleźć opinie, że firma Uber stosuje agresywny dumping, bardzo zaniżając stawki, i spycha taksówkarzy do narożnika, gdzie czeka ich śmierć z głodu. Ci ostatni twierdzą natomiast, że Uber nie jest w stanie zapewnić klientom jakości i bezpieczeństwa porównywalnych do licencjonowanej taksówki.

Podróże Uberem po Kairze

W Kairze skorzystałem sześciokrotnie z usług Ubera. Chyba o parę razy za dużo, skoro obiecałem sobie nigdy więcej go nie zamawiać. Choćby się i paliło. Przejechałem, lub próbowałem przejechać, następujące trasy:

1. Z dzielnicy Giza koło szpitala Al-Ahram do Heliopolis.

2. Spod Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Kairze do Heliopolis.

3. Z dzielnicy Heliopolis do meczetu Husajna w Kairze Islamskim.

4. Spod średniowiecznej bramy Al-Futuh do Hotelu Kempinski nad brzegiem Nilu.

5. Z dzielnicy Heliopolis do placu Tahrir.

6. Skądś dokądś. Już nie pamiętam.

Czyli żadnych udziwnień typu grząski piasek na pustyni, objazd przez Al-Alamein czy zakazana strefa militarna. Będąc z Polskim Egipcjaninem na wyprawie do Egiptu, prawdopodobnie kilkakrotnie przemierzyłeś którąś z tych tras dowolnym środkiem lokomocji.

Problemy z Uberem w Kairze

Z sześciu pozycji na liście wzorowo zrealizowałem z Uberem zaledwie te dwie na samej górze. I było całkiem poprawnie, nie narzekam. Kierowcy trafili pod wskazane adresy bezbłędnie.

Zastrzeżenia mógłbym mieć co do czasu przyjazdu kierowców do punktu startu, który był o wiele dłuższy niż wskazywała aplikacja. Ale czas w Egipcie jest z gumy, więc nie zawsze robię z tego wielkie halo. W tych dniach akurat nigdzie mi się nie spieszyło. Natomiast na innych trasach był istny cyrk.

Pewnego razu próbuję dojechać z Heliopolis do meczetu Husajna. Niby łatwa trasa, ale kierowca niepotrzebnie wjeżdża w jakieś ciasne zadupia i co chwila gubi zasięg. Na moją prośbę, żeby skręcił na główną ulicę, twierdzi, że nawigacja tak go prowadzi i on nic z tym nie może zrobić, bo drogi nie zna.

Meczet Imama Husajna w Kairze Islamskim w Egipcie. Fot. Kamil Zachert

Meczet Imama Husajna w Kairze Islamskim

No i tak nas ta święta nawigacja prowadzi, że jak już dojeżdżamy na miejsce, to muszę z kierowcą ustalić na gębę, ile mam mu zapłacić. Aplikacja Ubera jest w tym czasie już totalnie kaput.

O dziwo płacę mniej, niż przewidywał system, kiedy wyruszaliśmy. Kierowca nawet się nie targuje, też jest wkurzony. Ciekawe, że jakiś czas później, kiedy znów odpalam aplikację Ubera, dostaję powiadomienie, że powinienem dopłacić za ostatni kurs 10 funtów. Ki czort?

Uber w godzinach szczytu

Popełniłem błąd, kiedy późnym popołudniem, tuż po zapadnięciu zmroku, próbowałem wyjechać Uberem spod Bab al-Futuh do Hotelu Kempinski nad Nilem.

Ulica Al-Banhawi, na której sobie przystanąłem po drugiej stronie, ale dokładnie naprzeciwko bramy do Kairu Islamskiego, była straszliwie zakorkowana. Zresztą jak zawsze w takim miejscu i o takiej porze. Myślałem, że smród spalin i dźwięk klaksonów rozsadzi mi głowę. Połknąłem trzy paracetamole i nic. Ale zżerała mnie ciekawość, jak Uber sobie poradzi.

