W Tell el-Amarna znajduje się ważne stanowisko archeologiczne, które każdy miłośnik starożytnego Egiptu powinien zobaczyć na własne oczy przynajmniej jeden raz.

Trzy i pół tysiąca lat temu z hakiem pewnemu ambitnemu młodemu człowiekowi zachciało się wywrócić Egipt do góry nogami. Młodzieniec urodził się jako syn potężnego Amenhotepa III z XVIII dynastii, co automatycznie dawało mu niemal nieograniczone, oczywiście jak na tamte czasy, możliwości zrealizowania nawet najbardziej wydumanych fantazji.

Który z pasjonatów historii starożytnego Egiptu nie słyszał o heretyku Echnatonie, jego słonecznym bóstwie o imieniu Aton i mieście lśniącym pośrodku pustkowi, które w skrócie zwiemy dziś Amarną? Który nie chciałby zobaczyć tego miejsca na własne oczy?

Tell el-Amarna znajduje się na wschodnim brzegu Nilu i jest dokładnie w połowie drogi między dzisiejszym Kairem i Luksorem. W starożytności ten sam dystans dzielił je od prastarego Memfis na północy i tętniącymi życiem Tebami, stolicą Egiptu na południu kraju. Echnaton wybrał to miejsce, żeby założyć swoje miasto na terenie, gdzie nigdy wcześniej nie uprawiano kultu innego bóstwa niż Aton.

Będąc tam po raz pierwszy, w trakcie poszukiwań idealnego miejsca pod nową stolicę, podobno zachwycił się wschodem słońca, który skojarzył mu się religijnie. Świetlisty Aton ukazał mu się na tle skalistych wzgórz oddalonych od brzegu rzeki o pięć kilometrów i przedzielonych doliną, u której szczytu zostanie wykuty przyszły grobowiec króla. To przecież nic innego jak gigantyczny naturalny hieroglif „achet” (horyzont)! I tak też Echnaton nazwał swoje miasto – Achet-Aton (Horyzont tarczy słonecznej).

Miasto Achet-Aton zbudowano w rekordowym tempie trzech lat. Funkcjonowało jako nowa stolica Egiptu zaledwie przez dekadę. Tam mieszkał faraon ze swoją rodziną oraz cały jego dwór, tam Echnaton przyjmował posłów z obcych państw, to stamtąd za sprawą „Nauki” zapisanej w Hymnie do Atona blask słonecznego bóstwa i jego królewskiego koregenta promieniował na cały kraj.

Po śmierci Echnatona miasto zostało niemal natychmiast porzucone, a wszystkie jego ogromne świątynie i wspaniałe pałace rozebrano i z nienawiścią wdeptano w piaski pustyni. Ocalało jednak na tyle, że dzisiaj Tell el-Amarna uchodzi za jedno z lepiej zachowanych stanowisk archeologicznych w Egipcie. Ale niestety z powodów politycznych nie znajdzie się go w programie typowej wycieczki dla turystów.

Do Tell el-Amarna trzeba wybrać się na własną rękę.

Rozsądek nakazuje trzymać się głównych szlaków turystycznych zamkniętych w granicach Kairu, Luksoru i nadmorskich kurortów i unikać kłopotów jak ognia. Każde pojawienie się turysty w rejonie Środkowego Egiptu, a zwłaszcza u bram wjazdowych do Tell el-Amarna, stawia miejscową policję na nogi. A chwilę potem – policję w Kairze. Minutę później wie o nas również egipska bezpieka.

W tej sytuacji są dwie „szkoły” zwiedzania zabytków Środkowego Egiptu przez cudzoziemców.

Pierwsza to wybranie się tam własnym środkiem lokomocji względnie skorzystanie z transportu dla miejscowych, np. pociągu z Kairu do Minji lub Mallawi. Oczywiście taka technika zakłada lekceważenie zaleceń polskiego MSZ, jak i warunków obowiązujących w Egipcie.

Docierając „jakoś” do Tell el-Amarna, trzeba liczyć się z różnymi scenariuszami. Albo zobaczymy, co chcemy, albo nas zawrócą pod eskortą policji i tajniaka z marsową miną. Wystarczy, że gdzieś w okolicy (rozumianej tutaj dosyć szeroko, przynajmniej od Minji do Asjut) wybuchła jakaś bomba, zaatakowano posterunek lub tylko ktoś usłyszał, że ktoś inny coś… a możemy pożegnać się ze zwiedzaniem.

W Egipcie lubi się dmuchać na zimne, a najbardziej pożądaną formą ochrony jest prewencja. Wybierając się do Tell el-Amarna na własną rękę, turysta podejmuje ryzyko. Nigdy nie wiadomo, na jaką sytuację akurat trafi.

Druga metoda polega na zgłoszeniu egipskim władzom chęci wybrania się do Środkowego Egiptu. Z tej metody skorzystałem jesienią 2018 r. jako uczestnik polskiej misji archeologicznej. Zwróciłem się z prośbą o pomoc w zwiedzeniu Tell el-Amarna do wysokiego urzędnika egipskiej służby starożytności w Kairze.

Udało się. Na drogę otrzymałem nie tylko jego błogosławieństwo, ale również numer telefonu do ważnej figury, która urzęduje w Minji i która miała wszystko zorganizować. Trudno wyobrazić sobie, żeby zwykły turysta mógł uzyskać tyle samo i tą samą drogą, co ja.

W podróż wybrałem się bardzo skromnie, najzwyklejszym pociągiem w drugiej klasie. Bilet zakupiłem przez stronę internetową: Egyptian National Railways. Polecam ten sposób zakupu biletów, ponieważ póki co sieć przepuszcza cudzoziemców chętniej niż kasjer na dworcu.

Jazda zwykłym egipskim pociągiem jest sama w sobie ciekawym przeżyciem, bo na każdym przystanku wchodzą do środka lub wychodzą nieprzebrane tłumy podróżnych: rozwrzeszczanych uczniów, matek stojących z dziećmi na rękach, wyciągniętych na fotelach mężczyzn w galabijach, nachalnych sprzedawców wszystkiego, żebraków i kieszonkowców.

W Minji byłem zapewne jedynym zagranicznym turystą w okolicy. Jak wiadomo, cudzoziemiec zwraca w Egipcie powszechną uwagę, zwłaszcza na prowincji, gdzie nikt się go nie spodziewa. Po małym zamieszaniu z taksówkami rozpocząłem poszukiwania miejscowego biura służby starożytności, żeby spotkać się z jego dyrektorem. Nie było to łatwe, bo kierowca ciągle gubił drogę, ale w końcu dotarłem na miejsce, stając twarzą w twarz… z filmowym Kojakiem!

Ów urzędnik ze Środkowego Egiptu, sobowtór Telly’ego Savalasa, czyli filmowego Kojaka, okazał się bardzo pomocny. Może aż za bardzo. Inspektor „Kojak” zorganizował mi nocleg na statku-hotelu i eskortę policji do Tell el-Amarna oraz przewodnika – uzbrojonego po zęby agenta policji, który jak się okazało również interesował się archeologią Egiptu i miał na jej temat sporą wiedzę.

Do Tell el-Amarna najlepiej wyruszyć z samego rana, rezerwując na zwiedzanie cały dzień.

W godzinę lub dwie niewiele da się tam zobaczyć ze względu na odległość od bazy wypadowej w Minji oraz rozmiary samego stanowiska. Jeśli starujemy z Minji, a nie z Mallawi, sam dojazd na miejsce zajmuje grubo ponad dwie godziny. Ale za to jest bezpieczniej.

Bliżej do Tell el-Amarna jest tylko z Mallawi (można dojechać tam pociągiem i przeprawić się promem na drugą stronę Nilu). Niestety miasto uchodzi za mało przyjazne turystom, więc nawet nie ma tam hoteli. Przejeżdżałem przez nie kilkakrotnie, ani razu nie dostrzegając na ulicach żadnego cudzoziemca.

Jeśli wyprawa w ten rejon Egiptu wymaga pozostania na noc, lepiej zatrzymać się w Minji. Zwłaszcza że jest tam restauracja, gdzie jadłem najlepszą w całym Egipcie smażoną wątróbkę.

Wszyscy urzędnicy i policjanci odradzali wizytę w niegościnnym Mallawi. Ich zdumienie budził już sam fakt, że do Środkowego Egiptu przyjechałem pociągiem jak zwykły Egipcjanin. Nikomu nie mieściło się w głowie, jak zdobyłem bilet. Wydruk z internetu macali i oglądali ze wszystkich stron.