Bab al-Futuh, średniowieczna brama w Kairze Islamskim, Fot. Kamil Zachert

Bab al-Futuh, średniowieczna brama w Kairze Islamskim

Odpaliłem aplikację Ubera i po chwili znalazł się chętny. Mimo że GPS bardzo dokładnie wskazał punkt odbioru, kierowca Ubera pojechał za daleko i przepadł gdzieś w korku.

Mamy telefony. Tłumaczę mu, gdzie stoję i kim jestem, żeby łatwiej mnie rozpoznał. Jedyny cudzoziemiec na ulicy, z dużą gęstą brodą i w stroju typu operacja „Pustynna Burza 1991” chyba wystarczająco rzuca się w oczy. W dodatku wylazłem na sam środek jezdni i tam czekałem na kierowcę, uchylając się niczym narciarz w slalomie gigant przed pędzącymi na mnie z naprzeciwka samochodami.

I co się stało? Kierowca znów mnie wyminął. Ale jakim cudem?

Zdzwaniamy się ponownie. Okazało się, że był na przeciwnym pasie ruchu, jadąc w odwrotnym kierunku, niż ja się ustawiłem. Umawiamy się zatem, że zakręci gdzieś dalej i wróci po mnie. Ale tym razem ma kierować się w dobrą stronę, co niby od samego początku było jego zamiarem.

OK. Czekam, habibi.

A więc czekam.

I czekam…

Tymczasem przejechało koło mnie tysiąc pięćset sto dziewięćset zwykłych kairskich taksówek. Białych i czarno-białych. Co druga była wolna, a jej kierowca spoglądał na mnie wyczekująco lub uprzejmie zapraszał do środka. Ale ja za każdym razem odmawiam, nie chcąc robić z gęby cholewy. Drożyzny też nie chcę. Czekam na Jego Taniość Ubera.

Po kolejnym kwadransie patrzę na aplikację i bierze mnie złość. Uber znów mnie wyminął. Tym razem jest na dobrym pasie ruchu, ale już przynajmniej kilometr za mną. Potem skręca w bok i znika z radaru. Dzwonię, ale nikt nie odpowiada. W słuchawce irytująca cisza. Olał mnie i wyłączył telefon albo nie ma zasięgu, myślę, pewnie to pierwsze. Bo, kurczę pieczone, spieszy się do domu na ful. Mam tego dość.

Podnoszę rękę do góry, niczym Mojżesz laskę, i w tym samym momencie zjawia się, jakby wyrosła spod ziemi, kairska biała taksówka. Pytam egipskiego kierowcę, czy zna drogę do Holetu Kempinski. Mówię mu adres po arabsku: Kambinskih Al-Nil Al-Kahirah? „Bardzo mi przykro, basza”. Nie kojarzy i dodaje gazu.

Arabski handel uliczny z czarno-białej kairskiej taksówki w Egipcie

Taksówki w Kairze wożą nie tylko ludzi

Zatrzymuję następnego. Też nie wie, gdzie jest ten zasrany hotel. Ale wychyla się z okna i zaczepia jadącego obok kolegę. Zdezelowana czarno-biała taksówka z rodzaju tych najstarszych. Wiekowy peugeot sprzed ery Mubaraka. Facet w wieku mojego dziadka i brzydki jak kopyto wielbłąda. Będzie dobrze.

Koła pojazdów toczą się wolno, kiedy panowie rozmawiają przez okna samochodów. Ja grzecznie sunę obok nich i czekam na werdykt. Śmieję się sam do siebie, że kazał pan, a szedł sam. Egipska klasyka humoru z ulicy.

Okazuje się, że Pan Peugeot orientuje się, że do Hotelu Kempinski trzeba jechać nad Nil, a następnie w dół mapy. Szybko ustalamy cenę za kurs i jedziemy. Bez amerykańskich aplikacji i bez satelitów. Na bystry łeb i doświadczenie.