Wszyscy cudzoziemcy są dziwni i tylko sprawiają kłopoty. Takie nastawienie do przybyszów z zagranicy charakteryzuje władze na każdej długości i szerokości geograficznej. Przez cały czas pobytu w Środkowym Egipcie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszyscy tam odetchną z ulgą, kiedy wreszcie wrócę do Kairu. Ja również podzielałem ich uczucia (wszystkie władze tylko utrudniają ludziom normalne życie), ale przedtem chciałem zobaczyć, jak najwięcej się da.

Kiedy Echnaton po raz pierwszy przycumował swoją barkę do wschodniego brzegu Achet-Aton, wtedy jeszcze całkowitego pustkowia, zobaczył teren płaski jak lustro, sięgający pięć kilometrów w głąb Pustyni Wschodniej i rozciągnięty z północy na południe aż na 11 kilometrów.

Wschodnią granicę Achet-Aton miały stanowić skały dżebla, zza którego wychyla się słońce. Echnaton kazał wykonać dwie serie stel granicznych, w których deklarował swój związek z miastem, którego nigdy nie chciał opuszczać:

„Gdybym po milionach lat zmarł w jakimkolwiek mieście północy, południa, wschodu czy zachodu, niech mnie sprowadzą, bym mógł zostać pogrzebany w Achet-Aton”.

Po wybraniu miejsca pod swoje nowe miasto król ustawił trzy stele graniczne, później dostawił ich aż 13. Otaczały Achet-Aton ze wszystkich stron, obejmując teren ponad 50 km kwadratowych.

Stojąc na granicy pól uprawnych, gdzie zieleń roślinności gwałtownie ustępuje jasnobrunatnym barwom pustyni zalewającym przestrzeń jak okiem sięgnąć, rozmyślam o Echnatonie. Co naprawdę skłoniło go do porzucenia cudownych Teb i przeniesienia się właśnie tutaj?

Rewolucja religijna, którą Echnaton zapoczątkował, polegała na wyniesieniu tarczy słonecznej do roli jedynego bóstwa Egiptu, więc to tłumaczy jego odrazę do Teb – od wieków świętej domeny Amona, gdzie roiło się od budowli poświęconych tradycyjnym kultom. To oczywiste, że nowa stolica musiała powstać w miejscu całkowicie dziewiczym.

Tell el-Amarna było enklawą osamotnienia i depresji. Nikt poza zwolennikami faraona nie chciał mieszkać na tym martwym odludziu, wznosić tam domów i świątyń dla bogów, którzy także zapomnieli o tym miejscu. Czy naprawdę nie było lepszych terenów do zasiedlenia?

Osobowość Echnatona jest zagadką. Dorastał zarówno w blasku, jak i trochę w cieniu swojego ojca, wielkiego Amenhotepa III – tebańskiego króla-słońce. Teoretycznie mógł nigdy nie panować, był dopiero następny w kolejce do tronu po starszym bracie Totmesie. Ale młody książę zmarł przedwcześnie i to właśnie na Echnatona spłynęły nieoczekiwanie wszystkie splendory władzy.

Dawniej chętnie spekulowano, że Echnaton mógł być chromy – czego rzekomo dowodzą jego zdeformowane przedstawienia na posągach i reliefach – i z tego powodu nienawidził świata, w którym musiał żyć jako kaleka. Fizyczna ułomność władcy miałaby wpływać na jego charakter i decyzje, które z perspektywy tysiącleci wydają się niezrozumiałe.

Dziś hipotezę o chorobie Echnatona można włożyć między bajki. Również koncepcje wzięte z wciąż modnej psychoanalizy nie są wiele warte i lądują na obrzeżach fikcji lub spekulacji. Ale pytania, czy był natchnionym wizjonerem czy szaleńcem despotą, a może jednak żadnym z nich, wciąż pozostają aktualne.

Dlaczego Echnaton rozpoczął bezlitosną krucjatę przeciwko starym bogom Egiptu? Na początku nie był fanatykiem, jeśli chodzi o religię. Ikonoklazm Echnatona – skuwanie ze ścian świątyń całego Egiptu wizerunków innych bóstw niż Aton zaczyna się dopiero po 11 roku jego panowania.

Kult Atona wydawał się być hermetyczną religią tylko dworu królewskiego. Niektórzy uczeni twierdzą, że był po prostu ubóstwieniem Amenhotepa III, złączonego po śmierci ze słońcem.

Plany Achet-Aton oglądane w podręczniku archeologii mają się nijak do ogromnych odległości doświadczanych przez turystę na miejscu. Zwiedzanie zabytków w Tell el-Amarna na piechotę, tak jak da się to robić w Tebach Zachodnich, tu jest praktycznie niewykonalne. Tym bardziej, że najważniejsze zabytki – nekropolia królewska i grobowce dostojników rozrzucone są po różnych częściach stanowiska; znajdują się na jego północnych i południowych obrzeżach.

Natomiast od strony zachodniej wzdłuż Nilu rozciągała się reprezentacyjna i mieszkalna część Achet-Aton, szeroka na kilometr i długa na dziewięć, z której dzisiaj niewiele zostało. Budynki zostały rozebrane po śmierci Echnatona aż do fundamentów, a spora część tego, co z nich ocalało, znajduje się pod piaskami i współczesną zabudową arabską, m.in. pod cmentarzem muzułmańskim.

Trudno dzisiaj wyobrazić sobie świetność Achet-Aton, jeśli będąc na miejscu, polega się tylko na zmyśle wzroku. To, że wiemy, jak wyglądało Achet-Aton, zawdzięczamy brytyjskiemu archeologowi Flindersowi Petriemu, który w 1891 r. prowadził tu pierwsze wykopaliska i odkrył pałac królewski.

Kolejne zespoły archeologów brytyjskich i niemieckich, zachęcone wynikami sondaży Petriego, od początku XX wieku podjęły się regularnych badań w Tell el-Amarna i z czasem odsłoniły pozostałe części miasta.

Dopóki nie zobaczyłem przestrzeni Tell el-Amarna na własne oczy, nie rozumiałem nic ze specyfiki życia w tym niesamowitym mieście. Dziesiątki kilometrów kwadratowych całkowicie pustego i płaskiego terenu, gdzie nie ma nic oprócz płonącego na niebie słońca. I po którym można było sprawnie przemieszczać się tylko szybkim rydwanem, o ile należało się do egipskiej klasy uprzywilejowanej, żyjącej w Achet-Aton w luksusowych warunkach.

Kiedy zwiedza się grobowce dostojników z Amarny, zaskakuje w dekoracjach duża ilość przedstawień rydwanów i procesji odbywających się na rydwanach. Wydaje się, jakby nikt oprócz zwykłych ludzi nie chodził w tym mieście na piechotę.

Echnaton codziennie wyjeżdżał na swoim złotym rydwanie z pałacu, w którym mieszkał w północnej części miasta, i udawał się do wielkiego pałacu w centrum, gdzie przyjmował posłów i skąd wydawał dekrety. Za nim ciągnął się wąż rydwanów najznamienitszych postaci w Achet-Aton, takich jak szef straży Mahu, arcykapłan świątyni Atona Merire, pisarz królewski Ahmose czy nadzorca haremu Hui.

Przejazd Echnatona miał charakter religijny. Z obu stron alei procesyjnej przyglądali mu się zwykli mieszkańcy Achet-Aton, zamierając w pozycji nienaturalnie głębokiego ukłonu.

Wiele przedstawień ludzi w dekoracjach grobowców w Tell el-Amarna charakteryzuje przerażająco nienaturalna proskineza. Postacie znajdujące się przed faraonem pochylone są tak nisko, że ich kręgosłupy zdają się trzeszczeć i łamać. To część rytuału oddawania czci władcy rozdmuchana przez Echnatona do przerażającej skali. Wszyscy poddani faraona mieli żyć i umierać w jego blasku. Jak również w blasku jego najbliższej rodziny, zwłaszcza żony Nefertiti.

W całym Achet-Aton nie było domu, w którym nie znajdowałby się ołtarzyk z wizerunkiem tej boskiej pary. Śmierć nikogo nie zwalniała z obowiązku oddawania czci faraonowi. Centralne miejsce w grobowcach dostojników w Tell el-Amarna zajmuje często ogromne przedstawienie Echnatona pod tarczą słoneczną – Atonem z promieniami zakończonymi dłońmi z symbolem życia – anch.