Zatrzymanie trzech tradycyjnych kairskich taksówek, ustalenie kursu i wynegocjowanie rozsądnej ceny zajęło mi raptem dwie minuty. Przepychanki z kierowcą Ubera trwały 20-kilka razy tyle i zeszły na niczym.

Uber bezradny w centrum dzielnicy

Podobna sytuacja miała miejsce, kiedy wyruszałem z Heliopolis na plac Tahrir. Oczywiście mógłbym wsiąść do metra, które mam pod domem, i po pół godzinie jazdy znaleźć się przy samym placu. Ale testowanie Ubera w Egipcie wymaga ofiary.

Tym razem był środek dnia, a nie wieczór. Ruch jak zwykle, nic specjalnego. Zamawiam Ubera i czekam w oznaczonym miejscu. Trwa coś za długo. Z niepokojem obserwuję aplikację, która wyświetla mi aktualny status pojazdu. Wygląda jakby kierowca krążył koło miejsca odbioru, przystawał na moment, by po chwili ruszyć dalej. Po którymś takim kółku dzwonimy w końcu do siebie.

On mi mówi, że już jest i czeka, ale mnie nie widzi.

A ja mu na to, że jestem i że to przecież jego nie ma.

Dogadujemy się, że zatrzyma się koło wejścia do metra Al-Ahram od strony tej a tej.

10 minut później dzwoni do mnie, że czeka, ale mnie nie ma. To ja mu na to, że jestem, ale jego nadal nie ma. Proponuję, żebyśmy równocześnie unieśli ręce do góry i wypatrzyli się.

Typowa egipska ulica w centrum Kairu. Fot. Kamil Zachert

Typowa ulica w centrum Kairu

Okazało się, że kierowca Ubera zatrzymał się pod całkiem innym adresem, niż ustawiłem w aplikacji. Jak to się stało? Winny był GPS w aplikacji, bo wskazał miejsce odbioru całkiem od czapy. Prawie 30 minut gubienia, a następnie odnajdywania się, a w międzyczasie wiszenie na telefonie. Spoko.

Najbardziej kuriozalny był przypadek, kiedy chciałem jechać skądś dokądś. Nie pamiętam ani skąd, ani dokąd, bo i nie było co pamiętać. Zamówiłem Ubera i cierpliwie czekałem. Dopóki nie pojąłem, że kierowca w ogóle nie przyjedzie. Kontaktu też z nim nie było. Rozpłynął się w przestrzeni. Została po nim tylko długa smuga na radarze i mój zmarnowany czas.

Ceny Ubera w Egipcie

To najciekawsza część mojej relacji. Wszak wybierasz Ubera właśnie po to, żeby było tanio i wygodnie. Ale jak przekonałem się na własnej skórze, wygodnie wcale nie jest, przynajmniej jeśli chodzi o Kair.

Nie wiem, jak Uber sprawuje się innych egipskich miastach. Może w turystycznej Hurghadzie usługi Ubera działają dużo lepiej niż w stolicy Egiptu, ale jak można porównywać te miasta.

Sztandarowym argumentem przemawiającym za Uberem musi być więc cena. Gdzieś przeczytałem, że przejazd Uberem kosztuje nawet 30% taniej niż zwykłą taksówką. Nie zaprzeczam statystykom, ale moje doświadczenia w Egipcie wskazują raczej na zbliżone ceny.

Raz płaciłem Uberem taniej (z Gizy do Heliopolis), drugim razem wyszło mi drożej (spod polskiej ambasady do Heliopolis). A gdyby nie padła aplikacja w drodze z Heliopolis do meczetu Husajna, to zapłaciłbym porównywalnie.

W każdym razie różnica w cenie za przejazd nie przekracza 10 funtów egipskich, porównując do zwykłej kairskiej taksówki. Może po prostu to ja nie daję się naciągać kairskim taksówkarzom i umiem się z nimi targować?