Czy Echnaton wyróżnił ten zakątek Egiptu, bo naprawdę zachwycił go wschód słońca nad tutejszym dżeblem? A może był zwykłym sadystą, któremu sprawiało przyjemność, że jego poddani smażą się pod majestatem Atona? Zresztą nie tylko poddani. Jeden z azjatyckich królów, Aszruballit, napisał list do faraona, w którym pytał:

„Dlaczego moim posłańcom każe się stać nieustannie w słońcu i umierać na słońcu?”.

Tell el-Amarna ma wystarczająco dużo miejsca na przyszłą rozbudowę miasta do gigantycznych rozmiarów. Może właśnie taki cel chodził Echnatonowi po głowie? A może po prostu chciał zbudować sobie azyl gdziekolwiek, byle jak najdalej od rosnącej w siłę opozycji, otoczyć się doborowym wojskiem i cudzoziemską gwardią przyboczną (dokładnie tak jak rzymscy cesarze 1500 lat później). Cieszyć się towarzystwem popleczników takich jak Mahu i Merire, którzy zawdzięczali mu wszystko.

Jakkolwiek wyglądała prawda, Echnaton nie przeżył milionów lat, jak deklarował, tylko umarł po 17 latach sprawowania rządów, które przysporzyły Egiptowi mnóstwo problemów wewnętrznych i podważyły jego rangę wśród krain Bliskiego Wschodu.

Paradoksalnie grobowiec Echnatona wykuty daleko po wschodniej stronie miasta jest jednym z najgorzej zachowanych podziemnych grobów, jakie widziałem w Egipcie. Skała wapienna, w którym wydrążono pomieszczenia, jest bardzo marnej jakości, o strukturze porowatej, pełnej spękań i małych otworów.

Dekoracje, które nie zostały intencjonalnie zniszczone w późniejszych czasach, i tak musiałyby po czasie same odpaść. Królewscy inżynierowie na pewno zwrócili faraonowi na to uwagę. Zwyciężył jednak dogmat religijny, który kazał Echnatonowi pogrzebać się „pośrodku hieroglifu” „achet”.

Mumia faraona heretyka nie przetrwała, być może została rytualnie spalona, ale pamięć o nim, mimo prób jej zatarcia przez kolejnych władców, do dziś rozpala ludzką wyobraźnię. Echnaton-marzyciel, bez względu kim był w rzeczywistości, stał się romantycznym bohaterem filmów, malarstwa, ale przede wszystkim literatury pięknej, żeby wspomnieć choćby tylko rewelacyjną powieść Miki Waltariego „Egipcjanin Sinuhe”.

Czy warto wybrać się do Tell el-Amarna? Tak, zdecydowanie warto. Wizyta w królewskim mieście Achet-Aton pomaga trochę lepiej zrozumieć jeden z najbardziej ciekawych i zarazem burzliwych okresów w dziejach starożytnego Egiptu.

Postawisz mi kawę?

Stawiając mi kawę, doceniasz moją wiedzę i doświadczenie, którymi dzielę się z Tobą gratis za pośrednictwem mojej strony internetowej i mediów społecznościowych oraz wspierasz rozwój moich przedsięwzięć w Egipcie. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Postawisz mi kawę?

Stawiając mi kawę, doceniasz moją wiedzę i doświadczenie, którymi dzielę się z Tobą gratis za pośrednictwem mojej strony internetowej i mediów społecznościowych oraz wspierasz rozwój moich przedsięwzięć w Egipcie. Dziękuję!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

author image

Autor: Kamil Zachert

Przewodnik po Egipcie i promotor kultury egipskiej, uczestnik wykopalisk archeologicznych w Egipcie i innych badań naukowych związanych z Egiptem, organizator indywidualnych historyczno-krajoznawczych wypraw do Egiptu adresowanych do ambitnych pasjonatów wiedzy i przygody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz inne artykuły

Kamil Zachert w programie TVP2 "Pytanie na Śniadanie"
Kamil Zachert - Polski Egipcjanin pod piramidami w Gizie
Wycieczka do Egiptu z Polskim Egipcjaninem
Logo Grand Egyptian Museum
Przejażdżka we wsi egipskiej na wózku karo

Zadecyduj, jakie treści będą się ukazywać na blogu o Egipcie!

Pomóż mi dostosować treści na moim blogu do Twoich potrzeb i zainteresowań i odpowiedz na 16 pytań w anonimowej ankiecie.
 
Chcę wypełnić ankietę
close-link
Pokaż link do ankiety