Tak czy owak nie warto zadawać się z Uberem z powodu głupich 10 czy nawet 20 funtów. Nie jestem kutwą i daję taksówkarzom bakszysze często większe niż te grosze. Jedyną walutą, o którą naprawdę warto w życiu zabiegać, jest czas. Inne rzeczy to błahostki.

Dla kogo ten Uber?

Dla nowicjuszy w Kairze, którzy boją się sami wychodzić na ulicę, nie znają języka arabskiego i nie potrafią targować się z kierowcami taksówek. Będą czuli się komfortowo, bo Uber jest usługą dobrze im znaną z ich własnych krajów. Oswojoną i wzbudzającą zaufanie.

Jeżeli będą unikać godzin szczytu i wskazywać w aplikacji Ubera bardzo konkretne miejsca w Kairze, najlepiej na szerokiej przestrzeni, a nie w ciasnych uliczkach, jako punkty odbioru, pójdzie raczej gładko.

Boczna uliczka w Kairze Islamskim w Egipcie. Fot. Kamil Zachert

W takich miejscach Uber cię nie odbierze

Dla kogo nie? Dla doświadczonych bywalców, którzy wiedzą, ile należy zapłacić za kurs zwykłą taksówką, a poza tym nie muszą bądź nie lubią ściubić groszy. A także dla osób, którym szczególnie zależy na czasie. Do tej grupy i ja należę.

Przyznam się do czegoś. W tych kilku przypadkach, kiedy miałem do czynienia z Uberem w Kairze, kierowcy jeździli nowymi, nierzadko drogimi samochodami. Wkurzało mnie to, bo Egipt to wciąż względnie biedny kraj. A ja bardzo nie lubię dokarmiać sytych, jeśli wokół widzę mnóstwo ludzi naprawdę niemających co do garnka włożyć. Mam wtedy poczucie zmarnowanych pieniędzy.

Przyszłość Ubera w Egipcie

Jak podaje polski portal Trans.info, w okresie pandemii zapotrzebowanie na usługi Ubera spadło na świecie aż o 80%.

Podobno w pierwszym kwartale 2020 r. Uber tracił prawie miliard dolarów miesięcznie. Szukając oszczędności, już w tym roku wycofuje z Egiptu usługę Uber Eats, która nie cieszy się tam dużym powodzeniem. Ale przewozy osób zapewne pozostawi bez zmian, bo jak już wspomniałem, Egipt to dla Ubera najlepszy rynek na Bliskim Wschodzie.

Egipscy taksówkarze prawdopodobnie mieli rację w sporze z Uberem, ale to Uber ma lepszych prawników i silniejszą pozycję na rynku jak przystało na potężną korporację międzynarodową. Nadchodzą czasy bezwzględnego korporacjonizmu i nikt i nic nie zdoła tego zatrzymać.

Uber jest organicznie odporny na krytykę zawiedzionych klientów takich jak ja. Uber to wirtualna platforma, pomysł z dobrym logotypem i nic więcej. W praktyce coś takiego jak rozbudowana aplikacja randkowa, której moderator nie ingeruje w prywatne relacje swoich użytkowników, bo niby jakim prawem ma to robić.

Uber nie zatrudnia kierowców, nie ma w Egipcie floty własnych taksówek. To typowy aż do bólu neoliberalny model super biznesu, w którym koszt i ryzyko przerzuca się na innych. I ma się na to błogosławieństwo świata sparaliżowanego dogmatem, że chcącemu nie dzieje się krzywda, a zysk uświęca środki.

To nie my, dobrzy wujkowie z San Francisco, dajemy ciała, tylko właśnie ty, niedoskonały użytkowniku końcowy naszej cudownej platformy i aplikacji społecznościowej do kojarzenia pasażerów z kierowcami. Wszak nasza idea jest dobra, bo pochodzi z Ameryki, i słuszna, bo wycenia się ją na miliardy dolarów.

A więc jeśli Uber cię rozczarował, to wyłącznie twoja wina.

Zobacz inne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Send this to a friend